Temat kontroli rodzicielskiej w Internecie rozgrzewa fora do czerwoności.
„Nie muszę sprawdzać, co robi moje dziecko, mam do niego zaufanie”, pisze jedna z mam, wyraźnie oburzona sugestią innego rodzica, że nie instalując programów filtrujących niebezpieczne treści, pozbawia się sprawczości w wychowaniu dziecka i pozwala, by – przynajmniej do pewnego stopnia – anonimowa sieć wpływała na to, jakimi treściami jej pociecha się karmi.
Inny rodzic, zresztą informatyk, jak sam się przedstawia, zdecydowanie się z nią nie zgadza: „Założyłem swojemu dziecku filtry na wszystko, co możliwe. Ograniczam czas, który spędza przed ekranem. Dzisiejsza technologia daje takie opcje i znam zagrożenia, więc z tych możliwości warto korzystać”, stwierdza stanowczo, zachęcając jednocześnie do takiej kontroli pozostałych. A jakie jest Twoje podejście? Programy filtrujące treści, ograniczniki czasu czy (dla wielu osób posunięte trochę zbyt daleko) kontrolowanie tego, gdzie porusza się dziecko, poprzez aplikacje lokalizujące jego telefon dniem i nocą – w wielu domach są codziennością, choć od samego początku wzbudzały kontrowersje zarówno wśród rodziców, jak i, co zrozumiałe, wśród samych dzieci. Choć trzeba przyznać, że te, zwłaszcza starsze, szybko sobie z „problemem” niechcianej kontroli poradziły.
Mój syn miał 11 lat, kiedy zdecydowaliśmy z mężem założyć mu na komputer ogranicznik czasu korzystania. Niespecjalnie zafascynowany informatyką chłopiec potrzebował… 15 minut, by ten ogranicznik rozpracować i nauczyć się go omijać. Na szczęście, miał w sobie na tyle uczciwości, że od razu nam powiedział, że to nie działa, bo program jest „za łatwy”.
Jak więc znaleźć złoty środek? Między podglądaniem i ograniczaniem życia dziecka a pozostawieniem mu całkowitej swobody w korzystaniu z Internetu istnieje spora strefa światłocienia. Doświadczenie pokazuje, że warto się tu kierować umiarem, zresztą jak we wszystkim.
Narzędzia kontroli rodzicielskiej
Rynek oferuje liczne udogodnienia umożliwiające kontrolę rodzicielską, czy to na telefon, czy na komputer. Najpopularniejsze z nich to:
- Oprogramowanie filtrujące treści. Rodzic ma możliwość zablokować treści o charakterze przestępczym czy seksualnym oraz inne, które uważa za niewłaściwe i np. niedostosowane do wieku dziecka.
- Uruchomienie za pomocą aplikacji alertu na urządzeniu rodzica, kiedy dziecko pisze w sieci na temat, który może wzbudzać niepokój, np. samobójstwo, narkotyki, przemoc itd. Plusem tej konkretnej aplikacji jest rozpoznawanie skrótów i emotikonów stosowanych przez młodych ludzi w internetowej korespondencji, zarówno po polsku, jak i – częściej – po angielsku.
- Łatwo dostępne (choć zwykle płatne) są też aplikacje, dzięki którym rodzic może sprawdzić jednym kliknięciem historię przeglądanych przez dziecko stron, i to nawet wtedy, gdy usunie historię przeglądania!
- Bardzo popularne, szczególnie w przypadku młodszych dzieci, jest ustawienie limitu czasu korzystania ze smartfona lub komputera lub ustawienie limitu czasu tylko na określone strony (np. media społecznościowe).
- Niektórzy rodzice korzystają też ze śledzenia lokalizacji dziecka na telefonie. Podkreślają, że nie korzystają z tego ciągle, ale w wyjątkowych sytuacjach, np. gdy syn czy córka spóźnia się ze szkoły.
Kontrola rodzicielska – teoria i praktyka
O kontroli rodzicielskiej rozmawiałam z samymi nastolatkami. Większość rozmówców, szczególnie tych starszych (w szkole średniej), rozumiała, że taka kontrola wynika z troski, ale to nie znaczy, że odnosili się do niej z wyrozumiałością.
– Kiedy miałem 12 lat i zacząłem sam dojeżdżać do szkoły dwa przystanki, rodzice zaproponowali, że założą mi lokalizator na telefon. Tłumaczyli to tym, że będą się niepokoić, jeśli spóźnię się na autobus i przyjadę później do domu, a dzięki lokalizacji będą wiedzieli, gdzie jestem. Wyśmiałem ten pomysł. Na szczęście, w moim telefonie muszę kliknąć „zgadzam się” jeśli chcę umożliwić komuś, nawet rodzicom, korzystanie z programu lokalizacyjnego. Nie zgodziłem się. Nie mam nic do ukrycia, po szkole wracam zwykle prosto do domu, mam bardzo mało czasu, ale uważam, że zasługuję na zaufanie, a taka aplikacja byłaby wyrazem braku zaufania. Rodzice przyjęli moje argumenty i nie mam lokalizacji (chłopak, 15 lat).
– Miałam 13 lat, kiedy koleżanka, która u mnie nocowała, zauważyła, że mam na komputerze założony monitoring stron. Nie wiedziałam o tym, rodzice zainstalowali go bez mojej wiedzy. To oznaczało, że w każdej chwili mogą wejść do mojego pokoju i przeglądać, co robiłam w sieci. Przeraziło mnie to. Poczułam się, jakbym była naga. Nie porozmawiałam o tym z rodzicami, nie rozmawiamy o takich rzeczach. Zaczęłam się lepiej ukrywać, a kiedy zarobiłam pierwsze pieniądze, kupiłam sobie stary telefon, którego używam, kiedy chcę np. porozmawiać z kimś i być pewna, że rodzice mnie nie szpiegują (dziewczyna, 16 lat).
