Librus

Oficjalna aplikacja Librus

I po feriach… Czy warto porównywać, kto spędził je lepiej?

Ferie zimowe i letnie wakacje to ważny czas do zagospodarowania. Najlepiej byłoby, gdyby rodzice poświęcili go na rozwój swoich dzieci – emocjonalny, fizyczny, kulturalny. Wspólne spędzanie czasu, aktywne uprawianie sportu, wyjścia z dziećmi na wystawy, do muzeów, do kina na wartościowe filmy, wspólne czytanie książek i rozmowy o wielu ważnych problemach zapewnią dzieciom wartościową rozrywkę, rozwój zainteresowań i wsparcie uzdolnień.

Dzieci mogą wyjechać na obóz czy kolonie, a także uczestniczyć w wielu imprezach organizowanych w swojej okolicy (o tym więcej w naszym tekście „Ferie – jeśli nie wyjazd, to co? Propozycje spędzania wolnego czasu”). Dzieci nie powinny spędzać ferii samopas, w różnych niekorzystnych grupach rówieśniczych, grając na komputerze w bezsensowne gry czy wgapiając się w ekran telewizora.

Wybór aktywności zależy w dużej mierze od możliwości finansowych rodziny. O tym, że warto, by dzieci od najmłodszych lat miały własne pieniądze, uczyły się nimi gospodarować i oszczędzać, podejmować pierwsze finansowe decyzje, a potem uczestniczyć w planowaniu rodzinnego budżetu, pisaliśmy na naszym portalu w artykule „Czas to pieniądz – im wcześniej tym lepiej! O edukacji finansowej najmłodszych”.

W kontekście ferii i wakacji, często zazdrościmy innym wyjazdów w egzotyczne kraje i żałujemy tych, którzy zostają w miejscu zamieszkania. A tymczasem…

E-mail do przyjaciela – ferie na Bali

Siemka Piotrek!

Pamiętasz, jak się chwaliłem w klasie, że spędzę zimowe ferie na Bali? No i spędzam. Nudzę się jak mops i jestem coraz bardziej wściekły, już lepiej było zostać w domu (a tak najbardziej to chciałem pojechać z chłopakami na obóz siatkarski, teraz to pewnie już nie wejdę do podstawowego składu). Ale nie, ojciec postanowił – zimowe ferie na Bali. Więc leżę na plaży albo przy basenie i się opalam, trochę pływam i nic więcej. Chciałem ponurkować, posurfować, polecieć takim balonem nad wodą i pojechać na wycieczkę w okolicę, ale nie. Ojciec stwierdził, że szkoda pieniędzy na jakieś głupoty. Sam nic nie wydaje, mamy all inclusive, więc stara się wykorzystać, ile się da. A pokój oczywiście mamy jeden, śpię na dostawce i słucham, jak ojciec chrapie. Mama trochę wydaje na jakieś masaże, maseczki, kąpiele – podobno jest tu świetne spa. Ojciec mówi, że mama wydaje swoje, więc mu wszystko jedno, a ja swoich jeszcze nie mam, jak będę zarabiał, to będę sobie mógł wydawać na głupoty. Jak będę zarabiał, a nie daje mi nawet kieszonkowego i nie pozwala nic robić, mam się tylko uczyć. Więc teraz też leżę i udaję, że mi nie zależy, a czuję się jak biedny krewny, gdy widzę, jak chłopaki w moim wieku nurkują, jeżdżą na fali czy grają w tenisa, a wczoraj to z ojcami jeździli na quadach.

Mama to nawet mnie zachęca, żebym z nimi trochę pogadał i pograł w coś, ale jak raz spróbowałem, to okazało się, że nie umiem sklecić porządnego zdania po angielsku, a z nerwów nie udało mi się ani razu trafić do kosza. Ojciec się ze mnie śmiał i stwierdził, że to koniec moich korepetycji z angielskiego, bo skoro nic nie potrafię, to przecież szkoda jego ciężko zarobionych pieniędzy. A poza tym – żebyś widział, jakie oni mają ciuchy i sprzęt! Chociaż Ciebie to wcale nie kręci. Wszystko moje jest gorsze, czuję się nic nie wart wieśniak! Nie wziąłem też nic do czytania, a w hotelowej bibliotece nie ma żadnej polskiej książki. Dobrze, że chociaż w hotelowym lobby jest dobry internet. Muszę jeszcze wytrzymać tych parę dni z rodziną. Aż Ci zazdroszczę, że mogłeś zostać w domu i korzystać z atrakcji ferii w mieście. Oferta wyglądała super.

Pozdrów wszystkich,
Adam

PS I nie mów nikomu, jak spędzam tu ferie. Zresztą i tak pewnie nie uwierzą.

Grafika_artykul_2019_po_feriach.jpg

E-mail do przyjaciela – ferie w mieście, ale jakie!

Czołem Adaś!

Spędzam ferie w domu, ale tak intensywnie, że właściwie to po nich będę musiał odpocząć. Aż sam nie mogę uwierzyć w to, co się stało! Mama wzięła w poniedziałek dzień urlopu, żeby dokładnie ustalić z nami, co będziemy robić w te wolne dni i ile możemy wydać, bo przyjechała do nas ciocia Ania z dziećmi. Pamiętasz, mówiłem Ci, że to nie moja rodzona ciocia, tylko przyjaciółka mojej mamy jeszcze z podstawówki, jej dzieci to ten pływak Tomek, nasz rówieśnik, i Tosia, w wieku mojej siostry. Czasem spędzamy razem wakacje. We wtorek rzeczywiście w drzwiach stanęła ciocia, Tomek, Tosia i niespodzianka – jakiś wyrośnięty, strasznie ciemny chłopak z kręconymi włosami. I wyobraź sobie, on w ogóle nie mówi po polsku. Okazało się, że to pasierb pani Basi, koleżanki mamy i cioci Ani jeszcze ze szkoły, przysłała go do Polski na ferie, bo robią w domu wielki remont. Ale przede wszystkim chciała, żeby trochę poznał jej kraj. Jest Hindusem i ma na imię Russel, mówi w języku hindi i oczywiście po angielsku. Dziewczynki pojechały na całe ferie do babci do Piwnicznej, a my…

Nie spodziewałem się, że ktoś może uważać, że w naszej okolicy jest tak atrakcyjnie i że można tu robić tyle ciekawych rzeczy. Codziennie chodzimy na basen, rano dla uczniów jest bezpłatny. Tomek musi trenować, a ja przy okazji wreszcie nauczyłem się porządnie pływać, i to nawet delfinem! I wcale się już nie męczę. Byliśmy na darmowych zajęciach sportowych na Stadionie Śląskim, chłopakom bardzo się podobało w całym Parku Śląskim – przejechaliśmy się Elką i obejrzeliśmy pokaz w Planetarium. Ze szkoły udało nam się wypożyczyć biegówki, ten nowy wuefista pokazał nam jak biegać i mieliśmy super zabawę. Russel jest zachwycony taką ilością śniegu, w ogóle nigdy śniegu nie widział, musieliśmy go obfotografować z każdej strony. Ciocia przywiozła ze sobą swój aparat fotograficzny, ten, którym robi zdjęcia do pracy, i pozwala mi robić nim zdjęcia. Powiedziała, że mam dobre oko, a pamiętasz, że zawsze chciałem fotografować, ale my nie mamy aparatu. Po feriach przejrzę zdjęcia i pokażę Ci te najlepsze. A tata obiecał, że zapisze mnie do Miejskiego Domu Kultury na zajęcia fotograficzne, ciocia obiecała, że da mi swój stary aparat.

Tata zabrał nas też na koncert do kopalni Giudo, do Sztolni Czarnego Pstrąga. Wszędzie jeździliśmy bezpłatną komunikacją miejską, w ferie nawet Koleje Śląskie były bezpłatne. A w zeszłą środę byliśmy na zajęciach o Tomku Wilmowskim w Muzeum Śląskim, to dalej ulubiona seria powieści mojego taty. Codziennie wieczorem czyta nam głośno kolejne tomy, sprawdzamy różne rzeczy na mapie, globusie i w internecie, a Russel zaśmiewa się z naszego „szeleszczenia”. A pewnie będziesz ciekawy, jak mój angielski? Na początku było trudno, ale teraz idzie mi coraz lepiej, dużo rozumiem, zacząłem swobodnie mówić. Tomek mówi dobrze, bo czasem jeździ na różne zawody za granicę, a Russel rewelacyjnie, jakby to był jego ojczysty język. Obiecał, że będzie do nas pisał e-maile po angielsku, żebyśmy mogli ćwiczyć. I że kiedyś zaprosi nas do Indii. Okazało się też, że w bibliotece miejskiej jest sporo ciekawych książek po angielsku i zacząłem trochę czytać. Jak wrócisz, to możemy codziennie razem uczyć się porządnie angielskiego! Tata wczoraj podsumował nasze wydatki i okazało się, że na szczęście nie wydaliśmy dużo. A ja z zaoszczędzonej z tygodniówek forsy kupiłem Russelowi fajną smycz z nazwą Polski w różnych językach i książkę do nauki polskiego. Dobrze mieć swoje oszczędności. Kończę już, bo wołają nas na kolację – Russel przygotował jakieś hinduskie dania.

Pozdrowionka, Piotrek

PS Ciekawe, czy my też będziemy się trzymać razem za kilkadziesiąt lat, tak jak moja mama, ciocia Ania i pani Basia. Mama mówi, że najlepszych przyjaciół ma właśnie ze szkoły, że zawsze mogą na sobie polegać.


Ferie na Bali, ferie w domu – jak różne dzieci i dorośli mają o nich wyobrażenia, często zupełnie nieadekwatne do ich rzeczywistego przebiegu. Te Adama w egzotycznym kraju – nudne, nieatrakcyjne i obniżające ocenę własną chłopca. I te Piotra w domu – rozwijające, atrakcyjne, kształcące różne kompetencje i umiejętności.

I często zupełnie odwrotnie – te za granicą super, ze wspaniałymi atrakcjami, budujące rodzinne więzi. I te w rodzinnym mieście – przygnębiające, z bezsensownymi godzinami przed telewizorem czy przy grach komputerowych. I wiele innych pośrednich możliwości, udane i nieudane dni, udane i nieudane wyjazdy. Bo przecież nie jest ważne gdzie, ale jak i z kim spędzamy nasz wolny czas; nie ile wydaliśmy pieniędzy, ale jak i na co je wydaliśmy. Więc nie oceniajmy za szybko, czyje wakacje były atrakcyjniejsze, tylko starajmy się swoje spędzić jak najlepiej.


Iwona Wanda Grygiel

Nauczycielka dyplomowana, III stopień specjalizacji w zakresie nauczania języka polskiego, dr nauk humanistycznych, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 2 w Bytomiu, edukatorka z listy MEN – szkoli nauczycieli jak lepiej uczyć dzieci, ekspertka do spraw awansu zawodowego, egzaminatorka egzaminów zewnętrznych, członek Stowarzyszenia Nauczycieli Polonistów i Komisji Historycznoliterackiej Polskiej Akademii Nauk, rzeczoznawca do spraw podręczników, moderator w programach Centrum Edukacji Obywatelskiej, były doradca metodyczny języka polskiego.
x

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje zawarte w cookies wykorzystujemy m.in. w celach statystycznych, funkcjonalnych oraz dostosowania strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Dalsze korzystanie z serwisu oznacza, że zgadzasz się na ich zapisanie w pamięci Twojego urządzenia. Możesz samodzielnie zarządzać cookies zmieniając odpowiednio ustawienia w Twojej przeglądarce.
Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.