Czy pamiętasz Kalego, drugoplanową postać powieści Henryka Sienkiewicza „W pustyni i puszczy”? Wyznawał on zasadę: „Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy, to jest to zły uczynek. Dobry, to jak Kali zabrać komu krowy”. Co ma to wspólnego z hipokryzją? Bardzo wiele. Co to jest hipokryzja
Słowo „hipokryzja” pochodzi z języka greckiego „hypokrisis” i oznacza
udawanie czegoś lub kogoś, kim się nie jest. Hipokryzja to taka
postawa ludzka, która przejawia się w sposobie myślenia, w ludzkim zachowaniu, a uwidacznia się w niespójności stosowania zasad społecznych czy moralnych. Myślenie i
działanie hipokryty jest niespójne, oparte na dwuznacznym podejściu do norm czy zasad.
Hipokryta to osoba, która krytykuje i
poucza kogoś za to, że zachowuje się niewłaściwie.
Sama jednak często nie przestrzega zasad, a jej poglądy zmieniają się w zależności od odbiorcy. Z hipokryzją ściśle wiąże się
pozorowanie czegoś, kłamanie, fałsz, obłuda, nawet przebiegłość.
Hipokryta mówi jedno, co innego zaś myśli, jeszcze co innego robi. W oczach innych
chce uchodzić za osobę przestrzegającą zasad, a tak naprawdę
pozwala sobie na ich łamanie. Dba o to, aby nikt tego nie odkrył. Jeśli ktoś go złapie na obłudzie czy kłamaniu – wypiera się,
nie przyznaje się do tego, a oskarżającego będzie pomawiał o najgorsze przewinienia. Hipokryta
dba o zachowanie pozorów, stara się być postrzegany jako dobry człowiek, dostosowuje swoje wypowiedzi i zachowania do tego, czego oczekuje od niego odbiorca.
W powszechnej opinii
hipokryzja nie jest lubiana. Potępiamy innych za to, że są hipokrytami, ale
sami dość często ją stosujemy. Dlaczego tak się dzieje? Stosujemy hipokryzję dla świętego spokoju – mówimy komuś to, co chce usłyszeć,
swoje działanie dopasowujemy do kogoś, aby osiągnąć swój cel, unikamy otwartych konfliktów, chcemy być dla innych wzorem do naśladowania.
Próba zachowania dobrej samooceny czy racjonalne usprawiedliwienie?
Na to pytanie poszukiwali odpowiedzi psycholodzy z Harvard University,
śledząc pracę mózgu badanych osób (przy zastosowaniu rezonansu magnetycznego) podczas wydawania ocen moralnych. Zadaniem badanych było
udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy przestawiliby zwrotnicę na boczny tor po to, aby skierować rozpędzony wagon kolejowy jadący prosto w grupę dziesięciorga ludzi stojących na głównym torze. Jeśli nastąpi przestawienie zwrotnicy
zginie tylko robotnik pracujący na bocznicy. Większość badanych
była gotowa to uczynić.
Gdy
przeformułowano dylemat moralny na:
czy badani przydźwigaliby i położyli na torach związanego grubasa, by wykoleić wagon i uratować 10-osobową grupę, większość badanych
udzieliła odpowiedzi negatywnej. Choć w tym przypadku nadal poświęcamy jedną osobę do ratowania dziesięciu,
wydźwięk emocjonalny jest zupełnie inny. Pierwszy przypadek dotyczy bezosobowej zwrotnicy, natomiast drugi niesienia żywego człowieka, którego skazujemy na śmierć. W tym przypadku rezonans magnetyczny wykazał aktywność
obszaru mózgu odpowiedzialnych za emocje. Nasz mózg krzyczał: „Nie wolno!”. Pokazuje to, że
o naszych wyborach moralnych decydują emocje.

Jak oceniamy hipokryzję u innych, a jak u siebie
D. DeSteno i P. Valdesolo z Northeastern University polecili badanym osobom, aby
przydzielili sobie lub obcej osobie jedno z dwóch zadań: łatwe (wyszukiwanie na zdjęciu ukrytego obrazu) lub
trudne (rozwiązanie zagadki logicznej). Aż 87 z 94 badanych osób wybierało
dla siebie łatwiejsze zadanie. W następnej części badania uczestnik zobowiązany był ocenić,
na ile uczciwie postępował w skali od 1 (absolutnie stronniczo) do 7 (absolutnie bezstronnie). Potem obserwowali innych, którzy dostali to samo polecenie. Wyniki obserwacji zaskoczyły badaczy:
badani, którzy podjęli egoistyczną decyzję ocenili swoje postępowanie łagodniej od takiego samego postępowania u obserwowanej osoby (wybierała dla siebie łatwiejsze zadanie, a trudne przydzielała komuś innemu i oceniała siebie przeciętnie na 4,5 a innego na 3,1). Zatem gdy
nasze grzechy oceniamy łagodniej, niż takie same grzechy u innych (hipokryzja), jest to
wynik instynktownej ochrony naszego własnego wizerunku.
Badacze przeprowadzili ponownie badania, z tym samym zadaniem, ale na innych uczestnikach. Sytuacja się powtórzyła przy pierwszej części polecenia. W drugiej części badacze wprowadzili modyfikację: przed oceną uczciwości własnego postępowania badani musieli zapamiętać siedem trudnych liczb. Chodziło o to, aby zająć obszaru mózgu odpowiedzialne za racjonalne myślenie. Tym razem badani oceniali własne egoistyczne zachowania równie surowo jak postępowanie innych, a hipokryzja znikła. To dowód na to, że
hipokryzja jest raczej wynikiem procesów poznawczych, to taki nasz „wewnętrzny cwaniak”, którym można kierować według własnej woli.
Rodzicielska hipokryzja w wychowaniu dziecka
Hipokryzja w wychowaniu ukrywa się pod postacią
braku konsekwencji u rodziców. Jeśli chcesz dobrze wychować dziecko,
najpierw zastanów się nad swoim światem wartości – co uważasz za dobre, a co za złe, do czego dążysz, a na co nie pozwalasz. Jeśli rodzice nie mają żadnej orientacji czy punktu odniesienia dla własnego zachowania, ich
dzieci uczą się niezdecydowania, a niepewność uważają za normalność. Bycie
niekonsekwentnym rodzicem oznacza
podkopywanie własnego autorytetu w oczach dziecka.
Rodzicielska hipokryzja ukrywa się w różnych sytuacjach. Używanie wulgaryzmów i niewłaściwych określeń na innych jest nieakceptowane przez Ciebie.
Zabraniasz dziecku używać brzydkich słów, a później
sam(a) krzyczysz obelgami, podczas porannej jazdy samochodem do szkoły, bo przecież ten kierowca łamie przepisy drogowe. Inny przykład? Wielokrotnie
podkreślasz podczas rozmów, aby dziecko było z Tobą szczere i nie kłamało, zwłaszcza gdy coś przeskrobie. Tłumaczysz, że przez stosowanie kłamstwa może stracić Twoje zaufanie. Za chwilę
sam(a) mijasz się z prawdą, stosujesz strategię „wybielania”, podczas rozmowy ze znajomym, której świadkiem jest Twoje dziecko. Z pewnością znasz też taką sytuację: kilkakrotnie
upominasz dziecko, aby odłożyło telefon, bo spędza z nim za dużo czasu, a chwilę potem
sam(a) spędzasz wieczór ze smartfonem.
Podwójne standardy zachowania
Wielu rodziców nie zauważa podwójnego standardu zachowania i podwójnych komunikatów w procesie wychowania dziecka. Po kilku latach
obserwowania niezgodności między tym, co mówisz a tym, co robisz, Twoje już nastoletnie dziecko wyłapie fakt, że „obrazek” nie zgadza się z „treścią”. Dojdzie wtedy do wniosku, że należy
podobnie postępować. I tu tkwi istota nieprawidłowych reakcji dzieci w relacjach z rodzicami. Dzieci są
bardzo wrażliwe na niespójności w tym, co mówimy i robimy z tym, co im każemy, czego od nich wymagamy. W okresie dojrzewania
dochodzi do tego przewrażliwienie na swoim punkcie. Niepotrzebne
kłótnie na linii rodzice-dzieci są często pokłosiem tego, że
w rodzicielskich wymaganiach była jakaś niespójność.
Z drugiej strony nie można oczekiwać od każdego rodzica, że będzie idealny. Powiedzmy to sobie wprost – nie ma idealnych ludzi, więc
nie ma idealnych rodziców. Cała sztuka
rodzicielstwa bez hipokryzji polega na tym, że gdy zdajemy sobie sprawę, że
jesteśmy w błędzie, trzeba się do niego przyznać i przeprosić, gdy jest taka potrzeba.
Źródła: - Informacje o badaniach zaczerpnięto z S. Begley, D. Romanowska, „Myślę, a więc jestem hipokrytą”, Newsweek, data publikacji: 14.01.2009.
- Henryk Sienkiewicz, “W pustyni i w puszczy”, wyd. Greg, 2021.
Dr Marta Majorczyk Pedagog, psycholog, psychoterapeuta systemowy, doradca rodzinny, trener, animator rozwoju (coach, mentor, tutor), badacz i wieloletni nauczyciel akademicki. Od stycznia 2015 roku współpracuje z Niepubliczną Poradnią Psychologiczno-Pedagogiczną przy Uniwersytecie SWPS w Poznaniu. Kierownik studiów podyplomowych dla nauczycieli z zakresu: edukacji elementarnej, terapii pedagogicznej, wczesnego wspomagania rozwoju dziecka, wychowania do życia w rodzinie. Współtwórca nowatorskich kierunków kształcenia: edukacja prorozwojowa oraz mediaworking. Autorka sześciu monografii i wielu tekstów popularno-naukowych, analiz oraz opracowań o tematyce rodzinnej, rozwoju dziecka, wychowania i opieki, a także neurodydaktyki.