Chyba nikt z nas, rodziców, nie chciałby być kimś, kto stawia swoje dziecko w sytuacji podobnej do tej opisanej przez moją rozmówczynię. Nikt z nas nie chciałby zapewne też być tym śledzonym, kontrolowanym i pozbawionym prywatności.
Z drugiej strony jako rodzice mamy obowiązek zabezpieczać nasze dzieci przed potencjalnie szkodliwymi czy przestępczymi treściami. Jak to zrobić bez naruszania ich prywatności, do której przecież mają prawo?

Jak rozmawiać o kontroli rodzicielskiej z dziećmi
Na pewno warto zacząć od uświadomienia sobie własnej motywacji. Czy chodzi o modę, bo dzieci w sąsiedztwie mają lokalizatory i czujesz się jak wyrodny rodzic, że tylko Twoje nie ma? Czy rządzi Tobą strach? A jeśli tak, to czy fakt, że będziesz wiedzieć, jakie strony przegląda Twoje dziecko i gdzie aktualnie jest, rzeczywiście pozwoli Ci szybko i adekwatnie zareagować w sytuacji zagrożenia? A może prawdziwym motorem jest potrzeba kontroli i nadzoru 24 godziny na dobę nad życiem, a nawet myślami dziecka? Jeśli tak jest, właściwe byłoby rozważenie pomocy terapeutycznej, bo nadmierna kontrola jest bardzo toksyczna i blokuje rozwój młodego człowieka.
Jeśli uczciwie odpowiedziałeś sobie na powyższe pytanie i wiesz, że Twoja motywacja jest uzasadniona, porozmawiaj z dzieckiem. Wyjaśnij mu, dlaczego chcesz skorzystać z narzędzi kontroli rodzicielskiej. Powiedz, że nie chodzi o to, że mu nie ufasz (chyba że mu nie ufasz – wtedy wyjaśnij, dlaczego: czy powód leży w nim, bo swoim wcześniejszym zachowaniem dał podstawy do takiego braku zaufania, czy może w Tobie, bo np. sam jako dziecko często okłamywałeś rodziców i boisz się, że Twoje dziecko będzie robiło to samo). Wyjaśnij, w jaki sposób narzędzia kontroli rodzicielskiej pozwolą Ci pomóc mu, jeśli będzie tego potrzebowało. Wytłumacz mu, że są one szansą, a nie zagrożeniem dla jego wolności! Wysłuchaj zdania Twojego dziecka na ten temat. Bez uprzedzeń.
To naturalne, że większość nastolatków początkowo się przeciwko takim narzędziom będzie buntować. Mimo to być może zdołasz swojego syna czy córkę przekonać logicznymi argumentami? Dopuść jednak możliwość, że to młody człowiek przekona Ciebie, że takie działanie nie jest potrzebne, a wręcz może być szkodliwe dla Waszej relacji.
Ustal zasady korzystania z narzędzi kontroli rodzicielskiej, jeśli się na nie zdecydujesz, jasno przedstaw je dziecku i ich przestrzegaj. Nigdy, przenigdy nie instaluj żadnego oprogramowania na komputerze czy telefonie dziecka bez jego wiedzy, nawet jeśli technicznie masz takie możliwości! Komputer czy telefon to przestrzeń bardzo prywatna. Wejście w nią bez pytania, bez uprzedzenia, jest niezwykle zaborcze i może mocno podważyć zaufanie dziecka do Ciebie.
Strony przeglądaj tylko w obecności dziecka, jeśli uważasz, że z jakiegoś powodu musisz to zrobić. Jeśli używasz lokalizatora na telefon, ustal, w jakich sytuacjach z tej możliwości skorzystasz (np. kiedy dziecko będzie spóźniało się ponad 30 minut ze szkoły i nie będziesz wiedział, co się z nim dzieje; ale np. nie zrobisz tego, kiedy będzie na nocowance u koleżanki i będzie tam chciało mieć trochę prywatności).
Nie pokładaj zbyt wielkich nadziei tylko w technologii. Tam, gdzie brakuje zaufania i dojrzałości, nie pomogą żadne urządzenia. Wszyscy młodzi ludzie, z którymi rozmawiałam, zaznaczyli na wstępie, że bez problemu umieją obejść założone przez rodziców zabezpieczenia (!). Najmłodszy chłopiec, który powiedział, że „gdybym chciał, to bym to wyłączył”, miał 10 lat. To powinno nam, dorosłym, dać mocno do myślenia.
Jeśli nie zbudujemy z dzieckiem relacji zaufania, żadne aplikacje nie pomogą nam wykształcić w nim umiejętności, które pozwolą mu unikać zagrożeń współczesnego świata, również tych wirtualnych. Lepiej z dzieckiem od najmłodszych lat rozmawiać, tłumaczyć, dlaczego tak ważne jest ograniczanie czasu ekranowego i samodyscyplina oraz jakie strony i dlaczego stanowią zagrożenie dla psychiki, zamiast instalować kolejny „kontroler”.
Lilka Poncyliusz-Guranowska Autorka jest anglistką, nauczycielem dyplomowanym, egzaminatorką i autorką wielu pozycji (w tym czterech książek) z zakresu metodyki nauczania języka angielskiego i komunikacji międzyludzkiej. W marcu 2023 r. ukazała się jej książka, poradnik dla nastolatków z zakresu komunikacji społecznej – „Być nastolatkiem i przetrwać. Psychologia komunikacji”. Prywatnie jest mamą osiemnastolatki i czternastolatka.