Odwrócona lekcja w praktyce – skuteczny sposób na poprawę wyników klasy

Nowy rok pod znakiem ciągłych zmian? Przeładowana podstawa? Zbyt liczne klasy? Postaw na odwróconą lekcję. Teraz jest najlepszy moment.

Nauczyciel nie ma czasu. Dziś to zdanie jest prawdziwe bardziej niż kiedykolwiek. Rozszerzono podstawę programową, szkoły pękają w szwach od nadmiaru uczniów, brakuje kadry pedagogicznej – a godziny lekcyjne też nie są z gumy. Aby znaleźć miejsce na indywidualizację nauczania, metodę projektów, konstrukcjonizm i inne bardzo potrzebne innowacje, trzeba z czegoś zrezygnować. Propozycja: zrezygnujmy z prac domowych.

Uczniowie również są teraz pod większą presją niż kiedykolwiek. Otoczenie szybko ich uczy, że dobrze zdane egzaminy są przepustką do dostatniej przyszłości. Chcieliby dobrze zdać, dlatego bardzo starają się wtłoczyć sobie do głów informacje, których wymaga od nich szkoła. Nie rozumieją, dlaczego muszą to wszystko wiedzieć, ale strach przed życiowym niepowodzeniem, nieraz podsycany dodatkowo przez pełnych niespełnionych nadziei i wygórowanych ambicji rodziców, każe im wkuwać dalej – mimo że nauczyciel nie ma dla nich czasu, a rodzice nie potrafią bądź nie chcą im pomóc. Z czasem u wielu uczniów rodzi się frustracja i zniechęcenie. I doprawdy, trudno się im dziwić.

Idealnie byłoby, gdyby nauczyciel miał więcej czasu na indywidualną pracę z uczniem, a uczeń miał poczucie, że w swojej edukacyjnej podróży, którą przecież musi odbyć przymusowo, nie jest sam. Takie możliwości stwarza metoda odwróconej lekcji , zwana też z angielska metodą odwróconej klasy (flipped classroom) lub strategią wyprzedzającą (termin wprowadzony przez prof. Stanisława Dylaka).

     

Mówiąc najkrócej, chodzi o to, by zamiast zadawać pracę domową po przerobieniu tematu, nauczyciel polecał uczniom zapoznanie się z materiałami wprowadzającymi temat kolejnej lekcji. Aż tyle i tylko tyle.

Jak to działa

Wyobraźmy sobie nauczycielkę matematyki w VII klasie. Niech ma na imię Kasia. Nowa podstawa programowa zmusza ją do zmieszczenia w jednym roku szkolnym niemal dwukrotnie większego zakresu materiału niż wcześniej w gimnazjum. Wszystko przez nieuchronnie nadciągający egzamin ósmoklasisty i wchodzące w tej klasie przedmioty ścisłe – chemię i fizykę – które wymagają rozszerzonego aparatu matematycznego. W tle straszy jeszcze egzamin PISA i zaostrzona ewaluacja. Kasia wie, że próba realizacji nowego programu tradycyjną metodą prawdopodobnie skończy się przeciążeniem uczniów i kiepskimi wynikami na koniec roku.

Kasia zmienia więc podejście. Mówi uczniom, że od dziś nie będzie prac domowych. Zamiast tego jej uczniowie mają samodzielnie przygotować się do kolejnej lekcji. Wie, że są przeciążeni, dlatego zamiast czytania daje im listę krótkich filmów do obejrzenia. Filmy zawierają wprowadzenie do tematu oraz 2-3 przykładowe zadania wraz z rozwiązaniami. Jeśli uczniowie obejrzą filmy, przyjdą na lekcję z wiedzą teoretyczną i podstawowym pojęciem o rozwiązywaniu zadań. Dzięki temu Kasia nie będzie musiała tracić czasu na wykład. Zamiast tego od razu rozda uczniom zadania, aby sprawdzić, jak sobie radzą, a następnie podzieli ich na grupy według poziomu zaawansowania i zachęci do samodzielnej pracy. W tym czasie będzie chodzić po klasie i wyjaśniać pozostałe wątpliwości uczniom, którzy takiej pomocy wymagają. Na koniec poda temat kolejnej lekcji i znów wskaże filmy do obejrzenia.

Jeśli wszystko się uda, Kasia będzie miała sporo czasu na indywidualną pracę z uczniem: słabszym pomoże, a lepszym rzuci wyzwanie, żeby się nie nudzili. W rezultacie wszyscy uczniowie będą zaangażowani, bo będą mogli pracować we własnym tempie. Koniec z wykładami, przy których jedna trzecia uczniów się nudzi, bo już wszystko rozumie, a kolejna jedna trzecia… też się nudzi, bo nic nie rozumie. I koniec z brakiem szacunku dla nauczyciela – bo teraz Kasia jest cennym doradcą i pomocnikiem w dążeniu do wspólnego celu: dobrze zdanych egzaminów.

To jest zbyt piękne

Co jednak zrobić, gdy nie wszystko idzie zgodnie z planem? W takich sytuacjach warto skorzystać z porad praktyków, którzy mają to już przećwiczone. Jedną z takich osób jest Katie Gimbar, amerykańska nauczycielka, która dla innych nauczycieli nagrała serię filmów doradzających, jak wprowadzać odwróconą lekcję (link na końcu artykułu). Oto najczęstsze problemy i możliwe rozwiązania.

grafika_odrocona_klasa.jpg

Skąd brać filmy? Przede wszystkim warto tu wspomnieć o projekcie Pi-stacja, którego celem jest udostępnienie na Youtube bezpłatnych filmów edukacyjnych pokrywających cały polski program szkolny. W tej chwili na portalu pistacja.tv oraz na Youtube (kanał pistacjamatematyka) można znaleźć komplet wideolekcji z matematyki do nowej szkoły podstawowej. Materiał nowej szkoły średniej jest uzupełniany w szybkim tempie. Wszystkie filmy są przygotowywane przez doświadczonych korepetytorów i konsultowane przez nauczycieli z wieloletnim stażem. Przechodzą też korektę. Stojąca za projektem fundacja Katalyst Education gwarantuje, że w filmach nie ma błędów. Oprócz Pi-stacji jest jeszcze polska wersja Khan Academy, która oprócz matematyki udostępnia również inne przedmioty. Są także liczne kanały polskich korepetytorów na Youtube: Matemaks, Tomasz Gwiazda, MrCiupi, PiEduPl i inni. Wszystkie te filmy są darmowe. Różnią się tym, do kogo są adresowane (większość jest dla przygotowujących się do matury), jakością, długością (od kilku minut do dwóch godzin) i formą realizacji. Dlatego polecając uczniom materiał do obejrzenia można dać im kilka propozycji do wyboru.

Czy nie można zastąpić filmu kserówką z podręcznika? Można, ale to dla uczniów trudniejszy i bardziej czasochłonny nośnik informacji. Film z Pi-stacji czy Khan Academy trwa od 5 do 12 minut i można go obejrzeć dowolną ilość razy, na komputerze domowym lub na urządzeniu mobilnym, z dowolnego miejsca i w wybranym przez siebie czasie, bez obawy, że ktoś będzie się śmiał z tego, że prosimy o powtórzenie niezrozumiałej kwestii.

Co, jeśli rodzice są przeciwko? To częsta sytuacja w Polsce. Rodzice niechętnie pozwalają dziecku siadać w domu do komputera, bo boją się, że będzie się bawić zamiast pracować. Poza tym szlaban na komputer to nierzadko jedyna represja, która wciąż działa. W takim wypadku trzeba spróbować przekonać rodziców, a jeśli to nie poskutkuje, pozwolić ich dzieciom oglądać film na początku lekcji – w czasie, gdy inne już pracują nad zadaniami. Można też pobrać film i dać go na płycie CD do oglądania na komputerze bez dostępu do internetu.

Co, gdy uczniowie nie oglądają „zadanych” filmów? Po pierwsze, warto sprawdzać, czy to robią. Katie radzi, by zachęcać uczniów do robienia kreatywnych notatek z filmu np. w postaci mapy myśli, infografiki, czy zwykłej ściągi (tak, robienie ściąg sprzyja zapamiętywaniu). Jeśli okaże się, że niektórzy ich nie mają, polecić im obejrzeć film na początku lekcji, podczas gdy reszta klasy może już robić zadania. Stracą 10-15 minut i zrozumieją, że to jest ich strata. To uczy odpowiedzialności. Można też wygospodarować czas na końcu lekcji na coś, co uczniowie naprawdę lubią robić – coś w rodzaju nagrody dla tych, którzy dobrze pracują. W zgrywalizowanej klasie mogą to być na przykład punkty, które uczeń może później zamienić na bonus (np. zwolnienie z klasówki lub jakiegoś obowiązku), albo wspólna zabawa.

Co, jeśli część uczniów nie ma w domu komputera lub internetu? To na szczęście coraz rzadsza sytuacja. Filmy z Youtube bez problemu można oglądać na telefonie komórkowym, w autobusie w drodze do szkoły. Filmy Pi-stacji można też pobrać na dysk. W razie potrzeby można zorganizować krótkie zajęcia pozalekcyjne w celu obejrzenia filmów albo umożliwić ich oglądanie w świetlicy lub bibliotece.

grafika_odwrocona_klasa2.jpg

Co, jeśli wciąż brakuje czasu? Najlepszy sposób to zorganizować samopomoc uczniowską – o tym, że to najlepsza metoda nauki informuje tzw. trójkąt Dale’a. Delegujemy jednego ze zdolniejszych uczniów do słabszych lub zakładamy kanał komunikacji (np. na Snapchacie lub Facebooku), na którym wszyscy mogą sobie pomagać. Dodatkowo można to zgrywalizować, aby za pomoc innym uczniowie byli w jakiejś formie nagradzani.   

Co, jeśli pojawia się zarzut lenistwa? Zdarza się, że nauczyciele „wysługujący się” na lekcjach filmami są oskarżani o zbytnie ułatwianie sobie pracy. Katie Gimbar też na początku opierała się na filmach Khan Academy, ale potem zaczęła nagrywać własne. Twierdzi, że lepiej trafiają do uczniów. To nie jest trudne. Można nagrywać siebie przy tablicy (np. smartfonem) albo ekran własnego komputera, na którym pokazujemy co i jak (to tzw. screencast). Można też przygotowywać i udostępniać prezentacje, jak robi Bartłomiej Janicki, nauczyciel historii z Opola.   

A co robić z nadmiarem czasu? To oczywiście nie jest żaden problem. Nauczyciel cierpi na chroniczny niedobór tego zasobu, więc zawsze znajdzie pomysł na spożytkowanie wolnej chwili. Lecz gdyby okazało się, że odwrócona lekcja działa świetnie i jest miejsce na coś ekstra, warto zająć się ambitnymi projektami. Zapał i zaangażowanie uczniów w takie przedsięwzięcie może okazać się największą korzyścią ze zmiany metody nauczania.



Źródła:


 
x

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje zawarte w cookies wykorzystujemy m.in. w celach statystycznych, funkcjonalnych oraz dostosowania strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Dalsze korzystanie z serwisu oznacza, że zgadzasz się na ich zapisanie w pamięci Twojego urządzenia. Możesz samodzielnie zarządzać cookies zmieniając odpowiednio ustawienia w Twojej przeglądarce.
Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.