1 września w wielu domach wygląda tak samo i można by go nazwać Dniem Wspaniałych Postanowień. I dzieci, i rodzice wchodzą w nowy rok szkolny pełni zapału, przekonania, że „tym razem będzie inaczej”, uzbrojeni w dalekosiężne plany i marzenia sięgające co najmniej do końca roku szkolnego... A później, hmmm… później jak to w życiu. Bywa różnie. Jesteśmy ludźmi i najzupełniej normalne jest, że popełniamy błędy. Rzecz w tym, że niektóre z nich niepokojąco często w wielu domach się powtarzają. I można by ich uniknąć, gdyby znane były wcześniej. Oto i one.
1. Założenie, że pierwszego września wszystko się zmieni o 180 stopni
Wiadomo, że pewne daty bardziej sprzyjają rozpoczynaniu nowych rozdziałów i planowaniu zadań niż inne. Nie bez powodu tak hucznie obchodzimy co roku chociażby 1 stycznia. Lecz gdyby tak spojrzeć realnie, to 1 września niczym szczególnym nie wyróżnia się od chociażby 20 maja czy 15 października. Poza tym dziecko, choć pewnie przez dwa miesiące wakacji co nieco wydoroślało (a czasem bardziej niż „co nieco”), wciąż jest tą samą osobą. Osobą, która czasem zapomni stroju na wf. albo nie zanotuje, co trzeba przynieść na plastykę. Oczekiwanie, że z jakiegoś powodu w kolejnej klasie to się zmieni, jest nierealne i niechybnie skończy się rodzicielskim rozczarowaniem. Tak samo jak rozczarowaniem prawdopodobnie skończy się nakładanie na siebie oczekiwań, że „od teraz to będę już cierpliwa i lepiej zorganizowana”. Domowe rewolucje mają to do siebie, że niespecjalnie przejmują się okrągłymi datami.
Znacznie większą szansę na powodzenie mają małe zmiany wprowadzane stopniowo. Lepiej przez pierwszy tydzień skupić się na jednej nowej rutynie, niż próbować zmienić całe życie rodziny w jeden weekend.
2. Wypełnienie po brzegi kalendarza – swojego i dziecka
Oferta zajęć dodatkowych wydaje się nieskończona: szachy, angielski, chiński, balet... I jak tu odmówić, skoro wszystko „rozwija dziecko”, „dobroczynnie wpływa na harmonijny proces edukacyjny”, a do tego wszyscy wydają się na coś chodzić! Nasze dziecko ma być jedynym, które zostanie w domu? Czasami, choć to dziś niepopularne, to wcale nie jest złe. Bo młody człowiek, podobnie zresztą jak dorosły, od czasu do czasu potrzebuje nudy i biernego odpoczynku.
Przeładowany grafik szybko prowadzi do zmęczenia, rozdrażnienia i rodzinnej logistyki przypominającej zarządzanie lotniskiem, a tego przecież żaden rodzic nie chce.
3. Koncentracja na ocenach
We wrześniu w wielu domach słychać niczym mantrę: „Ale tę ocenę z matematyki to w tym roku poprawisz? Z polskiego będzie pięć, co? Pamiętaj, staraj się od początku, niech nowa pani Cię zauważy”. Tymczasem wrzesień to dobry moment, żeby zadać sobie pytanie, czego tak naprawdę oczekujemy od szkoły. Jeśli od pierwszych dni pytamy wyłącznie o stopnie i sprawdziany, dziecko dostaje jasny komunikat: dla rodziców liczy się wynik. Moja wartość równa się wartości moich ocen. Tymczasem równie ważne (a może nawet ważniejsze!) są samodzielność, umiejętność współpracy, ciekawość świata czy radzenie sobie z porażkami.
Czasem pytanie: „Co dziś było dla Ciebie najciekawsze?” mówi o szkolnym dniu więcej niż: „Jaką dostałeś ocenę?”.
4. Przenoszenie rodzicielskiego stresu na dziecko
Nie oszukujmy się. Kiedy dziecko idzie do pierwszej klasy, zmienia szkołę, przechodzi do drugiego etapu edukacyjnego, stresu doświadcza cała rodzina (a bohater tych wydarzeń często najmniej). Do tego dochodzą zmiany logistyczne (kto będzie kierowcą?!), konieczność zapłacenia za te wszystkie zajęcia... Stres jest nieunikniony. A dzieci wyczuwają go niczym najczulsze detektory. Jeśli od pierwszego dnia słyszą, że „teraz zaczyna się prawdziwy wyścig” albo „nie ma już czasu na zabawę”, same zaczynają traktować szkołę jak źródło napięcia.
Tymczasem to dorosły może być dla nich w tym momencie wsparciem, którego potrzebują. Pod warunkiem oczywiście, że potrafi zapanować nad własnym stresem.

5. Nierealne oczekiwanie samodzielności
Niektórzy rodzice sprawiają wrażenie, jakby szczerze wierzyli, że ich Kasia czy Mareczek po przekroczeniu szkolnych murów niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienią się w innego człowieka. Dużego Chłopca lub Dużą Dziewczynkę. A przecież to wciąż jest to samo dziecko! Odpowiedzialność nie przychodzi automatycznie wraz z numerkiem kolejnej klasy. Choć w wielu domach można usłyszeć: „Jesteś już w piątej klasie, powinnaś to wiedzieć!”, to logiczne wydaje się pytanie: „Ale w sumie to skąd?”. Skąd dziecko to wiedzieć, skoro nigdy nikt z nim tego nie ćwiczył, nikt mu tego nie powiedział?
Samodzielności, odpowiedzialności i dobrej organizacji, jak wszystkiego, trzeba się nauczyć. Czasami w żmudnym, długotrwałym procesie. Te cechy rodzą się z praktyki, nie z oczekiwań rodziców.
6. Rezygnacja po kilku dniach z rutyny
Pierwszy tydzień często wygląda wzorowo. Rodzic budzi się wcześniej, przygotowuje własnoręcznie zdrowe śniadanie dla siebie i dziecka, mają czas na rozmowę przy stole, plecak spakowany jest dzień wcześniej. A później... no właśnie, im dalej w miesiąc, tym wszystko zaczyna wyglądać bardziej chaotycznie. Dziecko siedzi do późna przy komputerze i rano nie może wstać. Zamiast własnoręcznie przygotowanej granoli przy śniadaniówce pojawiają się drobne na „kup sobie coś w sklepiku”, a do poranka nieubłaganie wkrada się stres związany z poszukiwaniem zeszytu do biologii czy butów z białą podeszwą na wf. Jednym słowem, wszystko wraca do niechcianej normy. Dobra wiadomość jest taka, że to normalne, bo nowe nawyki nie wykształcają się same. Wymagają wielokrotnych powtórzeń i ćwiczenia.
Lepiej wracać do tego, co dobre, nawet i kilkanaście razy, niż uznać, że „u nas to się nie sprawdza”. Na początku nie sprawdza się prawie u nikogo.
7. Zapominanie, że wrzesień to czas adaptacji
Wrzesień to miesiąc, kiedy wiele rzeczy jest nowych, zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców. A nowy sprzęt wymaga okresu rozruchu. Tymczasem dorośli czasami oczekują, że od pierwszego dnia szkoły wszystko będzie działało jak dobrze naoliwiona maszyna. To nierealne. Dzieci potrzebują czasu, by przyzwyczaić się do nowego planu lekcji, nauczycieli, klasy czy wcześniejszego wstawania.
Niektóre przez kilka tygodni są bardziej zmęczone, rozdrażnione albo emocjonalne. To nie oznacza, że „źle zaczęły rok”. To tylko znaczy, że proces trwa, i to jest najzupełniej naturalne. Dajmy i im, i sobie czas na przeżywanie tego we własnym rytmie.
Tego nie ignoruj!
Większość wrześniowych trudności ma charakter przejściowy, są jednak sytuacje, które należy traktować jako czerwone flagi i sygnał, że dziecko potrzebuje dodatkowego wsparcia.
Zwróć uwagę, jeśli: - po kilku tygodniach dziecko nadal codziennie bardzo przeżywa pójście do szkoły, skarży się na bóle brzucha lub głowy, płacze albo panicznie boi się rozstania;
- wyraźnie wycofuje się z kontaktów z rówieśnikami, przestaje cieszyć się tym, co wcześniej lubiło, albo jego nastrój przez dłuższy czas jest wyraźnie obniżony.
W takiej sytuacji warto porozmawiać z wychowawcą, pedagogiem lub psychologiem. Czasem kilka rozmów wystarczy, by problem nie urósł do większych rozmiarów. A wrzesień to idealny moment, by taką ewentualną trudność zauważyć i pomóc dziecku ją pokonać.
Zamiast więc obiecywać sobie, że „w tym roku to już na pewno będziemy rodzicami idealnymi”, warto postawić sobie realny cel:
Będę rodzicem wystarczająco dobrym. Nie będę się katował wyrzutami sumienia za to, że czasami zapomniałem podpisać zgody na wycieczkę czy dałem dziecku kilka złotych na śniadanie zamiast upiec dzień wcześniej pełnoziarniste bułeczki. Ale jednocześnie będę rodzicem, który będzie umiał powiedzieć „przepraszam”, kiedy sytuacja tego wymaga, „spróbujmy jeszcze raz”.
Bo właśnie z takich codziennych, nieidealnych momentów buduje się poczucie bezpieczeństwa dziecka.
Rok szkolny to nie sprint, który trzeba wygrać już we wrześniu. To długi bieg, w którym każdemu zdarzają się potknięcia, gorsze dni i chwile zwątpienia. I dzieciom, i rodzicom. Dlatego zamiast ścigać się z wyobrażeniem o idealnej rodzinie, lepiej skupić się na tym, by we własnym domu stworzyć atmosferę spokoju, wsparcia i zaufania. Wrzesień to przecież dopiero początek. Na nowe nawyki, spokojniejsze poranki i lepszą organizację będzie jeszcze mnóstwo okazji. A kilka szkolnych wpadek? One są wpisane w program – choć na szczęście nie pojawiają się na świadectwie.
Lilka Poncyliusz-Guranowska Autorka jest anglistką, nauczycielem dyplomowanym, egzaminatorką i autorką wielu pozycji (w tym czterech książek) z zakresu metodyki nauczania języka angielskiego i komunikacji międzyludzkiej. W marcu 2023r. ukazała się jej nowa książka, poradnik dla nastolatków z zakresu komunikacji społecznej – „Być nastolatkiem i przetrwać. Psychologia komunikacji”.