Librus

Oficjalna aplikacja Librus

Rozmowy o dzieciach przy dzieciach

Dzieci, zarówno młodsze, jak i starsze, chłoną słowa dorosłych – te,  które nie są kierowane bezpośrednio do nich, ale ich dotyczą, jak i te związane ze sprawami, o których dorośli z nimi nie poruszają. Dzisiaj o tym, co może spowodować rozmowa o dzieciach w ich obecności.

Chwalenie dziecka, a nie dzieckiem

Zasada, że „chwalić trzeba publicznie, a karcić prywatnie” ma w tych sytuacjach oczywiste zastosowanie. Wydaje się to takie proste: jeśli rozmawiam z kimś osobiście lub telefonicznie na temat dziecka i chwalę je „publicznie”, to wszystko OK. A jednak nie do końca. Patrząc z perspektywy dziecka, znaczenie mają niuanse. Jeśli rodzic rozmawia z babcią, dziadkiem, ciocią czy wujkiem lub przyjacielem rodziny, który dla dziecka od zawsze był kimś bliskim, to wszystko będzie w porządku. Może nawet samo dziecko się zaangażuje w taką rozmowę, bo bycie chwalonym przed bliskimi sprawi mu autentyczną radość, wpłynie motywująco na podejmowanie podobnych działań w przyszłości, a także wzmocni samoocenę i poczucie wartości.

Inaczej jest jednak w sytuacji, gdy rodzic prowadzi rozmowę z kimś dla dziecka obcym, i to nawet jeśli wie ono, kim ta osoba jest, lecz nie ma między nimi więzi, np.  znajoma mamy z pracy lub kolega ojca ze studiów. Nie ma to znaczenia. Brak bliskich relacji z tą osobą powoduje, że dziecko może usłyszaną rozmowę odebrać jako nieuprawnione wejście w jego strefę prywatną. W konsekwencji może zakończyć się to – w zależności od wieku dziecka – kryzysem w relacjach z rodzicem lub mniejszą czy większą kłótnią na temat „wywlekania” spraw prywatnych.

Bywa, że w rozmowach rodzic zaczyna chwalić się dzieckiem, wyrażać się o nim tak, jakby samo dziecko było jego sukcesem: „Moja córka jest najlepsza w szkole”, „Mój syn zdobywa kolejne certyfikaty językowe”, „Takiej wiedzy z geografii to każdy jej zazdrości”, „Mówię ci, to będzie kolejny Lewandowski, jakbyś widział to zagranie…”. W tym przypadku znowu ważny jest kontekst. Do kogo to rodzic mówi? Jeśli do osoby dla dziecka bardzo bliskiej, może zostanie to potraktowane jako pochwała i wzmocnienie. W wypowiedziach rodzica ważny jest ton, który może przynieść szkodę, ponieważ dziecko pomyśli np.: „Mama jest ze mnie dumna… a co, jeśli następnym razem mi się nie uda?”, „Tata już planuje dla mnie życie, a ja nie chcę być lekarzem”. Takie chwalenie się dzieckiem może wywierać na nie presję, której nie zdoła unieść. Stanie się brzemieniem utrudniającym zarówno odnoszenie sukcesów, jak i budowania dobrych relacji z rodzicami.

a_rozmowy_o_dzieciach_przy_dzieciach_LR_graf_1.jpg

Narzekanie nie tylko na dziecko

W życiu bywają trudne i bardzo trudne sytuacje, czasem ich nagromadzenie  bywa ponad siły. Jeśli dochodzą do tego kryzysy w relacjach z dziećmi, pokusa „wygadania się” jest wielka. To zrozumiałe, że wszyscy potrzebujemy rozmowy na temat tego, co nam przysparza zmartwień. Nasze uzewnętrznione emocje staną się czymś, co można okiełznać. W takiej szczerej rozmowie łatwiej znaleźć rozwiązanie dla swoich problemów. Uciekamy się wtedy również do przejaskrawiania wielu aspektów, aby poradzić sobie z nimi emocjonalnie. Korzystamy więc z różnych okazji, aby ponarzekać, również na dzieci. I tutaj kilka różnych okoliczności:

1. Narzekamy na zachowanie dziecka. W każdej takiej sytuacji dziecko będzie odczuwać dyskomfort:

  • Poczucie lekceważenia jako osoby: „Dlaczego nie porozmawiał(-a) ze mną?”.
  • „Skarżymy” babci, dziadkowi, wujkowi czy cioci… „Co oni sobie teraz myślą o mnie?”, „Jaki wstyd!...”.
  • Narzekamy na zachowanie dziecka w rozmowie z kimś nieznanym: „Jak ona mogła? Dlaczego opowiada o mnie jakiejś babie!” – kryzys relacji gotowy.
2. Narzekamy na dzieci. Zmęczona mama mówi do przyjaciółki: „No, mówię ci, już nie daję rady. W robocie młyn, a tu jeszcze jedna klasówka za drugą, każdemu trzeba pomóc, wywiadówki, kiermasze i nie wiadomo co jeszcze wymyślą. A dzieciom wszystko jedno, czy mama i tato zmęczeni, one potrzebują pomocy, czasu, pieniędzy, uwagi i koniec!”. Co słyszą dzieci? „Jesteśmy obciążeniem! Mama mogłaby być szczęśliwsza, gdyby nie my…”.

3. Narzekamy na inne okoliczności, np. pracę, ceny, ilość zadań do wykonania przed świętami lub innymi ważnymi dla nas datami: „Mówię ci, stary, już nie wyrabiam. Wziąłem kolejne zlecenia, żeby jakoś spiąć budżet przed świętami, a tu ciągła lista życzeń: nowe korki, strój na bal karnawałowy, opłaty za lekcje języka, korki z matmy… No mówię ci, mam dość!”. Co słyszą dzieci? „To my jesteśmy przyczyną zmartwień taty, to przez nas nie ma go w domu, a jak jest, to taki zmęczony, że nie ma na nic siły”. Jak wtedy wzmacniać w sobie przekonanie, że jestem kochany, akceptowany?

Plotkowanie przy dziecku

Plotkowanie już z samej natury jest szkodliwe. W plotkach często pojawiają się niesprawdzone fakty, złośliwości, chęć dokuczenia. Plotkują często ci, którzy mają kłopoty z własną samooceną, więc próbują przez kontrast umniejszyć innych, aby poprawić myślenie o sobie. To tak nie działa. Samoocena poprawia się wtedy, gdy skupimy się na sobie i na wzmacnianiu samoakceptacji. Czego uczy się dziecko, gdy słyszy plotkujących rodziców? Na pewno uczy się plotkowania. To nie sprzyja rozwijaniu krytycznego myślenia (w plotce nikt nie szuka prawdy), zarządzania emocjami („Jestem zła na koleżankę, ale to moje emocje, nie gadam o jej prywatnych sprawach”), uczciwości i otwartości w relacjach społecznych (trudno otworzyć się na człowieka, o którym się plotkowało). A plotkowanie o dziecku? Aż boję się myśleć, jak może poczuć się dziecko, o którym rodzice plotkują, poddają w wątpliwość jego decyzje, postępowanie, inteligencję, wybory życiowe… Uff… Pozostawiam to refleksji czytelnika.

Dzieci uczą się, obserwując rodziców

Dzieci uczą się świata, naśladując postępowanie dorosłych. Nasiąkają sposobem widzenia rzeczywistości i ludzi, podejmowania decyzji, otwartością lub zamykaniem się na różne sytuacje. Relacje, jakie budujemy z dziećmi, mają fundamentalne znaczenie dla ich rozwoju. Dzieci, które są chwalone dla nich samych (nie dlatego, że rodzic mógł się nim pochwalić), z którymi się uczciwie rozmawia na różne tematy, analizuje  trudności, wspólnie poszukuje dróg rozwiązania problemów, mają lepiej rozwinięte kompetencje psychospołeczne, więc w konsekwencji łatwiej będzie im w życiu przeżywać swoje szczęście. 




Maria Tuchowska
Nauczyciel dyplomowany, polonista i teolog. Posiada wieloletnie doświadczenie w pracy z dziećmi i młodzieżą w placówkach integracyjnych różnego poziomu, edukator, coach, przeprowadziła ok. 600 szkoleń z zakresu kompetencji psychospołecznych nauczycieli, prawa oświatowego, pracy z dziećmi i młodzieżą z różnego typu zaburzeniami. Specjalizuje się również w tematyce dotyczącej zagadnień związanych z obecnością rodziców w szkole.


Interesuje Cię ta tematyka? Przeczytaj również:

Najbardziej aktualne artykuły: