Jedną z najsilniej poruszających mnie metafor związanych z rodzicielstwem jest postać rodzica dmuchającego w jeszcze nie całkiem rozwinięte skrzydła swojego dziecka, które unosi się nad ziemią i leci, leci, leci… tam, gdzie chce. Dać dzieciom skrzydła. Tylko jak to zrobić? Jak być sojusznikiem swojego dziecka
Sojusznik to ktoś, kto wspiera inną osobę, pomaga jej, współpracuje w realizacji wspólnych celów, jest sprzymierzeńcem. W sytuacji, gdy sojusznikiem jest rodzic, a osobą wspieraną dziecko, nie ma odwrotnej relacji. Ten sojusz działa jako wsparcie w realizacji celów rozwojowych dziecka, które są realizowane wspólnie z rodzicami lub tylko z jednym z nich. Dziecko nie ma kompetencji ani wystarczającej dojrzałości, aby stanowić dla siebie wsparcie – potrzebuje do tego dorosłego opiekuna. W żadnym wypadku nie może być sojusznikiem swojego rodzica, ponieważ obciążenie psychiczne związane z odwróceniem ról może destrukcyjnie wpłynąć na jego rozwój. Jedynym celem rodziców-sojuszników jest prawidłowy rozwój dziecka w różnych obszarach:
- Biologicznym: zdrowa dieta, sen, aktywność ruchowa dostosowana do wieku, opieka medyczna;
- Poznawczym: uczenie się oparte na adekwatnych wymaganiach, poznawanie świata przez doświadczenie, realizacja wyznaczonych celów poznawczych;
- Emocjonalnym: rozumienie i zarządzanie emocjami, budowanie samoświadomości swoich stanów emocjonalnych i możliwości samoregulacji, rozwiązywanie konfliktów i innych sytuacji trudnych, asertywność;
- Społecznym: budowanie i podtrzymywanie relacji z rówieśnikami i dorosłymi, zaangażowanie społeczne, znajomość norm społecznych i stosowanie się do nich;
- Prospołecznym: rozwijanie empatii i zaangażowania w proces wspierania innych, szczególnie słabszych.

Jak wspierać dziecko na co dzień
- Bądź blisko. To wcale nie oznacza stałej obecności fizycznej, raczej towarzyszenie dziecku w sensie emocjonalnym, wspierająca cierpliwość bez pospieszania, umożliwianie podejmowania prób lub naprawiania błędów, życzliwa współpraca pokazująca, że w każdym działaniu jest miejsce dla tych, którzy już opanowali daną umiejętność i dla tych, którzy się uczą. Ale w tej bliskości jest także miejsce na przygotowywanie dziecka do nowych zdarzeń: do wyjścia do przedszkola, pierwszej wizyty u dentysty, do wejścia w wiek nastoletni z burzą hormonów i rewolucją w mózgu, która może być wzbogacającym etapem rozwojowym lub tsunami, które zmiecie poczucie wartości i samoocenę dziecka. Obecność ta jest konieczna, gdy w życiu dziecka dzieją się rzeczy trudne, czasem przerażające: potwory w ciemności, śmierć zwierzęcia, pierwsza zawiedziona miłość, poczucie krzywdy.
- Akceptuj dziecko takim, jakie jest. Ono nie wybierało, jakie będzie, tym bardziej nie miało możliwości, aby decydować o zaburzeniach czy innych problemach rozwojowych. Ono jest. I to cały cud rodzicielstwa. Dziecko jest człowiekiem, które żyje tu i teraz, a nie kiedyś będzie… Ono czuje, chce być kochane i bezpieczne, chce się cieszyć każdą chwilą, którą przeżywa. A Ty możesz się cieszyć tymi chwilami wspólnie z nim.
- Daj sobie prawo do popełniania błędów. Jesteś człowiekiem, a ludzie nie są doskonali. Najważniejsze, aby podejmować refleksję także – a może przede wszystkim – nad swoim postępowaniem. Jeśli dziecko w Twojej ocenie postępuje niewłaściwie, to najpierw zadaj sobie pytanie, co mogło spowodować takie zachowanie, pamiętając, że dziecko uczy się, naśladując. Bądź krytycznym wobec swoich nawyków i przywar, szukaj możliwości zmian. A jeśli coś jest trwałe w Twojej osobowości, buduj własną świadomość i rozmawiaj o tym z dzieckiem. Byłam kiedyś świadkiem rozmowy ojca z kilkulatkiem. Jeździli obaj na rolkach po alejkach parkowych, obaj zmęczeni opadli na ławkę, w sąsiedztwie której siedziałam. Chłopak, dysząc, zwrócił się do ojca podniesionym, pełnym pretensji tonem: „Mam dość, nie chcę już jeździć”. Ojciec spokojnie wyjął butelki z wodą z plecaka, jedną podał chłopcu, a gdy sam zaspokoił pragnienie, powiedział: „Rozumiem, jesteś zmęczony. Za duży dystans. To mój błąd. Przepraszam, że nie uwzględniłem Twoich możliwości”. Posiedzieli jeszcze kilka minut, popijając wodę. „To jak będzie, synu, masz siłę dojechać do końca parku?”. Chłopiec już całkiem innym tonem odpowiedział: „Jasne”, a potem przybili piątki i pojechali wolno w stronę parkingu. Patrzyłam za nimi i myślałam sobie, jaki to mądry i nakierowany na potrzeby dziecka ojciec, który potrafi głośno przyznać się do błędu, rozumiejąc, że każdy człowiek ma swoje granice i forsowanie na siłę swoich planów może więcej szkodzić, niż pomagać.
- Pozwalaj dziecku popełniać błędy, ponieważ tylko wtedy może naprawdę się nauczyć. Jeśli dziecko pokłóci się z kolegą czy koleżanką, nie wchodź w ten konflikt. Obserwuj, pytaj, ale nie doradzaj, raczej motywuj do podjęcia własnych rozwiązań: „Masz pomysł, jak to rozwiązać?”, „Zastanawiałeś się nad tym, co się wydarzyło?”, „Chcesz o tym pogadać?”. Tylko wtedy, gdy samo podejmuje decyzje, rozwija w sobie poczucie sprawczości, które sprzyja samoocenie i poczuciu wartości, a to wpływa na odporność psychiczną. Rozwijając w sobie kompetencje w zakresie radzenia sobie z trudnymi sytuacjami – bez względu na to, czy są to trudności szkolne, w relacjach czy związane z emocjami – dziecko zwiększa swoje zaufanie do siebie, a to czyni je silniejszym.
- W sytuacjach zagrożenia, reaguj natychmiast. Bezpieczeństwo jest nadrzędne, więc jeśli słyszysz od dziecka, że inni mu dokuczają, hejtują, straszą, że boi się iść do szkoły czy na trening, nie odkładaj tego na potem, mówiąc: „Musisz być silny”, „Mężczyźni nie płaczą”, “Nie bądź beksą”.. Taka postawa nie pomoże Twojemu dziecku, a raczej osłabi wasze relacje. To Ty jesteś jego sprzymierzeńcem, który stoi pół kroku za nim, czyli strzeże jego bezpieczeństwa, gdy się zachwieje. Wspieraj i podejmuj działania, aby je zabezpieczyć. Wyjaśniaj, co robisz, rozmawiaj o podejmowanych decyzjach, włączaj dziecko w te działania, wtedy wyjdzie wzmocnione.
- Pozwól sobie na odpoczynek. Twój dobrostan jest najskuteczniejszym narzędziem wspierającym Cię w działaniach na rzecz dziecka. Zmęczony, sfrustrowany, skoncentrowany na trudnościach zamiast na możliwościach rodzic – zapomina, żeby dmuchać w skrzydła dziecku. Może zabraknie mu tchu…
Jesteś dobrym rodzicem. Dbaj o siebie.
Maria Tuchowska
Nauczyciel dyplomowany, polonista i teolog. Posiada wieloletnie doświadczenie w pracy z dziećmi i młodzieżą w placówkach integracyjnych różnego poziomu, edukator, coach, przeprowadziła ok. 600 szkoleń z zakresu kompetencji psychospołecznych nauczycieli, prawa oświatowego, pracy z dziećmi i młodzieżą z różnego typu zaburzeniami. Specjalizuje się również w tematyce dotyczącej zagadnień związanych z obecnością rodziców w szkole.