Znaczek „smile” wymyślił i narysował Harvey Ball. W 1963, w 10 minut, za 45 dolarów. Nigdy go nie opatentował, więc możemy go używać wszyscy. Czasem od kształtu nazywany bananem. Słyszałem nawet kiedyś od studentów zwrot – co się tak bananisz? No to pojedźmy na tym bananie. Zacznijmy jednak o tym śmiechu poważnie, od słów, które znamy niemal wszyscy.
„Śmiej się, pajacu, i wszyscy będą klaskać!
Zmień swój strach i łzy w żart,
Twój ból i szloch w uśmiechniętą buzię
— Ach! Śmiej się, pajacu!”
Te znane wers z opery „Pajace” Ruggera Leoncavalla są rzeczywiście pełne bólu. Canio dowiaduje się o zdradzie żony, ale musi wyjść na scenę i grać, bo publiczność (świat?) tego od niego wymaga. Zapłacili, chcą się śmiać i bawić! Operę „Pajace” spopularyzował Enrico Caruso, który tak mocno wczuwał się w postać, że zamiast prawdziwego noża dawano mu na scenie atrapę. Bo bano się, że w momentach uniesienia może zrobić sobie krzywdę.
Jest wiele interpretacji tej postaci. Od żalu i bólu zwyczajnych ludzi, którzy mimo tragedii życiowych muszą się uśmiechać, muszą zagłuszać ból, bo otoczenie nie chce go widzieć. Są interpretacje odwołujące się do archetypu błazna i trefnisia (Stańczyk?), któremu więcej wolno powiedzieć. Nawet wielcy filozofowie (i Sokrates, i Kołakowski) przybierali czasami pozę błazna, by łatwiej im było pokazać światu to, co ważne.
Od czego zależy nasz stan umysłu
Ale… okazuje się, że stan naszego umysłu zależy nie tylko od autentycznie przeżywanych emocji. Właśnie uśmiech, nawet tak zwany śmiech przez łzy, ma jednak sens. I nieważne, co powoduje to „charakterystyczne wykrzywienie ust do góry”. Bo nasz nastrój w ślad za napięciem mięśni też się zmienia. Naturalna droga to: skecz/dowcip — dobry nastrój — uśmiech. Droga wymuszona: sztuczny uśmiech — napięcie mięśni — dobry nastrój.
Że to sztuczne? Czasem tak. Ale jeśli działa… Od 1999 roku działa Fundacja Doktor Clown wprowadzająca śmiech do szpitali, głównie onkologicznych, jako narzędzie terapeutyczne. Warto przypomnieć sobie film pt. „Patch Adams”, oparty na życiorysie Huntera „Patcha” Adamsa. I Adams, i film o nim stały się początkiem śmiechoterapii. Film pokazuje, jak trudno w dzisiejszym świecie po prostu się uśmiechać. I jak fantastyczne śmiech przynosi efekty.

Prawo jazdy na banana, czyli jak uśmiechać się częściej
Jak praktycznie poradzić sobie z „wymogiem powagi” i brakiem uśmiechu? Jak nauczyć się jechać przez życie na bananie? Ten, kto wchodzi z uśmiechem, załatwi więcej! Poniżej kilka wskazówek do zdobycia prawa jazdy na banana, czyli do tego, jak w codziennym życiu uśmiechać się częściej.
Banan pierwszy — ołówek w zębach. Zwróćmy uwagę, że kiedy rozwiązujemy coś trudnego, zdarza się nam przygryzać końcówkę długopisu czy gumkę ołówka. Buzia w ciup. Zatroskana mina. Problem. Kłopot. Wystarczy jednak włożyć do ust ten sam ołówek poziomo. Zmieni się zupełnie napięcie mięśni. Pojawi się „uśmiech”, najpierw sztuczny. Ale po dwóch minutach, w ślad za napięciem mięśni, zacznie nam się zmieniać nastrój.
Banan drugi — palce Roberta Cialdiniego. Ten niezwykle uznany na świecie psycholog nauczył mnie tego kiedyś na warsztatach. Wystarczy podciągnąć dwoma palcami oba policzki w górę. Na tyle wysoko, by kąciki ust też poszły w górę. Ten sztuczny uśmiech powoli przejdzie w naturalny. Do napięcia mięśni policzkowych można też użyć klamerek do suszenia prania ☺.
Banan trzeci — endorfinowy. Często na szkoleniach pytam, co wydziela się w naszym mózgu, kiedy się uśmiechamy. Endorfiny! Dają zdrowie i zadowolenie! „To uśmiechnijcie się”, proszę uczestników. „Ale z czego?”. „Z niczego, tak po prostu, sami z siebie…”. „Aaa, tak to nie, jakbyś, Marek, jakiś dowcip opowiedział, to tak, ale tak bez powodu?”. „No ale wiecie, że uśmiechając się, czynicie sobie dobro?”. „Wiemy, ale bez dowcipu z zewnątrz to jednak nie…”. Dziwne, prawda? No ale od dziecka znamy powiedzenia „śmieje się jak głupi do sera” albo „co tak zęby szczerzysz?”. Albo po poznańsku – kielczysz? Po prostu zapomnijmy o tych powiedzeniach i uśmiechajmy się jak najczęściej. Do słońca, do deszczu, do ptaków na niebie — powód nieważny, ważne nasze własne endorfiny.
Banan czwarty — „i ja, i inni”. Taki dziwny zwrot, ale mówi krótko o dwóch rzeczach. Kiedy się uśmiecham, mam lepszy nastrój. Spokojniej oceniam różne sytuacje wokół mnie. I reaguję spokojniej, mam mniej sytuacji trudnych, konfliktowych. A inni? Widząc mój uśmiech, mają automatycznie niższy poziom ostrożności czy obaw. Uśmiechniętych nie ma się co bać. Jak w „Seksmisji — pokazanie, że „agresywność zero!”, uspokajało nawet funkcjonariuszki Ligi.
Podsumowując — jazda na bananie jest niezwykle opłacalna. My sami (endorfiny!) czujemy się lepiej. I zdrowiej. Inni, widząc nasz uśmiech, chętniej idą nam na rękę. Warto więc ćwiczyć. Opornym przypomnę: ołówek poziomo lub klamerki. Od bielizny ☺. Powodzenia!

Marek Skała Trener warsztatowy, coach, mówca inspiracyjny. Właściciel firmy szkoleniowej MEGALIT – Instytut Szkoleń. Od 25 lat prowadzi projekty szkoleniowe i rozwojowe dla największych polskich i światowych koncernów. Napisał cztery bestsellery: „Psychologia Zmiany”, „Manipulacja Odczarowana”, „Skuteczność góra!” oraz „77 Historii, które mogą dać Ci kopa w życiu i biznesie”. Współzałożyciel Polskiej Izby Firm szkoleniowych i członek ICF. W 2019 otrzymał nagrodę Złotego Pióra w Wiedniu.