W popularnym serialu telewizyjnym każdy odcinek rozpoczyna się sceną, podczas której rodzice z synami oglądają któryś z albumów rodzinnych. Toczą się rozmowy: „Pamiętasz?... A, to było wtedy, gdy… To chyba ciocia… A to Pani Ola, ta która…” ktoś pamięta tak samo, ktoś inaczej, trwają dyskusje, płyną wspomnienia, jest wspólny śmiech, wzruszenia, czasem nutki smutku, „bo ich już nie ma”. Albumy na zdjęcia
Od momentu, gdy na rynku pojawiły się aparaty cyfrowe, zmieniło się podejście do robienia zdjęć. Kiedyś fotografia dawała możliwość uwiecznienia ważnych momentów życia, często wymagała wiele zachodu (jak chociażby wizyta u fotografa). Teraz aparaty cyfrowe w telefonach towarzyszą nam stale, utrwalamy codzienność, czasem zabawne sytuacje, czasem to, co może być użyteczne, np. fotografując produkt w sklepie stacjonarnym, aby porównać ceny w sklepach online. Coraz częściej także stosujemy filmowanie, zamiast fotografowania. Foldery w telefonach, komputerach, w których przechowujemy te utrwalone treści, aż puchną od zawartości. A kiedy ostatnio przeglądałeś(-aś) te fotografie czy filmy? Do czego nam dzisiaj służą?
Babcie i dziadkowie pieczołowicie umieszczali w pięknych albumach ważne dla nich zdjęcia, opisywali datą, często podpisywali osoby, które na zdjęciu zostały uwiecznione. We wspomnieniach dzisiejszych dziadków przeglądanie tych rodzinnych „skarbów” urosło do rangi magicznych wręcz chwil. Dlaczego? Ponieważ oglądanie albumów zawsze wymaga odłożenia innych czynności, skupienia uwagi na tym, co na zdjęciach, prowokuje to także rozmowy, wspomnienia, wzruszenia, radości, smutki. Buduje więzi z tymi, którzy są obecni w naszym życiu. Przywołuje wspomnienia o tych, których już nie ma, ale pozostali na zdjęciach, dając poczucie ciągłości w historii rodziny. Przypomina także o tych, którzy kiedyś na krótko zagościli w naszym życiu, jak znajomi z wyjazdów, kursów, szkoły czy studiów. Oglądanie zdjęć na ekranie zabrało ten czar magicznych chwil, a tworzenie albumów książkowych wymaga czasu. Fotografie trzeba posortować, oddzielić te najważniejsze od niezliczonych mniej ważnych, może opisać. Czy to warte tego czasu? Przecież ciągle go za mało.
Podobizna z przeszłości
Nasza pamięć przechowuje wszystko, czego doświadczyliśmy (świadomie lub nie), ale na wydarzenia, obrazy osób z przeszłości, nakładają się inne bardzo liczne doświadczenia, przeżycia, spotkania. Coraz trudniej zachować wspomnienia bez „retuszu” nakładanego w kolejnych dniach czy latach. Mocno zapisane są zazwyczaj te, których często nie chcemy pamiętać, zagrzebujemy je głęboko w podświadomości. Radosne, przyjemne chwile szczęścia łączą się z podobnymi zdarzeniami, a czasem nawet z wyobrażeniami dotyczącymi danych wydarzeń, ucieka ich niepowtarzalność. Fotografia pozwala zajrzeć do nietkniętych czasem obrazów, które pamiętamy już inaczej. Wtedy przychodzi zdziwienie: „To naprawdę ja?”, czasem olśnienie: „Faktycznie, byłam na zamku w Malborku, to wtedy poznaliśmy tego Krzyśka, pamiętasz? Taki wysoki, chudy koszykarz, w której to drużynie grał?”. Obrazy z przeszłości uruchamiają skojarzenia, wydobywając z pamięci przeżycia. I czasem budzą refleksję: „Gdzie się podział tamten chłopiec? Tamta dziewczyna z warkoczami? Jak daleko odeszliśmy od tamtych ideałów”.
Klasowe wspomnienia
Kiedy oglądamy albumy rodzinne wspólnie z własnymi dziećmi, odkrywają one, że rodzice też kiedyś mieli po kilka, kilkanaście lat, mieli trądzik, za długie ręce i nogi, nosili dziwne fryzury i bywali na koncertach rockowych. Przy okazji pojawiają się rozmowy o tamtych pasjach, przeżywanych frustracjach, kłopotach, może o różnych znajomościach, które nie przetrwały próby czasu. To nie tylko pozwala dzieciom zobaczyć pełnowymiarowego człowieka w mamie czy tacie. Jest także okazją do oswojenia trudnych sytuacji. „Jak ja przeżywałem ten trądzik, no mówię Ci, miałem wrażenie, że wszyscy tylko pryszcze widzą”. Może być wstępem do rozmów na „trudne” tematy: „Popatrz, w trzecim rzędzie stoi tata, widzisz? Jeszcze wtedy nawet nie myślałam, że będzie moim mężem. Ale pierwszą randkę już mieliśmy wtedy za sobą. Zaprosił mnie do…”.
Tych, których już nie ma
Wspólne oglądanie rodzinnych fotografii to okazja, by w pamięci kolejnych pokoleń utrwalić ważnych dla nas ludzi, których nasze dzieci nie mogą pamiętać, bo odeszli przed ich urodzeniem albo w czasie, gdy były małe. Nawet jeśli pojawia się u nas smutek, to dobrze. Emocje pokazują, że byli dla nas ważni, a teraz, dzięki tym wzruszeniom, czasem łzom, mogą stać się ważni dla naszych dzieci. Poczucie więzi międzypokoleniowej może się tworzyć i utrwalać w tak prozaicznej czynności, jak oglądanie rodzinnych albumów.

Rodzinny dom
Myślę, że wartości przeżyć, które mogą generować chwile spędzone przy oglądaniu rodzinnych zdjęć, nie da się przecenić. Ta wspólnota emocji, czas budujący relacje, odkrywanie w przeszłości swojej tożsamości, podobieństw do dziadków, pradziadków, może talentów odziedziczonych po przodkach, miłości i przywiązania do konkretnego miejsca na ziemi, z którym wiąże nas tak wiele wspomnień. To po prostu przeżywanie domu, jako wspólnoty osób, ale także chwil i miejsc. W czasach, gdy tempo i specyfika życia każe nam pędzić od nowego do nowego, gdzie zmienność stała się podstawą funkcjonowania, taka stałość, jaką stanowią albumy rejestrujące i zatrzymujące czas, pozwala na złapanie oddechu w codziennym, często zwariowanym tempie życia.
A może kiedyś Twoje dzieci same lub razem ze swoimi dziećmi, będą budować swój dom na ciągłości tych wspomnień. I chociaż mogą być daleko, może to być już bardzo, bardzo oddalone w czasie od Waszych wspólnych chwil, to poczują dom, który ocaleje zawsze, nawet w złych czasach.
Maria Tuchowska Nauczyciel dyplomowany, polonista i teolog. Posiada wieloletnie doświadczenie w pracy z dziećmi i młodzieżą w placówkach integracyjnych różnego poziomu, edukator, coach, przeprowadziła ok. 600 szkoleń z zakresu kompetencji psychospołecznych nauczycieli, prawa oświatowego, pracy z dziećmi i młodzieżą z różnego typu zaburzeniami. Specjalizuje się również w tematyce dotyczącej zagadnień związanych z obecnością rodziców w szkole.