Punktualność jest grzecznością królów, jak powiedział kiedyś Ludwik XVIII, król Francji (Ludwik Stanisław Ksawery de Bourbon). Ale tylko królów. My, ludzie pracujący z ludźmi, powinniśmy traktować ją jak obowiązek. Podobnie jak uważność, życzliwość, uprzejmość i zwyczajną grzeczność. Powyższe pojęcia są z kategorii „nic nie musisz, ale byłoby fajnie, gdybyś…”. Król czy prezes nie muszą być punktualni, ale jeśli są, to miło z ich strony. Życzliwie i uprzejmie. Myślę sobie, że jeśli zabraknie nam codziennego praktykowania tych cech, to wszelkie techniki i metody dydaktyczne okażą się pustym trikiem. Bez sensu i bez znaczenia. My, ludzie, wiemy to od wielu lat. Gdybym mówił językami ludzi i aniołów (czytaj: znał rozmaite chwyty retoryczne), a miłości (czytaj: życzliwości) bym nie miał, byłbym niczym! Są też inne tłumaczenia. Zamiast „byłbym niczym” bywa bardziej poetycko — stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący. To z Hymnu o miłości św. Pawła. I nie ma znaczenia, kto w co i jak wierzy. Ważne, jakim jest człowiekiem. Chwyty, triki i techniki porządności i uczciwości nie zastąpią.
Skoro mamy to ustalone, to do pracy.

Uważność
Kiedyś w ciągu kilkunastu minut przydarzyły mi się dwie ciekawe sytuacje. Kiedy zacząłem się nad nimi zastanawiać, wyszło, że łączy je uważność. Dokładnie – uważność, ale raczej nie mindfulness. Samo słowo „uważność” pochodzi od uwagi. „Zwrócę na to uwagę, będę uważał na coś, będę uważny wobec czegoś, kogoś”. Jest to skierowane na zewnątrz. Tymczasem mindfulness jest skierowane bardziej do wewnątrz, obejmuje dużą aktywność wobec siebie samego. To oczywiście też ważne, ale dla mnie istotą relacji z innymi jest nie to, jacy jesteśmy wewnątrz, ale to, jak postępujemy wobec innych.
Na początku lutego (ważne, było bardzo zimno) dwie drobne sytuacje pokazały mi różne oblicza uważności wobec innych.
- Awaria tramwaju przed nami, stoimy jako drudzy. Nasz motorniczy nawet nie odpowiada na pytania, wzrusza tylko ramionami i pokazuje na ten wcześniejszy, zepsuty.
- Na szczęście, widząc awarię tramwajów, zatrzymuje się autobus, choć nie ma tu przystanku. Przesiadamy się, dosiadają się też pasażerowie z tego zepsutego tramwaju.
Na pierwszym dużym skrzyżowaniu większość wysiada, chcąc przesiąść się na inne linie. I kiedy stoimy na światłach, przed nami przejeżdża tramwaj z napisem „awaria”, a potem ucieka ten nasz. Praktyka uważności w pigułce. A w zasadzie jej brak. Kierowca autobusu był uważny. Widząc awarię tramwaju i tłum pasażerów, zatrzymał się i nas zabrał. Pan motorniczy nie zawracał sobie głowy pasażerami… Jakby jego zadaniem był przewóz tramwaju od pętli do pętli. Jako pasażerowie stanowiliśmy zbędny balast. Pan motorniczy, widząc kilkudziesięciu pasażerów na światłach, po prostu… uciekł przed nimi pustym tramwajem. Mimo że większość z nas miała bilet właśnie na ten tramwaj.
Tymczasem, by nie tylko na motorniczych narzekać, inne zdarzenie, tym razem z Krakowa. Inny pan motorniczy. Zobaczył stojącą na przystanku kobietę z dzieckiem. Padał deszcz. Motorniczy podszedł do niej i zapytał, dlaczego nie wsiada. Okazało się, że czeka na następny, bo ma ciężki wózek, a ten tramwaj nie jest niskopodłogowy. Motorniczy wziął więc wózek i pomógł pani wejść. Niby zwyczajny ludzki gest, ale nawet gazety o tym pisały.
Tu mamy dwa rozumienia uważności. Bądź uważny i zauważ fakt. I pozostań uważny — zrób coś z tym faktem.
Uprzejmość i życzliwość
Uprzejmość i życzliwość to pojęcia bardzo podobne. Ich pierwsze definicje pochodzą od Arystotelesa. Potem zajmowało się nimi wielu innych filozofów. Ale tak praktycznie zauważmy, że życzliwość jednak rządzi, bo zawiera w sobie też uprzejmość. Bo można być uprzejmym (także miłym, pomocnym) jedynie zawodowo. W wyznaczonych procedurami granicach. Bez życzliwości. A tak na co dzień, jeśli jesteśmy innym ludziom życzliwi, będziemy też uprzejmi.
Gdzie i jak praktykować? A wszędzie! I jak najczęściej.
Przepuścić w drzwiach, przytrzymać drzwi windy, poczekać chwilkę na sąsiadkę, pomóc sąsiadowi przenieść coś nieporęcznego. Czasem wózek, czasem ciężką torbę z zakupami. Te kilka „straconych” sekund nie zbawi nas, a komuś pomoże, sprawi ulgę.
W sklepie, w restauracji, na wakacjach, w pociągu — ustąpić, przepuścić. Sprzedawcę, kelnerkę, konduktorkę, pana z wózkiem z kawą. Przytrzymać drzwi. Czasem jeden ruch ręki ułatwi im pracę. Czasem nawet zrobić krok w tył. Jeden wystarczy. Kilka „straconych” sekund nie zbawi nas, a komuś ułatwi pracę.
Z powodu wyjazdów na szkolenia często sypiam w hotelach. Zawsze proszę o niesprzątanie. Niektórych zdziwionych pytam: „A w domu codziennie odkurzasz, myjesz łazienkę, zmieniasz ręczniki? Nie? To daj sobie (i innym) luz na dwa – trzy dni. Naprawdę, przez trzy godziny obecności w pokoju (poza snem) niewiele się zmieniło”.
Ktoś na drodze wbija się z drugiego pasa? Wpuść. Ja wiem, że to może być straszny cwaniak albo zwyczajny cham. Ale wpuść. Potraktuj to jak ćwiczenie.
Te proste gesty, pojedyncze miłe słowa sprawią innym wiele dobrego. A Tobie? Tak, Tobie też. Zaczniesz dostrzegać innych, inne sytuacje, okazje do drobnej pomocy. Staniesz się trochę innym człowiekiem. Życzliwszym. Powodzenia.

Marek Skała Trener warsztatowy, coach, mówca inspiracyjny. Właściciel firmy szkoleniowej MEGALIT – Instytut Szkoleń. Od 25 lat prowadzi projekty szkoleniowe i rozwojowe dla największych polskich i światowych koncernów. Napisał cztery bestsellery: „Psychologia Zmiany”, „Manipulacja Odczarowana”, „Skuteczność góra!” oraz „77 Historii, które mogą dać Ci kopa w życiu i biznesie”. Współzałożyciel Polskiej Izby Firm szkoleniowych i członek ICF. W 2019 otrzymał nagrodę Złotego Pióra w Wiedniu.