„Ta nowa”, czyli jak zbudować relację z młodym nauczycielem

W pracy pojawia się nauczycielka zaraz po studiach. To rzadkość w zawodzie, w którym średnia wieku  wynosi 48 lat. Rodzi się zaciekawienie, ale i dystans. Trudny początek może jednak stać się początkiem wartościowej relacji. Dla obu stron.

Według psychologów otaczanie się bardzo młodymi osobami jest korzystne. I nie chodzi tylko o towarzyskie urozmaicenie. Inna optyka, inny system wartości, styl życia, a nawet sposób bycia zmuszają nas do większej elastyczności. A to spory zasób poznawczy. Z wiekiem tracimy elastyczność, zastygamy w swoich przyzwyczajeniach. Przysłowiowa kawa w ulubionym kubku jako poranny rytuał przestaje być metaforą. Mamy już własne wykrystalizowane poglądy. Swoje codzienne nawyki. Znajomości kontynuowane od wielu lat. Ulubione miejsca. To przynosi komfort. Nasze życie jest wygodne i jednocześnie przewidywalne. Jedni będą widzieć w tym atut, bo to zapewni im wyższe poczucie bezpieczeństwa, inni zaczną narzekać na rutynę. Ci ostatni to zazwyczaj osoby z większym zapotrzebowaniem na nowe bodźce. Szukający wyzwań i lubiący nowinki.

Zazwyczaj pod koniec wakacji już myślimy z ciekawością, kto tym razem dołączy do naszego grona w pokoju nauczycielskim. Nowy pracownik wymusza zawsze jakieś zmiany. Nawet jeśli nie musimy dzielić się przestrzenią gabinetu czy wspólnie czegoś ustalać, już sam wysiłek budowania nowej relacji jest jak zastrzyk energii dla mózgu. Oto przed nami mozaika świeżych bodźców. Mózg musi się nagimnastykować, żeby to poznać, a potem oswoić. Na dalszym etapie ocenić i zacząć budować relację. Tym trudniejszą, że nie tylko zależną od naszych preferencji, ale też konfrontowaną z potrzebami drugiej strony. W ten sposób nasze mózgi trenują poznawczo. A to w średnim wieku bardzo korzystny trening.

Początkowy dystans

Rezerwa na samym początku znajomości jest zupełnie naturalna. Gwarantuje nam bezpieczeństwo. To wręcz biologiczny atawizm. Poziom zaufania będzie rósł wraz z upływem czasu. Nie warto tego procesu na siłę przyspieszać. Czasami chcemy kogoś przywitać w gronie życzliwie, z dużą otwartością. Zaczynamy dzielić się informacjami z życia prywatnego, by skrócić dystans. Chcemy się pokazać od „kumpelskiej” strony, proponujemy spotkanie po pracy z resztą współpracowników, pokazujemy rodzinne fotografie w telefonie, zapraszamy do grona znajomych na Facebooku. Nowa osoba może nie być na to gotowa. Ona też przechodzi proces adaptacji do nowych warunków. Mimo że będzie czuła nasze dobre intencje, poczuje się lekko osaczona, nie do końca gotowa na taki poziom relacji. Tym bardziej że już samo pojawienie się w nowej pracy wymaga sporo poznawczego wysiłku. Są tam nowe obowiązki, nowy sposób funkcjonowania. Dopiero kiedy poczuje się pewnie na gruncie pracowniczej logistyki, będzie w stanie pomyśleć o towarzyskich stronach nowego stanowiska.

W przypadku młodego nauczyciela na naturalny dystans może nałożyć się różnica pokoleniowa, która go bardziej podkreśli. Każda ze stron może mieć swoje uprzedzenia i kierować się ugruntowanymi stereotypami. Warto je zauważyć i się im przyjrzeć, by nie stanowiły przeszkody w budowaniu relacji. Powinno nam towarzyszyć przede wszystkim zaciekawienie. Ono jest najlepszym motorem do podejmowania prób kontaktu.


a_nowy_nauczyciel_LS_graf.jpg

Uprzedzenia

Utrwalone w mediach przekonania o danej grupie zawodowej czy pokoleniowej mogą być dla obu stron krzywdzące. Młodzi nauczyciele mogą ulec narracji o srogich, sfrustrowanych i wypalonych pedagogach. Prócz tego mogą przejąć dość powszechny pogląd, że ludzie dojrzali są mniej otwarci na zmiany, skostniali i pracują wyłącznie starymi, żeby nie powiedzieć przestarzałymi, metodami. Z kolei doświadczone grono zetknęło się z krytycznym przekazem o młodych jako nadwrażliwych, roszczeniowych i nieskorych do poświęceń w imię wyższej idei. Gdy pojawiają się pierwsze tarcia na styku innych wartości, warto sobie zadać pytania:

  • Dlaczego mnie to irytuje?
  • Co to mówi o mnie, o moich potrzebach?
  • Czy pomimo tak istotnych różnic jestem w stanie znaleźć rzeczy dla nas wspólne?
  • Co mogę czerpać z tak innej postawy, niż moja?
Nie chodzi o to, aby przejmować wartości czy styl życia osoby, która jawi się jako żyjąca bardziej nowocześnie, bardziej na bieżąco. Raczej przyjrzeć się temu, co ona reprezentuje, zastanowić się, czy dostrzegamy w niej elementy dla nas nie tylko zaskakujące, ale też mogące nieść pożytek. Z tej nowej mozaiki możemy wybierać to, co nam się przysłuży. Taka otwartość daje cenną wymianę doświadczeń. Obie strony zaczynają się sobie przyglądać i czerpać wzajemnie od siebie.

Bez patrzenia z góry

Starsi nauczyciele mimowolnie pragną wejść w rolę mentora. Takie pragnienie jest uzasadnione. Lata doświadczeń, testowania różnych rozwiązań, zebrane laury. Są chętni dzielić się wiedzą. Młodzi jednak niekoniecznie chcą się usytuować na pozycji biorcy, bo to wskazuje na układ hierarchiczny, nawet jeśli niezamierzony. Chcieliby partnerstwa, a nie schematu mistrz-uczeń. Za postawą mentora stoi potrzeba zarówno zawodowa, jak i emocjonalna, charakterystyczna dla ludzi w wieku średnim. Wtedy pojawia się kryzys w postaci robienia bilansu życia, pragnienia udowodnienia słuszności obranej drogi, aby ten bilans mógł wypaść korzystnie. Potrzeba pozostawienia czegoś po sobie, poczucia bycia potrzebnym i istotnym w obszarze, któremu poświęcono spory kawałek życia. Tymczasem młode pokolenie dorastało już w innych warunkach. Promowały one bardziej skłonność do nadążania za nowinkami niż oglądanie się na autorytety i czerpanie z jakiegoś sprawdzonego uniwersum. Zatem obie strony mogą czuć się rozczarowane. Młodzi zarzucą tak zwane patrzenie na nich z góry, starsi – brak uznania im należnego miejsca.

Można jednak budować autorytet starszej koleżanki czy kolegi powoli. Poprzez tworzenie klimatu życzliwości. Wtedy w sposób naturalny młody człowiek zwraca się po radę, pyta o nasze stanowisko, chce poznać inną perspektywę. I to niekoniecznie w kwestii rozwiązań dydaktycznych. Czasem nasza pomoc w niwelowaniu napięcia, jakie będzie towarzyszyć w trudnych momentach, okaże się tą zapamiętaną i nieocenioną. Młodzi nauczyciele doceniają krzepiące gesty, gdy mają tremę przed pierwszą wywiadówką. Chętnie zapytają o sposób na krytyczną teściową. Podzielą się wątpliwościami, czy słusznie jest w danej kwestii napisać do rozżalonego rodzica.

Metryka atutem

Żeby zbliżyć się do młodych i od nich czerpać , nie trzeba się starać upodabniać do kolegów dwie dekady młodszych. Najlepiej działa autentyczność. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby kawę zamienić na matchę, jeśli mamy ochotę eksperymentować. Ale zachowana tożsamość i naturalność jest naszym atutem. Osoby dobiegające trzydziestki mają swoje grono do imprezowania i nagrywania rolek. Nie potrzebują w nas następnego kumpla. Bardziej będzie ich pociągać zakres kompetencji, których sami jeszcze nie nabyli, i bagaż doświadczeń jak z amerykańskiego poradnika. Młodzi widzą w nas ludzi, którzy już sporo doświadczyli, i to jest dla nich atrakcyjne. Posiadamy bowiem zasób, który się gromadzi z upływem czasu. A tego akurat nie znajdą u swoich rówieśników.



Patrycja Karwicka-Bogusz
Innowatorka (ministerialne stypendium), pedagożka, wykładowczyni w Wyższej Szkole Kształcenia Zawodowego, absolwentka szkoły praw człowieka przy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dziennikarka specjalizująca się w tematyce oświatowej, redaktorka naukowa (certyfikat), twórczyni nagradzanych projektów edukacyjnych (ogólnopolskie konkursy grantowe), laureatka ogólnopolskich konkursów literackich.


Interesuje Cię ta tematyka? Przeczytaj również:

Najbardziej aktualne artykuły: