Librus

Oficjalna aplikacja Librus

W sam raz, czyli „złoty środek” Arystotelesa a wychowanie

Rodzicielstwo to nieustanny taniec między „za bardzo” a „za mało”. Arystoteles nazwałby to poszukiwaniem złotego środka – my mówimy po prostu o zdrowym rozsądku w praktyce. Bo wychowanie to nie walka o ideał, tylko codzienne ćwiczenie równowagi między miłością, konsekwencją i... odrobiną świętego spokoju.

Arystoteles pewnie nie przewidywał, że jego „Etyka nikomachejska” przyda się kiedyś w temacie odrabiania lekcji i sprzątania pokoju. A jednak jego idea „złotego środka” to coś, co każdy rodzic i nauczyciel, świadomie czy nie, stosuje lub przynajmniej próbuje stosować codziennie.

Filozof pisał, że z cnotą się rodzimy, ale przez całe życie kształtujemy ją przez działanie. Innymi słowy – stajemy się dobrzy, robiąc dobre rzeczy, raz za razem, aż wejdzie nam to w nawyk. Arystoteles wierzył też, że każda cnota leży między dwiema wadami: odwaga między tchórzostwem a brawurą, szczodrość między skąpstwem a rozrzutnością. W „Etyce nikomachejskiej” napisał:  „Cnota jest umiarem określonym przez rozum człowieka roztropnego”. I choć brzmi to poważnie, w gruncie rzeczy chodzi o prostą zasadę: nie za dużo, nie za mało. Dotyczy to także rodzicielstwa.

Złoty środek przy rodzinnym stole

Arystoteles uczył, że roztropność (gr. phronesis) polega na tym, by wiedzieć, co w danej sytuacji jest właściwe. Nie chodzi o kompromis za wszelką cenę, ale o mądre wyczucie. W praktyce złoty środek to nie „zawsze po równo”, lecz „właściwa miara w odpowiednim momencie”. Zbyt surowe podejście uczy lęku, zbyt pobłażliwe – lekceważenia. Tymczasem między nimi powinna znaleźć się przestrzeń na rozmowę, tłumaczenie i spokojne konsekwencje. Czasem więc warto odpuścić, a czasem powiedzieć „stop” z uśmiechem. I to wcale nie oznacza braku konsekwencji.

Mniej kontroli, więcej obecności

Wszyscy w mniejszym czy większym stopniu dążymy do dobra, ale często gubimy się w nadmiarze emocji i pragnień. W wychowaniu widać to jak na dłoni: chcemy jak najlepiej – i dlatego czasem z tym „jak najlepiej” przesadzamy. Chronimy, poprawiamy, podpowiadamy… aż dziecko przestaje próbować samo i robi wszystko tak, żeby nas zadowolić, pomijając siebie. A zasada złotego środka podpowiada rozwiązanie najprostsze, a zarazem najtrudniejsze: zaufaj. Pozwól dziecku działać, nawet jeśli zrobi coś inaczej, niż Ty byś zrobił. To nie rezygnacja z autorytetu, tylko uznanie, że rozwój wymaga miejsca na błędy.

a_zloty_srodek_LR_graf_1.jpg

Emocje w wersji „średniej”

Rodzicielska codzienność bywa emocjonalnym rollercoasterem: od euforii po frustrację w ciągu dziesięciu minut. Arystoteles miał na to sposób – emocje same w sobie nie są złe, liczy się, jak je wyrażamy. Pisał, że należy odczuwać „we właściwym czasie, z właściwych powodów i w odpowiedni sposób”. Zapala się czerwona lampka. Jak to - należy odczuwać? Pamiętajmy, że starożytni mieli własny styl retoryczny, sposób myślenia i język narracji. W warunkach XXI wieku możemy rozumieć to nieco inaczej: Nie chodzi o to, by nigdy się nie złościć, ale by złość nie zdecydowała za nas. Krzyk rzadko przynosi efekt, ale spokojne „jestem zła, bo zależy mi na Tobie” – potrafi zdziałać cuda. Złoty środek to właśnie ten moment, gdy emocje są obecne, ale nie przejmują dowodzenia.

Roztropność zamiast perfekcji

W świecie, w którym rodzice bombardowani są poradami z każdej strony, łatwo zapomnieć, że nikt nie wychowuje idealnie. Arystoteles powiedziałby pewnie, że przesadna pogoń za perfekcją to też skrajność – i to bardzo niebezpieczna, bo choć człowiek powinien dążyć do doskonałości, to jednak ideał leży w sferze abstrakcji. Wychowanie w duchu złotego środka to nie matematyka, tylko codzienna praktyka zachowania proporcji, jak w biszkopcie, za dużo któregoś składnika i zakalec gotowy. Trzeba więc trochę konsekwencji i trochę luzu. Trochę zasad i trochę śmiechu. Czasem wystarczy zadać sobie pytanie: „Czy w tej sytuacji nie przesadzam w żadną stronę?”.

Pamiętajmy, że wychowanie dziecka to nie sprint. To ultramaraton z przeszkodami, w którym po drodze ktoś regularnie wylewa kakao na kanapę, zadaje sto pytań „dlaczego?” w trzy minuty i zapomina, gdzie położył zeszyt do matematyki. Jeśli czujesz się czasem jak bohater greckiej tragedii — spokojnie, nie jesteś sam. Każdy z nas marzy o chwili spokoju i odrobinie szczęścia… A szczęście (gr. eudajmonia) w rodzicielstwie to chwila ciszy po burzy, w której obie strony wiedzą, że są dla siebie ważne.





Źródła
  • Arystoteles, „Etyka nikomachejska”, tłum. Daniela Gromska, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, 2007.


Agnieszka Rachwał-Chybowska
Absolwentka filozofii i kulturoznawstwa, studentka psychologii, redaktorka i korektorka z ponad dziesięcioletnim doświadczeniem na rynku książki, specjalistka od procesu wydawania tytułów od podpisania umowy na publikację po gotowy egzemplarz.  W pracy wydawniczej zajmowała się m.in. z literaturą na styku filozofii,  psychoanalizy i kultury, jak również książkami biograficznymi, przygodowymi i dla dzieci. Współpracowała m.in. przy publikacji polskich edycji tytułów Marion Woodman i Maurine Murdock, Jorome’a Bernsteina czy nagradzanego komiksu Ariego Folmana i Davida Polonsky’ego Dziennik Anne Frank.

Organizowała i prowadziła spotkania autorskie w ramach premier książkowych. Jako założycielka Tkalni Słów wspierała procesy twórcze początkujących pisarzy, przygotowywała dla nich opinie i recenzje oraz dzieliła się warsztatem pisarskim z różnymi przedsiębiorstwami i instytucjami.

Na co dzień zajmuje się współpracą ze studentami w ramach programu Erasmus+ w dziale międzynarodowym na jednej z polskich uczelni. Prywatnie – mama nastolatki, miłośniczka RPG, ogrodniczka, jesieniara, książkara.


Interesuje Cię ta tematyka? Przeczytaj również:

Najbardziej aktualne artykuły: