Każdy nauczyciel chciałby, aby jego uczeń miał motywację do uczenia się, aby był ciekawy świata i zainteresowany tym, co dzieje się na lekcji. Tymczasem wielu z nich narzeka, że uczniowie uczą się tylko dla ocen czy do sprawdzianu, a kiedy poproszą o zrobienie zadania, za które nie ma oceny – odmawiają. Dlaczego tak się dzieje? Nasza szkoła, a właściwie system oceniania, jest oparty na schemacie kara-nagroda. Nagrodą jest wysoka ocena czy pochwała nauczyciela, a karą – ocena niedostateczna lub krytyka. Już od najmłodszych klas stosujemy ten system: złote gwiazdki, słoneczka z koroną to nagrody, gradowa chmura to kara. Każdy uczeń o tym wie, choć wydaje się, że to tylko obrazki, a nie oceny. Od najmłodszych klas wdrażamy więc uczniów do uczenia się nie dlatego, że wiedza jest ciekawa i warto ją poznawać, ale po to, by zaliczać tzw. „cele popisowe” oraz unikać kar, czyli tzw. „celów unikatowych”. Warto przy tym pamiętać, że brak nagrody jest odbierany przez ucznia jako kara. Jeśli na tym opieramy motywację, nie dziwmy się potem, że uczniowie nie chcą wykonywać różnych proponowanych przez nas zadań, jeśli nic za to nie dostają.
Jeśli nie kara-nagroda, to co?
Warto się zastanowić, czy w ogóle w szkole da się funkcjonować bez stosowania kar i nagród. Nie tylko w postaci ocen szkolnych czy pochwał, ale również tzw. środków pomagających w dyscyplinowaniu uczniów. Chodzi tu o karanie za tzw. „trudne zachowania” poprzez punkty ujemne. Zdarza się, że podczas szkoleń słyszę od nauczycieli, że gdyby nie było kar, to uczniowie by nam na głowę weszli, a tak to przynajmniej niektórzy choć trochę się boją. No właśnie, czy naprawdę chodzi nam o to, żeby relacja nauczyciel-uczeń była oparta na posłuszeństwie, a uczniowie zachowywali się posłusznie dlatego, że się nas boją? Koncepcja odejścia w szkole od kar i nagród jest oparta na koncepcji Alfiego Kohna, który na podstawie swoich własnych badań i refleksji nad badaniami innych naukowców zachęca do budowania w szkole odpowiedzialności i samodyscypliny, a nie posłuszeństwa. Do czego zachęca nas Alfie Kohn? Jeśli nie chcemy, aby uczniowie uczyli się tylko dla ocen, to warto się zastanowić nad kluczowymi zasadami budowania szkoły bez kar i nagród. Jakie więc one są?
Zasady obowiązujące w szkole, w której nie ma nagród ani kar
Nauczyciele stosują konsekwencje naturalne. Zamiast kary uczeń doświadcza naturalnych skutków swojego zachowania, którymi są np. naprawienie szkody czy zadośćuczynienie koledze czy koleżance.
- Nauczyciele odchodzą od ocen w postaci stopni na rzecz oceny opisowej czy 4-elementowej informacji zwrotnej z oceniania kształtującego. Choć zawsze mówię na szkoleniach, że jeśli nauczyciel zastosuje z tego tylko 3 pierwsze kroki, i tak jest to bardzo dużo.
- Nauczyciele odchodzą od tzw. kultury błędu na rzecz rozwoju ucznia, czyli nie każą za błędy, a o nich rozmawiają. Pozwalają uczniom na ich popełnianie. Uczniowie nie odczuwają wówczas strachu przed złą oceną.
- Nauczyciele doceniają wysiłek ucznia, jego zaangażowanie i wkład pracy.
- Nauczyciele akceptują ucznia bezwarunkowo, okazują empatię i są dla niego wsparciem. Akceptacja i szacunek zapewniają uczniowi poczucie bezpieczeństwa, ale – co najważniejsze – nie mogą być one uwarunkowane wynikami edukacyjnymi czy tzw. „dobrym zachowaniem”.

Komu potrzebne są kary i nagrody w szkole?
Wielu nauczycieli twierdzi, że w szkole muszą być oceny, ponieważ bez nich uczniowie w ogóle by się nie uczyli, ponieważ są leniwych lub nie lubią się uczyć – stąd stosowanie kar i nagród jest konieczne. Gdyby nie groźba napisania uwagi do rodziców, wysłania na karną rozmowę do dyrektora, postawienia oceny niedostatecznej, uczniowie nigdy by się nie uspokoili. Warto zastanowić się, skąd się bierze taki sposób myślenia.
- Czy przypadkiem nie z przekonania, że, jak świat światem, szkoła stoi na nagrodach i karach?
- Czy aby na pewno szkoła oparta na presji, rywalizacji, kontroli, szukaniu błędów i słabości ucznia jest szkołą nowoczesną, na jakiej nam zależy?
Wydaje się, że kary i nagrody są potrzebne nauczycielom jako jedyne dostępny i znany środek dyscyplinujący. Moje doświadczenie zawodowe pokazuje jednak, że wielu nauczycieli wcale nie chce takiej szkoły i ma poczucie, że kary i nagrody nie służą ani uczniom, ani im samym. Nie chcą grać w roli straszaka. Chcą widzieć szczęśliwe, zadowolone dzieci, które na pewno nie potrafią wszystkiego, ale chcą próbować, nawet gdyby efekt okazał się daleki od ideału.
Czego tak naprawdę uczy kara?
Kiedy uczeń łamie zasady czy narusza obowiązujące normy zadaniem nauczyciela jest interweniować, czyli podjąć takie działania wychowawcze, które powstrzymają niewłaściwe zachowanie. Jeśli na tym powinna polegać interwencja nauczyciela, to czy kara naprawdę stanowi skuteczne narzędzie wychowawcze? Co się dzieje, kiedy nakładamy na ucznia kary?
- Nauczyciele oczekują skruchy i poczucia winy, a ukarany uczeń ma poczucie krzywdy.
- Tak naprawdę uczeń nie bierze odpowiedzialności, za zło, które komuś wyrządził, a przerzuca ją zarówno na karzącego, czyli nauczyciela, jak i na rówieśnika, który naskarżył nauczycielowi.
- Kara zawsze jest dla ucznia upokorzeniem i kieruje on uwagę nie na swój czyn, lecz na karzącego nauczyciela jako kogoś, kto jest niesprawiedliwy.
Kara owszem, powstrzymuje niewłaściwe zachowanie, ale nie dlatego, że uczeń przemyślał swoje zachowanie, a z powodu strachu przed kolejną karą. Jednak znacznie częściej zdarza się, że uczeń ze swoim niewłaściwym zachowaniem schodzi do podziemia, czyli dalej zachowuje się w sposób naganny, ale tym razem nie daje się już złapać. Obwiniając za otrzymanie kary nauczyciela, tak naprawdę unika refleksji nad sobą i swoim zachowaniem. Kara to doświadczanie bólu, przykrości, upokorzenia i czasami złości, a te emocje nie sprzyjają refleksji, lecz raczej wyzwalają zachowania buntownicze i agresywne.
Zamiast kary i nagrody postaw na relacje i dialog z uczniami
Rita Pierson podczas wykładu na TED EXO pt. „Każde dziecko potrzebuje mistrza” powiedziała: „Dzieci nie uczą się od tych, których nie lubią. Potrzebują mistrzów i mentorów, a nie funkcjonariuszy systemu”. Nie od dziś zwracamy uwagę na ważność relacji w edukacji. Mamy nawet różne hasła potwierdzające tę ważność, np.:
- Edukacja zaczyna się od uśmiechu.
- Bez relacji nie ma edukacji.
- Edukacja to relacja.
Warto uwierzyć, że relacja uczeń-nauczyciel jest naprawdę ważna. Kiedy uczniowie czują, że są przez nauczyciela lubiani i szanowani i że nauczyciel cieszy się na ich widok, w ich mózgach wydziela się oksytocyna, nazywana również hormonem miłości lub hormonem przywiązania. To ona pozwala zaufać i wpływa na budowanie więzi społecznych. Uczeń, którego ciało i mózg są zalane oksytocyną, zrobi dla nauczyciela wiele, i to bezinteresownie, ponieważ chce to zrobić – chce, żeby nauczyciel był zadowolony.
Nabywanie kompetencji i umiejętności przez ucznia nie powinno być okupione strachem czy utratą wiary w siebie, ponieważ rodzi to problemy ze zdrowiem psychicznym. Uczniowie nie potrzebują ani kar, ani nagród. Potrzebują empatycznego nauczyciela, który doceni ich wysiłki i udzieli im wsparcia i pomocy, kiedy będą tego potrzebować. Nauka oparta na presji, stresie, strachu przed kolejną klasówką czy odpytywaniem nie służy ani uczniom, ani nauczycielom. Uczniowie już to wiedzą. A czy wiedzą o tym nauczyciele?
Literatura - Alfie Kohn, „Wychowanie bez nagród i kar”, Wydawnictwo MiND, Podkowa Leśna 2013.
Marzena Jasińska Trener, dyplomowany coach, doradca rodzinny. Od lat wspiera rodziców w konsultacjach indywidualnych oraz warsztatach psychoedukacyjnych. Swoją pracę opiera na filozofii Jespera Juula, założeniach Rodzicielstwa Bliskości oraz Porozumienia Bez Przemocy. Specjalizuje się w zakresie neurodydaktyki oraz uczenia się uczniów. Ekspert rozwoju osobistego, komunikacji, negocjacji. W swojej pracy zajmuje się także tematyką mediacji szkolnych, procesów grupowych, zarządzania zmianą w organizacji i zarządzania zespołem. Prywatnie mama dwóch dorosłych synów.