Librus

Oficjalna aplikacja Librus

Czytanie dzieciom – witamina i szczepionka

W dzisiejszym świecie dzieci mają na pozór wszystko. Rodziców, dach nad głową, jedzenie, edukację, rozrywki. Wydawałoby się więc, że mają optymalne warunki do zdrowego i szczęśliwego rozwoju. Tymczasem wiele z nich cierpi i słabo radzi sobie w relacjach z otoczeniem. Psycholodzy i psychiatrzy biją na alarm – coraz więcej dzieci i nastolatków potrzebuje fachowej pomocy, w tym nawet szpitalnej, by poradzić sobie z życiem.

Kryzys relacji a „emocjonalna anemia”

Nieprzystosowanie dzieci do dobrego funkcjonowania w świecie można nazwać anemią emocjonalną. Czym się ona przejawia? Nadpobudliwością, niskim poczuciem własnej wartości, agresją lub autoagresją, brakiem empatii, nudą, brakiem motywacji, niezadowoleniem ze swojego wyglądu i stanu posiadania, uzależnieniami, działaniami aspołecznymi i przestępczymi, depresją i samobójstwami. Złe samopoczucie i zaburzenia zachowania są zwykle skorelowane z brakiem wewnętrznych zasobów, które pozwalałyby dziecku czy nastolatkowi radzić sobie z sytuacjami, jakie niesie życie.


W książce „Inteligencja emocjonalna” wydanej w latach 90-tych ub. wieku psycholog Daniel Goleman mówił o kryzysie zdrowia emocjonalnego w społeczeństwie. Twierdził, że jest on skutkiem rozwoju ekonomii i technologii. Rozwój ekonomiczny zmienił priorytety i możliwości społeczeństwa. By więcej zarabiać, oboje rodzice rzucili się w wir pracy, pozostawiając maluchy pod opieką instytucji. Nowoczesny styl życia zagroził spoistości rodziny – sukces zawodowy i dobra materialne stały się nadrzędne, a pośpiech i stres dopadły wszystkich bez względu na wiek i pozycję.

W związku z brakiem czasu i energii dla rodziny, dzieci i nastolatki zostały przez rodziców oddane pod zarząd elektronicznej niańki – nowych technologii, czyli zacumowane przed ekranem telewizora i komputera. I zaczęły się na wielką skalę problemy małolatów: depresje, przemoc rówieśnicza, ciąże, strzelaniny w szkołach.

Polskie realia

Goleman pisał o Ameryce. Po blisko 30 latach od powstania jego książki pod względem poziomu problemów emocjonalnych młodego pokolenia chyba doganiamy Amerykę.

Kiedyś zarzuty pod adresem uczniów sprowadzały się do tego, że rozmawiają na lekcji, śmiecą na korytarzach, zapominają przynieść zeszyty. Dzisiaj – że znęcają się nad kolegami, rozprowadzają i biorą narkotyki, są wulgarni wobec siebie i nauczycieli, a po niedawnym zabójstwie ucznia w szkole podstawowej w Wawrze, że potrafią sięgnąć po broń. Anemia emocjonalna u dzieci bierze się z niedoboru – ale i z nadmiaru. Z niedoboru tego, co niezbędne dla zdrowego rozwoju dziecka, a więc więzi i miłości rodziców mierzonej ich czasem i wyłączną, życzliwą uwagą. Młodym ludziom brakuje dobrych wzorców, wiedzy życiowej i własnych doświadczeń, które budują samodzielność i kształtują charakter. I jednocześnie z nadmiaru tego, co dla dzieci bardzo szkodliwe: napięć w rodzinie, rozwodów, samotności, braku struktury, stresu szkolnego i presji rówieśniczej, nadmiaru godzin przed ekranem i łatwego, niekontrolowanego dostępu do brutalnych i wulgarnych treści w mediach, z zalewu przerażających informacji i złych wzorców. Krótko mówiąc – z toksyn szeroką falą płynących ze środowiska społecznego i kultury.

Grafika_artykul_2019_CPCD.jpg

Wyzwania – dla dzieci i rodziców!

W dzisiejszym świecie trudno jest być dzieckiem lub nastolatkiem. Równie trudno jest być odpowiedzialnym i zaangażowanym rodzicem, który chce wspierać zdrowie emocjonalne dziecka, bo wydaje się, że wszystko na zewnątrz utrudnia to lub uniemożliwia.

Pamiętajmy jednak, że rodzice są najważniejszymi osobami w życiu dziecka – na dobre i na złe. Są dla niego wzorcem postaw i zachowań, a swoim stosunkiem do dziecka tworzą fundament pod jego przyszły sukces lub porażkę.

Zaangażowani, proaktywni rodzice uczą i wspierają, budując w ten sposób zasoby dziecka – to co ma w głowie i w sercu, co pozwala mu dobrze żyć i radzić sobie w akceptowany społecznie sposób z problemami. Zasoby te to radość życia, zaufanie do siebie, motywacja do rozwoju, otwartość na świat, wiedza, zdolność do krytycznego myślenia, umiejętność samokontroli, dobrej komunikacji i rozwiązywania problemów. Krótko mówiąc – dobre przygotowanie do samodzielności.

Rodzice nie mogą – bez szkody dla dziecka – abdykować ze swej funkcji najważniejszego źródła miłości, wsparcia i życiowej wiedzy i przerzucać jej na podwykonawców: wynajęte opiekunki, instruktorów, przedszkole, szkołę czy media. Przyjrzyjmy się powinnościom rodziców.

Opieka. To podstawowy obowiązek związany z zapewnieniem dziecku jedzenia, ubrania i mieszkania, z higieną, opieką zdrowotną, edukacją. Z tej części powinności większość rodziców się wywiązuje.

Zasilanie emocjonalne. Bodaj najważniejsza część rodzicielskiej misji to przekazywanie dziecku siły emocjonalnej na resztę życia. Polega na zaspokajaniu jego potrzeb emocjonalnych, z których najważniejszymi są miłość i akceptacja. Zasilanie emocjonalne wiąże się z codziennym spędzaniem z dzieckiem czasu w ciepłej atmosferze. To wspólne zabawy, rozmowy, zajęcia. To wspieranie dziecka w jego problemach i troskach, okazywanie mu szacunku i radości z tego, że jest. O tej powinności, która buduje u dziecka poczucie własnej wartości, zaufanie do siebie i wolę życia, rodzice niestety często zapominają lub jej nie doceniają. Bo ta ważna część rodzicielskiej misji jest najtrudniejsza – wymaga prawdziwego zaangażowania, czasu i wyłącznej, życzliwej uwagi.

Wychowanie. To wyższy krąg wtajemniczenia: uczenie manier i właściwych zachowań, pokazywanie – głównie na własnym przykładzie – wartości moralnych takich jak szacunek, uczciwość, życzliwość, odpowiedzialność, odwaga czy mądrość. Rozbudzanie zainteresowań dziecka i tworzenie warunków dla rozwoju jego pasji i talentów, przewodnictwo duchowe i intelektualne.

Ochrona przed toksynami społecznymi.  Oznacza działania ograniczające ekspozycję dziecka i nastolatka na toksyczne wpływy środowiska i zewnętrznej kultury. Jak chronić dzieci?  Przede wszystkim poprzez budowanie ich własnych zasobów i rozwijanie wartościowych pasji, które wypełnią im czas i przyniosą satysfakcję. Poprzez monitorowanie, jak i z kim spędzają czas w realu i w sieci oraz stopniowe wdrażanie ich do odpowiedzialności.  Poprzez zaangażowanie w walkę o ograniczanie społecznych toksyn. Chodzi tu bardziej o zbudowanie wzajemnego zaufania i wzmacnianie siły oporu dziecka przed zewnętrzną presją i pokusami niż o kary i zakazy. Choć zakazy też bywają potrzebne. Ilu rodziców traktuje to poważnie? A ilu mówi: w dobie Internetu nic się nie da zrobić?

Tylko 24 godziny…

W końcu musi pojawić się najważniejsze pytanie – jak znaleźć na to wszystko siłę i czas? Trzeba przyznać, że jest to duży problem. Rodzice są przepracowani i zestresowani. Często brak im energii i cierpliwości do dzieci, nie mają przygotowania i wsparcia. Mądre afrykańskie przysłowie mówi: „Potrzeba całej wioski, by wychować dziecko”. Niestety troskliwa wioska, złożona z rozgałęzionej, wielopokoleniowej i wielodzietnej rodziny, oddanych przyjaciół i życzliwych sąsiadów, jaka otaczała wiele dzieci jeszcze kilkadziesiąt lat temu, za sprawą nowego stylu i tempa życia, migracji za pracą, zmiany priorytetów – rozpadła się. Nie istnieje. Rodzice muszą radzić sobie sami.

Aby to wszystko ogarnąć, trzeba przemyśleć rodzicielskie priorytety i tak zorganizować swój czas i program dnia, by dziecko było w nim zawsze na ważnym miejscu. Przecież nawet dorośli potrzebują doradców i nauczycieli – sportowcy mają trenerów, dyrektorzy korporacji korzystają z pomocy coachów. Tym bardziej niedojrzałe dziecko potrzebuje osobistego przewodnika, który mądrze wprowadzi je w życie. Tym trenerem nie mogą być pełne przemocy kreskówki czy rówieśnicy w Internecie.

Wprowadzenie w życie w każdym wymiarze – duchowym, społecznym, intelektualnym – to rodzicielska odpowiedzialność. Dzieciństwo jest fundamentem życia, którego nie da się zbudować lub naprawić później. Trwa krótko, a od niego zależy całe dalsze życie. Ten fundament powinien być zbudowany z pełnowartościowego budulca – atmosfery bezpieczeństwa w domu, czasu poświęconego dziecku z radością, okazywanej mu miłości i cierpliwości, rozmów i zabaw, wspólnych działań uczących budowania dobrych relacji, prawdziwego zaangażowania w jego przeżycia i sprawy. Warto być świadomym trenerem osobistym swojego dziecka i jego najważniejszym przewodnikiem i wsparciem w dorastaniu.

Duchowa i intelektualna apteczka

I tu pojawia się narzędzie wręcz genialne, z którego można korzystać codziennie i które codziennie przynosi kolejną porcję korzyści rozwojowych – czytanie dziecku!

Codzienne czytanie buduje zasoby dziecka – i jest znakomitą witaminą dla jego rozwoju:
  • Czytając, dajemy mu najcenniejszy dla niego dar: nasz czas, uwagę i miłość.
  • Budujemy więź i zasoby emocjonalne, które będą jego potencjałem i tarczą przez resztę życia. Bezpieczna więź z rodzicem jest niezbędna do dobrego funkcjonowania; zaburzona - osłabia system immunologiczny, obniża zdolności uczenia się, prowadzi do problemów emocjonalnych.
  • Uczymy je bogatego i poprawnego języka, co zaprocentuje swobodą językową niezbędną do osiągnięcia sukcesów w szkole, w pracy i w życiu.
  • Dajemy mu wiedzę, rozwijamy zainteresowania i ciekawość świata.
  • Budujemy jego mocny system wartości moralnych.
Czytanie jest też szczepionką przeciwko złym wpływom i złym decyzjom, ponieważ:
  • uczy myślenia – logicznego i krytycznego,
  • rozwija zdolność odróżniania dobra od zła,
  • buduje poczucie własnej wartości oraz odporność na presję i mody,
  • podsuwa przykłady i daje narzędzia do rozwiązywania problemów inaczej niż przemocą,
  • uodparnia na złe wpływy otoczenia i mediów, dając dziecku inną perspektywę i alternatywne, zainteresowania niż ciągłe sprawdzanie lajków na FB.
Czytanie to najłatwiejsza, najtańsza i najprzyjemniejsza dla obu stron forma mądrego bycia razem!

Czytanie to znakomity sposób budowania wewnętrznych zasobów dziecka – bogactwa, którego nikt mu nie odbierze i które nigdy się nie wyczerpie!

Dlatego – czytajmy dziecku 20 minut dziennie. Codziennie!

Rodzice, którzy uwierzyli w niezwykłą moc zwykłego czytania, widzą rezultaty: lepiej poznali i bardziej polubili własne dzieci, zbudowali wzajemne zaufanie i ciepłe relacje. Dzieci świetnie znają język, mają rozległą wiedzę, są spokojniejsze i bardziej dojrzałe na tle rówieśników. Lepiej uczą się w szkole, chętnie same czytają, umieją myśleć, mają rozwiniętą wyobraźnię. A czytanie dziecku lub wspólne czytanie z nastolatkiem, to jak mówią, najlepsza pora dnia, której sami nie mogą się doczekać.




Irena Koźmińska – prezes Fundacji „ABCXXI-Cała Polska czyta dzieciom”
x

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje zawarte w cookies wykorzystujemy m.in. w celach statystycznych, funkcjonalnych oraz dostosowania strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Dalsze korzystanie z serwisu oznacza, że zgadzasz się na ich zapisanie w pamięci Twojego urządzenia. Możesz samodzielnie zarządzać cookies zmieniając odpowiednio ustawienia w Twojej przeglądarce.
Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.