Granice w wychowaniu to dość nośny i popularny temat. Od lat możemy usłyszeć, że dzieci nie mają postawionych żadnych granic i że dorośli powinni w końcu coś z tym zrobić. A niektórzy nawet mówią, że brak granic zaburza poczucie bezpieczeństwa. Czym więc są owe granice i w jaki sposób warto o nich myśleć i mówić? Żyjąc w rodzinie, codziennie mamy okazję dowiadywać się i uczyć, gdzie są nasze granice, a gdzie granice innych domowników. Cały paradoks polega na tym, że o własnych granicach dowiadujemy się dopiero wtedy, gdy ktoś je narusza. Nasze dzieci nieustannie to robią i warto być im za to wdzięcznym, bo tylko w ten sposób rodzic ma szansę dowiedzieć się o istnieniu swoich granic i fakcie ich naruszenia.
Czym są granice
Granice w kontekście wychowania można rozumieć w różny sposób, np. jako:
- Pewne przepisy, czyli zakazy, nakazy, reguły, normy, zasady – mówiące o tym, co jest dozwolone, a co zabronione.
- Zasady ustalone przez dorosłych, a właściwie narzucone dzieciom bez zbędnych dyskusji; dziecko ma się im podporządkować i dlatego nie podlegają negocjacjom.
- Reguły, za których przekroczenie grozi kara, którą jest również zaostrzenie owych zasad.
Zadaniem dorosłych jest zadbanie o to, by dzieci przestrzegały tych „granic”. Jeśli pociechy naruszają te granice, może to niektórych oznaczać, że mają za dużo swobody a opiekunowie są zbyt liberalni, dlatego uważa się, że należy je zacieśnić. Dzieci ponoszą wtedy konsekwencje za ich nieprzestrzeganie, np. odbiera im się przywileje, nakłada kary. Jeżeli tak rozumiemy granice, to w naszej relacji z dzieckiem brakuje zaufania, szacunku i traktowania z godnością. Dlatego zachęcam, aby myśleć o granicach nie w kategorii ogólnych i odgórnie narzuconych zasad, ale jako o informacji o sobie i swoim „Ja” – swoim terytorium, ciele, emocjach, potrzebach, myślach, wyborach oraz należących do mnie przedmiotach. W ten sposób pojmowane granice są:
- Bardzo osobiste, mówią o tym, gdzie zaczynam się „Ja” ze swoimi potrzebami, myślami, pragnieniami itd., a gdzie się kończy i zaczyna się „Ja” drugiej osoby, w tym dziecka.
- Zmienne w czasie – to, co się dzieje między mną a dzieckiem, zależy od tego, jak wygląda nasza relacja, a ona jest zależna od samopoczucia, okoliczności, sytuacji, przekonań. Dlatego rodzic jednego dnia może np. zgodzić się na to, żeby dziecko głośno słuchało muzyki, bo jest wypoczęty, wyspany, w komforcie psychicznym, ale drugiego dnia ma prawo powiedzieć „STOP, dziś nie mam na to zgody”, ponieważ jest zmęczony.
- Osobiste, dlatego ma je każdy członek rodziny, podobnie jak prawo, aby je wyrażać, pokazywać, mówić o nich, kiedy ktoś je przekracza.
- Podlegają negocjacjom właśnie dlatego, że są zmienne. To nie jest zbiór zasad wyrytych w kamieniu.

Elementy granic
Kiedy mówimy o granicach, możemy wyróżnić trzy ich elementy:
- Rozpoznawanie swoich granic osobistych – zawsze ma miejsce w relacji z drugim człowiekiem, często wtedy, gdy ktoś je naruszy. Rozpoznawanie to długi proces, zwłaszcza jeśli w dzieciństwie nie szanowano naszych granic i nie uczono nas, jak je rozpoznawać. Z dużym prawdopodobieństwem w naszych domach rodzinnych obowiązywały granice rozumiane jako normy i zasady, np.:
- „Już przestań dyskutować, ma być cisza”.
- „Dzieci i ryby nie mają głosu”.
- „Tak trzeba i już, bez dyskusji”.
- „Takie są zasady, a twoim obowiązkiem jest się dostosować”.
- „Musisz, powinieneś, należy, bez gadania”.
- Właściwie komunikowanie innym, że naruszają nasze granice, bez zrywania z nimi kontaktu. Zachęcam, aby mówić o sobie językiem osobistym, którego też musimy się uczyć, bo z dużym prawdopodobieństwem nikt do nas nigdy takim językiem nie mówił. Poniżej kilka przykładów tego, jak taki język mógłby brzmieć:
- „Nie chcę, żebyś teraz głośno słuchała muzyki. Jestem zmęczona i potrzebuje ciszy, żeby odpocząć”, zamiast: „Jak zwykle masz w nosie to, że jestem zmęczona i potrzebują odpocząć, zawsze patrzysz tylko na siebie”.
- „Nie chcę Ci teraz poczytać bajki, bo chcę dokończyć czytanie gazety”, zamiast: „Czy nie widzisz, że teraz czytam gazetę? Musisz poczekać, nie możesz mieć wszystkiego od razu”.
- „Nie chcę, żebyś jadł teraz cukierki, bo przygotowałam obiad i chcę żebyś go teraz zjadł”, zamiast: „Przecież wiesz, że mamy zasadę, że cukierki jemy tylko w weekend, zapomniałeś o tym?”
- „Nie chcę, żebyś tak robił, to mi przeszkadza”.
- „Nie lubię, kiedy…”
- „Nie mam zgody na…”
- „Potrzebuję żebyś… Co Ty na to?”
- „STOP”.
- „Trudno mi z tym, że…”
- „Nie podoba mi się”.
Oczywiście w życiu rodziny zasady są ważne (np. urządzeń elektronicznych używamy do godziny 20.00), ale prowadźmy wokół nich rozmowy, negocjacje; ustalajmy je wspólnie. Zasady powinny być
ustalone, a nie narzucone, i dotyczyć wszystkich domowników. Zwroty takie jak: powinieneś, musisz, tak trzeba, takie są zasady, zawsze rodzą opór i chęć walki. Jak pisze Jesper Juul, większość dzieci bardzo łatwo dostosowuje się do ogólnych zasad panujących w domu, szkole, przedszkolu, pod warunkiem że ich osobiste granice nie są deptane i przekraczane.
Język osobisty to jednoznaczne komunikaty, które pokazują, że rodzic nie daje na coś zgody. Używając go, nie zrywamy kontaktu, nie oceniamy.
Dziecko ma szansę, żeby w tym komunikacie rozpoznać, co jest ważne dla rodzica, a nie jakieś narzucone z góry reguły. To daje większą szansę na współpracę. Oczywiście język osobisty to nie żadna czarodziejska różdżka, która ma zawsze zadziałać. Zdarza się, że nie działa, a dziecko nie jest w stanie nas usłyszeć. Nie oznacza to, że coś mówimy źle. Może być tak, że dziecko potrzebuje usłyszeć komunikat jeszcze raz. Na pewno rodzic nie powinien z tego rezygnować. Każde dziecko bowiem potrzebuje usłyszeć sprzeciw rodzica, bo tylko wtedy uczy się, że inni też mają granice i na coś się nie zgadzają.
Wsparcie rodzica w budowaniu granic
Dziecko potrzebuje od rodzica pomocy w budowaniu i rozpoznawaniu swoich granic. Dlatego w chwili, gdy przekracza granice innych – rodzeństwa, rodziców, kolegi w szkole czy koleżanki w przedszkolu – zerka na dorosłego i obserwuje, czy i jak na to zareaguje. W jaki sposób podejdzie do tej sytuacji? Z tego powodu bardzo ważna jest reakcja dorosłego, który nie akceptuje sytuacji i mówi STOP – nie zgadzam się, nie podoba mi się, to co robisz. Ta reakcja musi być zdecydowana, ale też szanująca granice dziecka.
„Nie” rodzica – „nie” dziecka
W słowie „NIE” jest najwięcej miłości do siebie, ale i do drugiego człowieka. Kiedy mówimy „NIE” – nie zgadzamy się na coś zewnętrznego i mówimy przy tym „TAK” samym sobie. Rodzic ma nie tylko prawo, ale i obowiązek mówić „NIE” dziecku. Ważne jest, aby to było autentyczne. Komunikat werbalny musi być w zgodzie z tym, co myślę i czuję, czyli że autentycznie nie mam na coś zgody. Oczywiście nasze „NIE” nie wywoła u dziecka radości czy zrozumienia. Im młodsze dziecko, tym jego reakcja będzie bardziej widoczna i mniej dyplomatyczna, ale ma do tego prawo. Zadaniem rodzica jest wówczas empatyczne zaopiekowanie się emocjami dziecka. Z drugiej strony naszym zadaniem jest szanowanie „NIE” dziecka, które ma do niego prawo, tak jak i my. Nazywanie tego fanaberią, złośliwością, manipulacją itp. jest naruszaniem integralności. Zadaniem rodzica jest zainteresowanie się, o jaką potrzebę dziecko chce się zatroszczyć, co tak naprawdę to jego „NIE” oznacza.
Rodzice są odpowiedzialni za własne granice – za to, żeby były komunikowane, bez ranienia dziecka – ale są też odpowiedzialni za granice dzieci, aby nauczyły się je rozpoznawać i komunikować innym. Jakość relacji w naszej rodzinie zależy od tego, na ile znamy swoje granice i jesteśmy w stanie je wyrażać. Każdy rodzic musi sam te granice ustalić, bo to jest warunek, żeby dobrze czuć się zarówno ze sobą, jak i z dzieckiem.
Marzena Jasińska Trener, dyplomowany coach, doradca rodzinny. Od lat wspiera rodziców w konsultacjach indywidualnych oraz warsztatach psychoedukacyjnych. Swoją pracę opiera na filozofii Jespera Juula, założeniach Rodzicielstwa Bliskości oraz Porozumienia Bez Przemocy. Specjalizuje się w zakresie neurodydaktyki oraz uczenia się uczniów. Ekspert rozwoju osobistego, komunikacji, negocjacji. W swojej pracy zajmuje się także tematyką mediacji szkolnych, procesów grupowych, zarządzania zmianą w organizacji i zarządzania zespołem. Prywatnie mama dwóch dorosłych synów.