Wycieczki kształcą, ale czy wszystkie?

Podróże kształcą, ale czy każdego i zawsze? Wycieczki szkolne – jedni je kochają, inni ich nienawidzą. W ciągu 10 lat pracy w szkole poprowadziłem dokładnie 110 (tak! sto dziesięć!) wycieczek szkolnych. Od Helu po Zakopane, od Bieszczad po Sudety. Czy można je organizować z sensem?

Mój przypadek jest szczególny. Jako inżynier transportu kolejowego chciałem pracować w szkole kolejowej, ale było już w niej kilku nauczycieli przedmiotów zawodowych. Brakło godzin do etatu. Byłem jednak także przewodnikiem górskim i w ramach etatu (6 godzin tygodniowo) zostałem też opiekunem szkolnego koła PTTK. Oznaczało to comiesięczny wyjazd na 2 dni, głównie w góry, rozliczane w dzienniku zajęć. Plus 10 wycieczek klasowych jako wychowawca. Dokładnie: przez 10 lat 11 wyjazdów rocznie. Razem 110 wycieczek. Jak do nich podejść, by miały sens?

Zacznijmy od Wyspy Sobieszewskiej. W grudniu 2024 r. pojechałem szkolić w Rafinerii Gdańskiej. Wyspa Sobieszewska to dla mnie idealne miejsce na nocleg. Spokój, cisza, 3 minuty do morza, 12 minut samochodem do bramy Rafinerii. Wieczorem poszedłem pomorsować. Na plaży natknąłem się na grupę uczniów, klasa na oko VII-VIII, wycieczka szkolna. Niestety, spali w tym samym ośrodku co ja. Tragedia… Na szczęście, uczniowie dostali osobne skrzydło i jakoś dało się spać, choć oni raczej nie spali. Pytanie, co z tej wycieczki przywieźli ze sobą do domu? W głowach, w emocjach, w relacjach wzajemnych? Nie wiem. Wiem jedynie, co mogli przywieźć, i mam nadzieję, że tak było. Jeszcze na wyspę wrócimy…

Jacek Walkiewicz mówi, że podróże kształcą, ale nie każdego. Są tacy, którzy pod Wielkim Sfinksem poskarżą się na „cholerny” upał i nie dostrzegą, że „40 wieków na nich patrzy”, jak to zauważył sam Napoleon. My też mamy na to powiedzenie: „Kto z przyrodzenia głupi, i w Paryżu rozumu nie kupi” albo „i w Paryżu nie zrobią z owsa ryżu”.

Inspiracja paryska

Ruszmy więc za tymi stwierdzeniami po natchnienie. Na wycieczkę. Najpierw do… Paryża. Od lat staram się przywozić dla siebie, do moich artykułów i książek, dla moich „uczniów” (uczestników szkoleń i warsztatów) rozmaite inspiracje.

Oto jedna z moich paryskich inspiracji literackich…

Shakespeare and Company. To przedziwne miejsce w Dzielnicy Łacińskiej założyła Amerykanka, Sylvia Beach, w 1919 roku. Ta sama, która w 1922 r. z odwagą wydała w Paryżu kontrowersyjnego „Ulissesa” Jamesa Joyce’a. Nic dziwnego, że bywali tu Hemingway, Joyce, Fitzgerald, Ezra Pound, Gertrude Stein i inni. Dziś w tej księgarni i antykwariacie znajduje się kilka różnorodnych pomieszczeń, panuje nieprawdopodobny klimat, a do kupienia jest ponad 100 tysięcy książek. Jeśli masz wystarczająco dużo samozaparcia i przekonasz do siebie właściciela, możesz… spędzić tu noc. Trzeba to odpracować sprzątaniem, ale taka atmosfera jest tego warta. I raczej nie zaśniesz, bo książki na to nie pozwolą. Każdy zakupiony egzemplarz jest stemplowany specjalną pieczątką. Kupiłem, podbili. Poprosiłem o pieczątkę w przewodniku. Niestety nic z tego – procedura! „Stemplujemy wyłącznie książki kupione u nas. Ale mamy też specjalne, srebrno-złote naklejki. Za darmo, na dowód, że u nas byłeś. Znak, że cię szanujemy. Że zapraszamy.

Ale stempel tylko w tych kupionych”. Procedura, która szanuje emocje, pragnienia i ma serce.

a_wycieczki_kształca_ale_czy_wszystkie_LS_graf.jpg

Inspiracje wiedeńskie

Zaraz po powrocie z Wyspy Sobieszewskiej pojechałem do Wiednia. Jest tam redakcja kwartalnika „Jupiter”, z którym współpracuję od kilkunastu lat. Choć pomiędzy najsłynniejszymi muzeami starego i nowego Wiednia (historycznym Hofburgiem i nowoczesną Albertiną) jest maksymalnie 400 metrów, można tam dotrzeć kilkoma drogami. Dziedzińcami Hofburga obok cesarskiego skarbca. Albo obok Austriackiej Biblioteki Narodowej. Można przez ogród botaniczny i palmiarnię. Albo ulicą Reitschulgasse obok słynnej ujeżdżalni znanych z paradnej musztry lipicanów. W zasięgu wzroku tętniąca niegdyś filozofią i psychologią XIX-wieczna kawiarnia Griensteidl, piękne kościoły Michaelskirche i Augustinerkirche, buntowniczy Looshaus, Opera Wiedeńska, Hotel Sachera ze słynnym tortem. Niezwykłe nagromadzenie zabytków na bardzo małej powierzchni.

Oto moje inspiracje wiedeńskie, podobnie jak z Wyspy Sobieszewskiej, też z grudnia 2024.

Inspiracja pierwsza

Nie można mieć wszystkiego naraz – wybierając coś, rezygnujesz z czegoś innego. Kiedy mieszkasz gdzieś kilka dni, możesz chodzić raz jedną, raz inną ulicą. Ale, kiedy jest to krótka wycieczka, nie zobaczysz wszystkiego. Albo rybki, albo akwarium. Trzeba się na coś zdecydować. O trudnej sztuce wyboru napiszę więcej pod koniec tekstu.

Inspiracja druga: cesarzowa Maria Teresa

Mało kto wie, że jako osoba głęboko religijna sprzeciwiała się rozbiorowi Polski. Uważała to za akt niemoralny. Uległa doradcom. Legenda mówi, że płakała, składając podpis, bo uważała, że kraj katolicki nie może zajmować innego katolickiego kraju. Oto inspiracja i dylemat: dochować wierności ideałom czy interesom własnej firmy (kraju, szkoły?). Co ważniejsze? Cały życiorys tej niezwykłej kobiety to wielki „case” zarządczy wysokich lotów. W Hofburgu znajdziemy skrzynkę posażną Marii Teresy. Pustą. Kiedy ojciec (Karol VI) zmarł, mamusia przyszłej cesarzowej najzwyczajniej zabrała jej cały posag. Dlaczego? Bo kto mógł, kwestionował prawo Marii Teresy do korony (zgodnie z prawem nosić miał ją syn, nie córka!). Pierwszym był berliński kuzyn, Fryderyk II Wielki, który natychmiast zaatakował nasz dzisiejszy Dolny Śląsk. Za nim poszli inni. To pokazuje, w jak ciężkiej sytuacji znalazła się młoda cesarzowa. A jednak ta 23-letnia kobieta uratowała kraj. Jeśli ktoś chce rozmawiać o wizji, misji, strategii, polecam życiorys Marii Teresy. Jako młoda dziewczyna po śmierci ojca stanęła na czele ogromnego imperium. Stosowała rozmaite metody. Między innymi koronowała się na króla (nie królową!) Węgier, bo oni tak chcieli. I mówiła do nich po łacinie, bo to był urzędowy język Węgrów. Z szacunku. Wysyłała przebrane dwórki na ulice miasta, by dowiedzieć się, co naprawdę myślą ludzie. I prowadziła wiele innych nietypowych w tym czasie działań. Od lat korzystam z jej przykładu na szkoleniach. Potem też nie było jej łatwo. Trójka z jej szesnaściorga (!!!) dzieci związała się z wrogami Austrii. A matka całe życie kochała je i wspierała, a potem im wybaczała. Jest o czym podumać na wiedeńskim bruku.

Inspiracja trzecia: Hofburg i Sisi

Sisi to taka XIX-wieczna wiedeńska Marilyn Monroe, uwieczniona w dziesiątkach filmów. W salach muzealnych Hofburga znajdziemy… siłkę Sisi. Tak, legendarna cesarzowa miała w sypialni zestaw przyrządów do ćwiczeń. Ta inspiracja mówi wprost: na wygląd trzeba zapracować, nie ma nic za darmo.

Sisi była uosobieniem piękna, uwielbiała romantyków. Jej mąż Franciszek Józef I chełpił się tym, że nigdy w życiu nie otworzył żadnej książki. To kolejna ciekawa inspiracja, choć chyba bardziej prywatna…

Inspiracja czwarta: Albertina. Cudowna Albertina!

Dwa kultowe muzea Wiednia: Hofburg i Schönbrunn są na liście „must be”. To oznacza setki wycieczek, w tym szkolnych. Programy większości tego typu wycieczek są wymagające. Zwykle jesteśmy na nich spoceni i stłoczeni, wszak mus to mus. Jednak w Albertinie (albertina.at) jest inaczej.

Polecam stałą wystawę fantastycznych impresjonistów „Od Moneta do Picassa” (m.in. Monet, Degas, Cézanne, Toulouse-Lautrec, Gauguin, Kokoschka, Chagall, Picasso). Panuje tam zupełnie inna atmosfera – spokój, refleksja, namysł, brak pośpiechu. To najprostsza inspiracja motywacyjna. Musisz zobaczyć, czy chcesz zobaczyć? ALBERTINA jest genialna! Ale… to wystawa stała. Są jeszcze wystawy czasowe. Genialny Marc Chagall, klimatyczny i magiczny, znany na całym świecie malarz z Witebska. I jeszcze wnętrza pałacowe z ikonicznym zającem Alberta Durera. I kolejna wystawa czasowa – Robert Longo, superrealistyczne obrazy malowane węglem, wyglądające, jak czarnobiałe, wielkoformatowe fotografie. To inspiracja i refleksja wychodząca daleko poza  wystawę muzealną. 

Inspiracja wiedeńska piąta i ostatnia – KHM Vien!

Kunsthistorisches Museum – khk.at. Rzecz genialna. Przegląd malarstwa europejskiego. Gdybym wymieniał malarzy (włoskich, francuskich, holenderskich, hiszpańskich z wystawy stałej), zabrakłoby tu miejsca. Jest jeszcze Egipt z moim ulubionym szmaragdowym hipopotamem Williamem sprzed 4000 lat. I Rzym, i Grecja. I dział monet. I fantastyczna wystawa „Rembrandt i Hoogstraten – kolor i iluzja”. I tak się zastanawiam, ile lekcji – historii, sztuki, malarstwa, rzeźby, filozofii, ekonomii, geografii – można tu przeprowadzić.

Z tym pytaniem, po dwóch dniach wycieczki do Wiednia, chcę wrócić do dwudniowej szkolnej wycieczki na Wyspę Sobieszewską. To dziś część Gdańska. Można tam dojechać autobusami miejskimi. Czy warto? Dla mnie tak. Idąc (jadąc rowerem?) od zachodu, od strony Gdańska, mamy Wisłę Śmiałą i rezerwat przyrody „Ptasi Raj”. Potem Sobieszewo z pozostałościami po małych stoczniach rybackich. Po drugiej stronie Wisły Śmiałej pozostałości portu dla… wodolotów. Potem schron stacji naprowadzania rakiet. Dalej na wschód – Forsterówka i dawne koszary NSDAP, czyli pozostałości II wojny światowej. I trochę geografii, biologii i ekologii w jednym – nowoczesny zbiornik wody Kazimierz. Góra Mew i pozostałości okopów. A na wschodnim końcu wyspy niedostępny dla turystów rezerwat „Mewia Łacha” – siedlisko fok. Plus budowle wodne – liczne mostki, śluzy i prom. Nie wiem, czy wycieczka spotkanych przeze mnie uczniów to widziała. Ciągle mam nadzieję, że jednak tak.

P.S. Jak zorganizować taką wyprawę? W jednej z małych miejscowości wycieczki szkolne wspierał finansowo tzw. „jedyny pracodawca” w okolicy. Nic dziwnego, w szkole uczyły się przecież dzieci pracowników tegoż przedsiębiorstwa. Firma ta opracowała ciekawy system wycieczkowy. Po pierwsze – musiał być plan wycieczki. Po drugie – plan opracowywali sami uczniowie. I po trzecie – musieli do niego przekonać firmę-sponsora. Że warto, że się czegoś nauczą, że zobaczą fajne, mądre i ciekawe rzeczy. Że chcą. I to jest chyba klucz do dobrych wycieczek szkolnych.

Powodzenia w planowaniu własnych wycieczek! Nie tylko szkolnych.

a_wycieczki_kształca_ale_czy_wszystkie_LS_graf2.jpg


Marek Skała
Trener warsztatowy, coach, mówca inspiracyjny. Właściciel firmy szkoleniowej MEGALIT – Instytut Szkoleń. Od 25 lat prowadzi projekty szkoleniowe i rozwojowe dla największych polskich i światowych koncernów. Napisał cztery bestsellery „Psychologia Zmiany”, „Manipulacja Odczarowana”, „Skuteczność góra!” oraz „77 Historii, które mogą dać Ci kopa w życiu i biznesie”. Współzałożyciel Polskiej Izby Firm szkoleniowych i członek ICF. W 2019 otrzymał nagrodę Złotego Pióra w Wiedniu.


Interesuje Cię ta tematyka? Przeczytaj również:

Najbardziej aktualne artykuły: