Librus

Oficjalna aplikacja Librus

Jak pracować nad sobą, by czuć się lepiej?

Pandemia trwa. Rygory sanitarne, mocno ograniczone kontakty, także z bliskimi, praca zdalna i nauczanie zdalne… Coraz trudniej zauważyć pozytywne aspekty tej sytuacji, coraz więcej pesymistycznych myśli i negatywnych emocji. Jak sobie z tym radzić, gdy każdy plan za chwilę się wali, a kolejne dni nie przynoszą optymizmu?

Po pierwsze: “Przechodź spokojnie przez hałas pośpiech i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy”

Nie, nie! Nie zamierzam zachęcać do medytacji (chyba, że ktoś lubi…), ale do spojrzenia na codzienność, jak na przestrzeń, którą najpierw sami kształtujemy, a potem ona kształtuje nas. Zaczyna się od pozornie nic nieznaczących nawyków: sposób w jaki się budzimy, poranne rytuały, jedzenie w pośpiechu, godziny wypełnione kolejnymi zadaniami, świecące ekrany komputera, tabletu, telefonu… Jeśli praca zdalna, to czasem jeszcze włączony telewizor, często radio, muzyka, w tle dobiegające rozmowy innych domowników (lub w biurze – współpracowników). A potem przychodzi wieczór… Jeden z moich znajomych powiedział do mnie: “Jeśli nie czuję się wieczorem złachany, to mam poczucie niedosytu, że można było wykorzystać czas lepiej”. Naprawdę o to chodzi?

Dla dobra swojego ciała i umysłu korzystnie jest zaprzyjaźnić się z ciszą. Ona pozwala usłyszeć swoje myśli, skupić uwagę na swoim ciele, jego potrzebach. Pozwala zaopiekować się sobą. To zaspokojenie naturalnej potrzeby człowieka, żeby ktoś się o nas troszczył. Więc najpierw ja zatroszczę się o siebie.

Po drugie: “Bądź na dobrej stopie ze wszystkimi”

“Ale ona jest okropna!” “Ale on się ciągle wtrąca!” “Ja mam być grzeczny, a inni mogą się tak zachowywać?”. Każdy bodziec (zaobserwowane zdarzenie, usłyszane słowa, myśl) wyzwala w nas najpierw emocje, potem dopiero działanie. Jeśli przyjrzę się moim emocjom, to zobaczę, że są wtórne. Rodzą się, bo przyzwyczaiłam mój mózg do takiego reagowania. Im częściej powtarzają się podobne bodźce, tym mocniej trenuję emocje. I wchodzę w zaklęte koło: przeżywam niechciane emocje, to zwiększa moje negatywne pobudzenie, więc odczucia stają się jeszcze silniejsze, bo stale trenowane.

A może czas zobaczyć, że różnimy się w wielu aspektach. Inaczej postrzegamy, oceniamy, reagujemy na podobne sprawy. Zamiast denerwować się i wyzwalać coraz silniejszą złość na innych, może warto zadać sobie pytanie: “Co tak naprawdę mnie złości w tym człowieku?”. A kiedy już znajdę odpowiedź, to podjąć działanie: powiedzieć, zdystansować się, zaakceptować, unikać. I tego samego oczekiwać dla siebie. Najważniejsze, aby pamiętać, że inni nie muszą wiedzieć, jakie są moje potrzeby, co mi się podoba lub nie, jakie jest moje zdanie w konkretnym temacie. Oczekiwanie, że inni się domyślą jest skazywaniem siebie na ryzyko przeżywania trudnych emocji związanych z niezaspokojonymi potrzebami.

Po trzecie: “Niech Twoje osiągnięcia zarówno jak plany będą dla Ciebie źródłem radości”

“Jakie plany? Przecież cokolwiek zaplanowałam, to się rozsypywało, bo sytuacja jest właściwie nieprzewidywalna”. Ale nie o plany chodzi, a o planowanie, o refleksję nad zagospodarowaniem czasu, np. pracy zawodowej. Specjaliści podpowiadają, aby nie planować więcej niż 60% szacowanego czasu. Następne 20% przeznaczając na sytuacje nieprzewidziane (opóźnienia, błędy w szacowaniu trudności, dodatkowe sprawy bieżące), a pozostałe 20% na czynności inne (dojazd, relaks, posiłek, telefon od mamy). Poza tym ważne są priorytety: ustalenie celów, które w pierwszej kolejności trzeba zrealizować.

Planując, mam szansę na zobaczenie czasu jako miejsca, w którym lokuję swoje zadania, ale też znajduję przestrzeń dla realizowania swoich potrzeb. A że dzisiaj się nie powiodło? “Ciekawe dlaczego? Za dużo zaplanowałam? Źle oszacowałam? O czymś zapomniałam i potem mnie zaskoczyło? A może przyczyną było jeszcze coś innego?”. Taka refleksja pozwoli na zidentyfikowanie “pożeraczy czasu”: przydługie rozmowy telefoniczne, korzystanie równocześnie z różnych urządzeń (tablet, smartfon), komunikatory, media społecznościowe, nadmierny samokrytycyzm, nieustające poszukiwanie informacji o sytuacji w kraju i na świecie itd. Da mi także szansę, aby mieć czas na radość z tego, co dzisiaj zrobiłam.

Po czwarte: “Bądź sobą”

Nie muszę zachowywać się tak, jak chcą inni, jestem wartościowym człowiekiem także wtedy, gdy innym nie podoba się moje zachowanie lub wtedy, gdy popełniam błędy. Media mogą wywierać na nas presję: wygląd (“Schudnij!”), ubiór i uczesanie (“Tylko trendy promowane przez celebrytów!”), wystrój mieszkania (“W tym sezonie odcienie beżów i brązów!”), cała Polska biega, jeździ na rowerze, morsuje… Świetnie, jeśli tego chcę i oceniam, że to jest dla mnie dobre. Ale jeśli mam inne potrzeby, inny styl, inny wygląd? To także świetnie! Jestem indywidualnością, mam prawo przeżywać swoje życie tak, jak chcę, nie krzywdząc nikogo.

A błędy? Kto ich nie popełnia? Są częścią nabywania wiedzy i zdobywania umiejętności. Popełniając błąd, wyzwalamy w sobie energią i motywację, która powoduje, że lepiej i skuteczniej się uczymy. Błąd to informacja. Cenna wiadomość dla naszego umysłu. Tylko trzeba ją właściwie odczytać: “Masz nową wiadomość: teraz już wiesz czego unikać, aby dobrze wykonać to zadanie!”.

a_jak_planowac_pandemia_LR_graf.jpg

Po piąte: “Rozwijaj siłę ducha”

Ostatnio pojawia się coraz więcej publikacji na temat uważności. To pochodzący z buddyzmu sposób postrzegania rzeczywistości, w którym uwaga jest skupiona na analizie moich emocji, wyzwalanych przez sytuacje i ludzi. Bez oceniania. To droga do osiągnięcia wewnętrznej równowagi. Dla każdego? Tak. Dla każdego, kto chce tę wewnętrzną równowagę osiągnąć i jest cierpliwy. Na czym polega ta metoda?

Wróćmy do codziennych rytuałów, o których pisałam wcześniej. W treningu uważności każdy element tych rytuałów będzie wart skupienia uwagi. I tak: zanim otworzę oczy – mogę skupić uwagę na kolejnych obszarach mojego ciała, podczas zakładania ubrań – pogłaskać sweter, poczuć jego fakturę i ciepło, w czasie śniadania najpierw przyglądnąć się temu, co na talerzu (nie od dzisiaj wiadomo, że jemy oczami), potem delektować się smakiem. Jak mawia inny mój znajomy: “Szczytem lenistwa jest wstawać wcześniej, żeby dłużej nic nie robić!”. Ja już spróbowałam. Jestem w tym mistrzem! I jestem z tego dumna.

Powiecie: “A gdzie tu siła ducha?”. Spokojnie. Przyjdzie. Bo od drobiazgów poczynając, przechodzimy dalej. Koncentrujemy uwagę na ludziach, z którymi rozmawiamy. Kontrolujemy emocje, stopniowo ucząc swój umysł innego sposobu reagowania na ludzi, sytuacje, zdarzenia. Wykonując kolejne zadania dnia, zaczynam stopniowo eliminować te, z których nie jestem zadowolona i robić miejsce dla tych, które chcę wykonywać. Tak! Także zawodowo, kiedy przychodzi do zrobienia czegoś, czego nie lubię, to po prostu to robię, bo jest to część pracy, którą wybrałam. A że nie zawsze jest taka, jak w moich marzeniach? No cóż. To czas się temu przyjrzeć bez oceniania, a potem podjąć decyzję.

Podsumowując

“Chcę być szczęśliwa!”, “Chcę szczęścia!” To chyba najczęściej powtarzana odpowiedź na pytanie: “Czego chcesz od życia?”. Ale kiedy pada następne: “A czym jest dla ciebie szczęście?” różnimy się ogromnie. I niech tak będzie! Dążenie do realizacji swojej wizji szczęścia jest prawem każdego człowieka. Jest tylko jeden warunek: moje szczęście nie może stanowić przeszkody dla szczęścia innych ludzi. Takiej wizji sprzyja dążenie do wewnętrznego spokoju, radość z każdej chwili, postrzeganie nowych (także trudnych) doświadczeń jako szansy na rozwój, optymizm i pogoda ducha, a także harmonijne współżycie ze światem, w czym niebagatelną rolę odgrywa uważność.

To wcale nie są nowe przemyślenia. Max Ehrmann, autor “Desideraty”, której fragmenty posłużyły mi jako śródtytuły, w swoim tekście dokładnie o takim szczęśliwym życiu pisze: “Bądź pogodny”, “Dąż do szczęścia”. I pewnie można by tutaj przytaczać cytaty z wielu innych źródeł, które podpowiadają, jak być szczęśliwym. Jak to jest? Niby to wszystko wiemy, rozumiemy, chcemy, a jednak ciągle to takie trudne. Każdy czas może być dobry, trzeba go tylko takim uczynić. I tego wszystkim Czytelnikom życzę!






Źródła cytatów w tekście: 
  • https://www.fuw.edu.pl/~jziel/dezyderata.html

Maria Tuchowska
Nauczyciel dyplomowany, polonista i teolog. Posiada wieloletnie doświadczenie w pracy z dziećmi i młodzieżą w placówkach integracyjnych różnego poziomu, edukator, coach, przeprowadziła ok. 600 szkoleń z zakresu kompetencji psychospołecznych nauczycieli, prawa oświatowego, pracy z dziećmi i młodzieżą z różnego typu zaburzeniami. Specjalizuje się również w tematyce dotyczącej zagadnień związanych z obecnością rodziców w szkole.
x

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Za ich pomocą zbierane są informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je m.in. w celach statystycznych, funkcjonalnych oraz dostosowania strony do indywidualnych potrzeb użytkownika i wyświetlania dopasowanych treści o charakterze marketingowym. Korzystając z serwisu bez zmiany konfiguracji przeglądarki, wyrażasz zgodę na zapisanie plików cookies w pamięci Twojego urządzenia. Możesz samodzielnie zarządzać cookies zmieniając odpowiednio ustawienia w Twojej przeglądarce. Więcej informacji o zasadach przetwarzania Twoich danych osobowych oraz przysługujących Ci prawach znajdziesz w Polityce prywatności.