Plaża? Basen? Nie, dziękuję. Wakacyjne kompleksy nastolatków

Gdzie większość z nas naturalnie wyobraża sobie najlepszy wypoczynek? Oczywiście nad wodą. Kiedy z nieba leje się żar, odpoczynek nad jeziorem czy na otwartym kompleksie basenowym to kusząca propozycja. Dlatego wielu rodzicom trudno zrozumieć postawę nastolatka, który w pewnym momencie mówi: „Gdzie? Nad wodę? Na pewno nie!”.

Nie pomagają tu żadne rozsądne, wydawałoby się, argumenty dorosłych, że przecież na basenie każdy zajęty jest swoim odpoczynkiem, a nie porównywaniem figur innych odpoczywających. Nie i koniec. Dla wielu młodych ludzi wyjście w kostiumie czy spodenkach kąpielowych do tłumu innych plażowiczów wydaje się barierą nie do przejścia. Skąd to się bierze? Oczywiście z kompleksów.

Od dawna nie jest tajemnicą, że polskie nastolatki należą do tych, które oceniają swój wygląd wyjątkowo surowo. Aż 46% deklaruje w badaniach skrajnie niską samoocenę, 31% mówi wprost, że siebie nie lubi (za: Młode Głowy. Otwarcie o zdrowiu psychicznym, 2023). Jak z takim obrazem siebie przebrać się w kostium? Co zrobić, gdy wydaje Ci się, że wszystkiego masz za dużo albo wprost przeciwnie, za mało? Że Twoja  sylwetka jest za mało męska lub za bardzo kobieca? To są realne problemy, z jakimi mierzą się nasze dzieci. Na szczęście to nie znaczy, że są skazane na siedzenie w pokoju przed ekranem komputera do końca wakacji. Możemy im pomóc. Jak to zrobić?

Samoocena – nie bagatelizuj problemu

Kilkakrotnie zdarzało mi się słyszeć przypadkowe rozmowy rodziców, w których o kompleksach swoich dzieci mamy wypowiadały się, hmmm… dość lekkim tonem („Adusia nie lubi się rozbierać na basenie, wiesz, jak to jest, ten wiek. No, ma trochę tłuszczyku, ale która z nas go nie ma”). Oby tylko Ada, o której mowa w tym cytacie, nie usłyszała tych słów, bo to, co dla mamy może być normalną ilością tkanki tłuszczowej, dla dziewczyny w wieku dojrzewania może łatwo przekształcić się w realny problem, z którym trzeba sobie poradzić. A stąd już krok do zaburzeń odżywiania! Choćbyśmy więc nie wiem jak mieli ochotę powiedzieć: „A co to za nowe problemy, przebieraj się w kostium i nie wymyślaj!” – ugryźmy się w język. Dla dobra naszego dziecka. Komunikat, który dostajemy, nie jest „marudzeniem”. To realny problem. Nasze dziecko nie akceptuje swojego ciała i najlepsze, co możemy zrobić, to po prostu go w tym usłyszeć.

Obawy dzieci – jak rozmawiać z dzieckiem o kompleksach

Dorosłym czasami wydaje się, że wiedzą, co powoduje takie a nie inne obawy dziecka. Pamiętam dziewczynkę, która opowiadała mi o tym, że mama uparcie nie mogła zrozumieć, że ona nie chce wychodzić w wakacje z całą rodziną nad jezioro, bo jej problemem było owłosienie na nogach. Mamie coś takiego nawet do głowy nie przyszło. Myślała, że chodzi o trądzik na plecach, który dziewczynka też miała. Tymczasem to w ogóle nie był dla niej problem, bo podobne krostki miało wiele jej koleżanek i nie zwracała na to uwagi! Przeciwnie niż na nadmierne, jej zdaniem, owłosienie.

Dlatego zanim założysz, że wiesz, o co chodzi, po prostu zapytaj. Wypowiedzenie obawy na głos ma też działanie terapeutyczne, bo dziecko ma okazję często po raz pierwszy w życiu podzielić się z kimś tym, co je niepokoi.

Dlaczego warto unikać banalnych pocieszeń

Choć każdy z nas chciałby, żeby nasze dzieci były zadowolone, uśmiechnięte i akceptowały siebie, warto sobie uświadomić, że zdania w rodzaju: „Nie przesadzaj, to nic takiego” albo „Gdzie Ty tu widzisz tłuszcz, to normalny brzuch!”, tak naprawdę nie pomagają. Zamiast stawiać szybkie diagnozy o tym, co jest normalne, a co nienormalne, pokażmy lepiej dziecku, że widzimy je w jego niepewności, mówiąc mu np.: „Rozumiem, że Ci z tym trudno”,  i zamilknijmy. Bo tylko dając przestrzeń, możemy naprawdę usłyszeć, o co chodzi.

a_wakacyjne_kompleksy_LR_graf_1.jpg

Media społecznościowe – jak nie wpaść w pułapkę

Choć niby każdy o tym wie, gdy przychodzi do konkretów, często nie uświadamiamy sobie, że nasze dzieci naprawdę (naprawdę!) nie mają łatwo. Żyją w świecie nieustannych porównań. Media społecznościowe pokazują zniekształconą, przefiltrowaną i starannie wyselekcjonowaną rzeczywistość. I nasze dzieci oczywiście teoretycznie to wiedzą – ale często w praktyce i tak w tę pułapkę dążenia do nieistniejących socjalmediowych ideałów wpadają.

Dlatego warto do znudzenia rozmawiać o tym, że to, co widzimy w sieci, to nie jest rzeczywistość. To content, który ktoś starannie dla odbiorcy przygotował i obrobił. Dlatego nie warto sobie nim specjalnie zawracać głowy.

Pamiętajmy przy tym, że nasze dzieci nie porównują się tylko do celebrytów, ale przede wszystkim do znajomych: koleżanki z klasy, chłopaka z obozu tanecznego, kuzynki... To oni wrzucają opalone zdjęcie z wypasionych wakacji z rodzicami i roześmiane fotki z imprezy. Nasze dzieci widzą ich najlepsze kadry – a swoje życie znają od kuchni. Nic więc dziwnego, że w takim zestawieniu niemal zawsze wypadają gorzej. I o tym też warto im nieustannie przypominać.

Nie skupiaj się na wyglądzie

Niestety wiele z nas, mam, może tu uderzyć się w piersi. Kto buduje w naszych dzieciach obraz siebie? My same. A która mama nie staje czasami przed lustrem ze westchnieniem: „Gdybym tylko była pięć kilo chudsza!”. Komu nie zdarza się skomentować sylwetki sąsiadki? Nie ma się co teraz biczować, błądzić jest rzeczą ludzką, ale warto sobie uświadomić, że im częściej wygłaszamy uwagi o takim czy innym wyglądzie, tym bardziej ryzykujemy, że pewnego dnia nasze najpiękniejsze dla nas dziecko stanie przed lustrem i powie: „Nie wyglądam tak, jak mama zawsze mówi, że jest wspaniale wyglądać”. A stąd tylko krok do: Nie wyjdę na plażę. Przecież tam się chodzi w kostiumie.

Nie zapominaj o synach

Choć o kompleksach związanych z wyglądem często mówi się w kontekście dziewczyn, ich rówieśnicy w znakomitej większości wcale nie są od tych obaw wolni. Chłopaki oglądają przekaz, w którym mają mieć umięśnioną, sportową sylwetkę, nie mieć nadwagi, ale i nie być za szczupłymi, wyglądać tak, a nie inaczej... W efekcie nierzadko cierpią na podobne albo i większe kompleksy niż dziewczyny. Dlatego ich obawy zasługują na taką samą uwagę i zrozumienie.

I jeszcze jedno…

Kiedy nastolatek mówi, że nie chce jechać nad wodę, bardzo łatwo skupić się wyłącznie na celu. Przekonać. Namówić. Udowodnić, że nie ma się czego bać. Tymczasem być może najważniejsze jest coś zupełnie innego.

Wyobraźmy sobie dziewczynę, która przez kilka miesięcy zbierała się na odwagę, żeby założyć kostium kąpielowy. Albo chłopaka, który od dawna uważa, że wygląda gorzej od swoich kolegów. Dla nich wyjście na plażę nie jest zwykłą wakacyjną aktywnością. To często mały egzamin z samoakceptacji!

Dlatego tak ważne jest, by nie zamieniać wakacji w kolejne pole bitwy. Jeśli nastolatek pojedzie z nami nad jezioro, ale przez cały dzień będzie słyszał: „No widzisz, nie było tak źle”, „Mówiłam, że przesadzasz” albo „Wreszcie przestań się wygłupiać”, nie nauczy się samoakceptacji. Nauczy się jedynie, że jego uczucia nie są mile widziane. A przecież nie o to nam chodziło.

Naszym celem przecież nie jest doprowadzenie dziecka na plażę za wszelką cenę. Celem jest wychowanie człowieka, który pewnego dnia spojrzy w lustro i pomyśli: „Może nie jestem idealny, ale jestem wystarczający”. Człowieka, który nie będzie rezygnował z kąpieli w jeziorze, wyjazdu z przyjaciółmi czy letnich przygód tylko dlatego, że jego ciało nie przypomina ciał oglądanych w sieci.

Bo szkoda wakacji na wstyd. Szkoda gorących dni, śmiechu znajomych, gry w karty na pomoście i wspomnień, które mogłyby zostać na całe życie.

A jeśli jako rodzice chcemy zrobić coś naprawdę ważnego, to pomóżmy naszym dzieciom zrozumieć, że lato nie jest konkursem piękności.





Lilka Poncyliusz – Guranowska
Anglistka, nauczyciel dyplomowany, egzaminatorka i autorka wielu pozycji (w tym czterech książek) z zakresu metodyki nauczania języka angielskiego i komunikacji międzyludzkiej. W marcu 2023r. ukazała się jej nowa książka, poradnik dla nastolatków z zakresu komunikacji społecznej – „Być nastolatkiem i przetrwać. Psychologia komunikacji".


Interesuje Cię ta tematyka? Przeczytaj również:

Najbardziej aktualne artykuły: