Pierwszy dzień w szkole to wielkie wydarzenie zarówno dla dziecka, jak i jego rodziców. Nic więc dziwnego, że 1 września obrósł w krążące po rodzicielskich grupach społecznościowych mity. Zbieramy je i obalamy. Każde dziecko przeżywa adaptację inaczej, a schematy i ogólne przekonania rzadko oddają złożoność emocji, potrzeb i wyzwań, z jakimi mierzą się zarówno najmłodsi, jak i ich opiekunowie.
Dziecko, które jest gotowe do szkoły, nie płacze, przekraczając jej progi
MIT. Płacz dla wielu dzieci jest naturalną reakcją emocjonalną na rozłąkę, niepewność, lęk przed nieznanym. To nie jest fanaberia. Nie świadczy też o tym, że dziecko nie jest gotowe na nowe wyzwania. To naturalny u najmłodszych sposób wyrażenia niepewności („Jak to będzie? Czy znajdę przyjaciół? Czy będę miał miłą panią? Czy będę się dobrze uczył?”), separacji od rodziców, szczególnie jeśli do tej pory dziecko spędzało z Wami większość czasu. Może to być również reakcja na przebodźcowanie wskazująca na brak umiejętności wyrażania natłoku emocji słowami. Nowe miejsce, hałas, feeria kolorów... to wszystko atakuje rozwijający się system nerwowy dziecka. Zamiast je zawstydzać („Taki duży, a płacze!”) albo obwiniać siebie („Coś zrobiłam nie tak, skoro wszystkie dzieci wyglądają na zadowolone z nowej przygody, a moja Amelka siedzi w kącie i połyka łzy”) – zachowaj spokój i życzliwość. Potraktuj łzy jako sygnał emocjonalny, który dziecko Ci wysyła, a nie problem wymagający natychmiastowego naprawienia („No już, już, nie mażemy się, zobacz, inne dzieci nie płaczą”). Daj dziecku poczucie bezpieczeństwa i przestrzeń na uzewnętrznienie emocji. Nie składaj obietnic, na spełnienie których nie masz wpływu (np. „Na pewno będzie super i poznasz dziesiątki nowych koleżanek”). Zamiast tego podaj konkrety i koniecznie dotrzymuj obietnic!
Im szybciej zostawię dziecko i wyjdę, tym lepiej
MIT. Nie tylko w przedszkolach, ale i w pierwszych klasach szkoły podstawowej można spotkać się z rodzicami nieomalże wybiegającymi z budynku, byle tylko... no właśnie. Nie mierzyć się z emocjami, którymi żegnają ich dzieci. Tymczasem wiele dzieci potrzebuje więcej czasu na oswojenie się ze stresem i nowym miejscem. Oczywiście nie chodzi o to, żeby pożegnanie przeciągać ponad wszelką przyzwoitość. Usiądźcie razem na kilka minut, poobserwujcie inne dzieci, pobawcie się chwilę.
Ustalcie rytuał pożegnania, który będzie dla dziecka kotwicą. To może być ulubiona przytulanka (warto wcześniej ustalić z wychowawcą, jaki jest jego stosunek do takich zabawek!) lub po prostu piątka i przytulas. Powiedz też, jak długo zostaniesz (np. „Zostanę, aż zadzwoni dzwonek i pani powie, że idziecie do sali”). To daje dziecku poczucie kontroli. Nie śpiesz się, nie okazuj napięcia. Warto pojawić się pierwszego dnia w szkole na tyle wcześnie, żeby te dodatkowe kilka czy kilkanaście minut nie zaważyło na Twoim planie dnia. A później zaufaj nauczycielom i pożegnaj się raz, ale stanowczo. Będzie dobrze!
Niech zostaje jak najdłużej, to się szybciej przyzwyczai do nowego rytmu
MIT. Choć wiele szkół oferuje opiekę świetlicową do późnych godzin popołudniowych (i od wczesnego rana), jeśli tylko warunki życiowe (godziny pracy, obecność drugiego rodzica) na to pozwalają, nie zostawiaj dziecka w szkole dłużej, niż musisz, „bo można”. Pamiętaj, że pierwsze dni wiążą się dla niego z dużą ilością nowych, czasami trudnych do przetworzenia bodźców: inne dzieci walczące o uwagę, hałas, konieczność dostosowywania się do reguł szkolnych... To wszystko męczy i wypala. Tak jak dorosły potrzebuje relaksu po pracy, tak samo dziecko potrzebuje po szkole przestrzeni, żeby te emocje „oddać”, żeby się zrelaksować, wyciszyć, pobyć samemu ze sobą, przetworzyć wszystko, w czym brało udział. Dlatego na początku optymalny czas przebywania dziecka w szkole to kilka godzin.

Dziecko płacze po powrocie ze szkoły. To znak, że coś złego się tam dzieje
MIT/PRAWDA. Tak naprawdę nie wiemy, co się wydarzyło. Płacz po powrocie ze szkoły może być wyrazem natłoku emocji, od rozczarowania sytuacjami towarzyskimi („Miałyśmy siedzieć razem, a ona wybrała Weronikę”), przez poczucie niesprawiedliwości, aż po zmęczenie i przebodźcowanie (wiele dzieci, szczególnie młodszych, na zmęczenie reaguje płaczem!). Zamiast zakładać z góry, że Twojemu dziecku w szkole dzieje się krzywda, skoro płacze, obserwuj je spokojnie. Daj mu przestrzeń i czas na powiedzenie o tym, co czuje. Nie zmieniaj jednak tej rozmowy w przesłuchanie: („Co się takiego dzieje, że aż płaczesz, mów mi teraz i natychmiast”), bo dziecko czasami samo nie potrafi wyrazić ani nazwać swoich emocji. Jeśli sytuacja się powtarza, porozmawiaj z wychowawcą i rodzicami innych dzieci. Nie podejmuj pochopnych kroków i nie wyciągaj pochopnych wniosków. W okresie adaptacji dziecka Twoje emocje też są uwrażliwione, miej tego świadomość.
Nie powinniśmy rozmawiać z dzieckiem o tym, co się dzieje w szkole. Dom to dom, szkoła to szkoła
MIT. Jest dokładnie odwrotnie. Rozmowa pomaga dziecku nazwać doświadczenia czy emocje. Czasami dopiero mówiąc na głos o swoich przeżyciach, jest w stanie się do nich odnieść i uporządkować je w głowie. Ważne jest przy tym, żeby rozmawiać bez założonej z góry tezy („Pani znowu nudziła mówieniem o porach roku?”), bez oceniania, uważnie słuchając, nie dając rad, o które dziecko nie prosiło („Zuzia nie chce z tobą się bawić? To nie zwracaj na nią uwagi, znajdź sobie inne koleżanki!”), z gotowością na przyjęcie różnych informacji, które możemy od dziecka usłyszeć.
Skoro w domu jest samodzielny, w szkole też sobie poradzi
MIT. To jeden z najczęściej spotykanych mitów: skoro dziecko w domu jest samodzielne, ciche czy przywódcze, w szkole będzie takie samo. Tymczasem szkoła i dom to dwa zupełnie inne środowiska i niekoniecznie ktoś, kto jest w domu głośny, hałaśliwy i pewny siebie, taki sam będzie w szkole – i na odwrót. Zamiast więc zakładać, jak będzie się zachowywało dziecko poza domem, po prostu je obserwuj i bądź czujny na sygnały, które Ci przekazuje.
Dziecko nic nie mówi o szkole, to pewnie nic się tam nie dzieje
MIT. Nie każde dziecko jest gotowe opowiadać o tym, co je spotkało w szkole. Ma to wiele przyczyn, ale wszystkie są rozwojowe. Niektóre dzieci po prostu nie potrafią werbalizować doświadczeń. Mówiąc prosto, nie umieją ubrać w słowa tego, co je spotkało. Inne są przytłoczone, zmęczone nadmiarem bodźców i po powrocie do domu chcą tylko świętego spokoju. Są też takie, które nie wiedzą, o czym opowiedzieć. Nie mają umiejętności narracyjnych, nie zapamiętują poszczególnych wydarzeń i w momencie, gdy słyszą: „Jak tam było w szkole?”, odruchowo zamykają się niczym ślimak w skorupie. Czasami dzieci nie mówią też o szkole, bo dla nich ona jest po prostu ... normalna. Wyobraźmy sobie, że ktoś oczekiwałby od nas, żebyśmy opowiadali, co każdego dnia działo się w pracy. To byłoby trudne, prawda? Bo zwykle dzieje się to samo. Dla dzieci szkoła z czasem staje się codziennością. I dobrze. Tak ma być. Bywa też, że za milczeniem stoi niechęć do powrotu do trudnych emocji. Dlatego tak ważne jest, żebyśmy formułowali pytania tak, aby to wychwycić. Lepiej zapytać: „Co dobrego dziś cię spotkało?” czy „Z kim siedziałeś? Co robiliście?”, a nie: „Było fajnie? Byłeś grzeczny?”, ponieważ są to pytania zbyt ogólne i oceniające.
Po zadaniu pytania dajmy dziecku czas na odpowiedź. Czasami mam okazję słyszeć rozmowy dzieci z rodzicami po powrocie ze szkoły i przypominają one salwę z karabinu. Rodzic zadaje pytanie, później kolejne... Nim dziecko zdąży zebrać myśli, żeby odpowiedzieć na pierwsze, padło ich już z pięć. A rodzic dziwi się, że jego dziecko „nic nie mówi”.
Jeśli dziecko się buntuje przed pójściem do szkoły, trzeba być twardym i mu nie ulegać
MIT. Oczywiście dla każdego rodzica sytuacja, w której dziecko 10 minut przed wyjściem wpada w histerię („Nigdy już tam nie pójdę!”), jest horrorem, ale zamiast ulegać pokusie wyciągnięcia go siłą do samochodu, potraktujmy to zachowanie jako możliwość lepszego poznania dziecka. Zapytaj, co sprawia, że nie chce iść do szkoły, i co wydaje mu się tak trudne. Nawet jeśli nie da od razu odpowiedzi, dasz mu sygnał, że jego emocje i uczucia są ważne.
Pamiętaj, że adaptacja szkolna to proces, nie wyścig ani test rodzicielstwa. Za dziecięcym płaczem, milczeniem czy niechęcią do szkoły kryją się emocje, a nie złośliwość czy „niedojrzałość”. Zamiast ulegać mitom, zaufaj dziecku i wspieraj je z empatią i spokojem. Właśnie to daje mu siłę, by odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Lilka Poncyliusz-Guranowska Autorka jest anglistką, nauczycielem dyplomowanym, egzaminatorką i autorką wielu pozycji (w tym czterech książek) z zakresu metodyki nauczania języka angielskiego i komunikacji międzyludzkiej. W marcu 2023r. ukazała się jej nowa książka, poradnik dla nastolatków z zakresu komunikacji społecznej – „Być nastolatkiem i przetrwać. Psychologia komunikacji”.