Librus

Oficjalna aplikacja Librus

Z „Dziennika młodej nauczycielki”

Skończyłam filologię polską, specjalność nauczycielską, z oceną wyróżniającą i 1 września 2018 roku rozpoczynam swoją pierwszą wymarzoną pracę – dostałam pełny etat w szkole podstawowej w moim rodzinnym mieście! Postanowiłam zapisywać wszystko w moim „Dzienniku młodej nauczycielki”. Dla potomnych!


24 sierpnia, piątek

Dostaliśmy maila od dyrektorki, że mamy być w szkole od 28 do 30 sierpnia w celu przygotowania nowego roku. W dokładnej rozpisce konferencje, egzaminy poprawkowe, szkolenie BHP, spotkania zespołów przedmiotowych, przegląd sal lekcyjnych, przydział obowiązków. Wpisałam wszystko dokładnie do mojego nowego, czystego kalendarza nauczycielskiego. Już nie mogę się doczekać!


28 sierpnia, wtorek

Od 8 rano w szkole. Najpierw spotkanie nowych nauczycieli z dyrekcją – jakie są oczekiwania i wymagania wobec nas, co nam wolno, czego mamy przestrzegać, jak się ubierać, z czym do kogo się zwracać. Zadaję trochę pytań i usiłuję wszystko zapamiętać. Od 10 moja pierwsza konferencja – jestem trochę oszołomiona. Przedstawiam się Radzie Pedagogicznej – prawie 60 osób. W trakcie całego dnia próbuję się zorientować, kto czego uczy i jak się nazywa.

Dostałam przydział obowiązków – 4 klasy języka polskiego, wychowawstwo w klasie V. Notatki zajęły mi parę stron – muszę przeczytać regulaminy, odebrać listę uczniów klasy, wziąć od informatyka dane dające mi dostęp do dziennika elektronicznego, wziąć z biblioteki podręczniki i podstawę programową, ustalić z polonistkami realizowany program nauczania i jeszcze mnóstwo innych spraw. Jest miło i sympatycznie, ale tego wszystkiego jest strasznie dużo. Kończymy o 13. Udaje mi się dostać wszystko od miłej bibliotekarki – w bibliotece na wszystkich stołach i na podłodze mnóstwo nowych podręczników poukładanych w różne stosy. To bezpłatne podręczniki i ćwiczenia dla uczniów, dostaną je do użytku na rok. Dziwne, za moich czasów to rodzice kupowali nam podręczniki. Wychodzę ze szkoły po 15. W domu czytam część regulaminów – zapisuję sobie nasuwające mi się pytania i wątpliwości. Koło 20 już niewiele kojarzę. Pora na kolację i jakiś odpoczynek z książką – przeglądam nowy ciekawy podręcznik z języka polskiego do klasy IV. Zasypiam przy zapalonym świetle.


29 sierpnia, środa

Już od ósmej w szkole ruch, uczniowie ćwiczą do akademii na poniedziałek, nauczyciele przenoszą swoje rzeczy między salami, jest głośno i radośnie. Wygląda, że cieszą się na rozpoczęcie roku szkolnego. U kadrowca sprawdzenie moich dokumentów – dyplom z przygotowaniem pedagogicznym, zaświadczenie z sądu, że nie jestem karana, podanie o przyjęcie do pracy. Kadrowa stwierdza, że seks w porządku – muszę mieć dziwną minę, bo ze śmiechem wyjaśnia, że nie figuruję w rejestrze sprawców przestępstw na tle seksualnym! Jeszcze zdolność do pracy od lekarza medycyny pracy, kilka innych papierków. Umowę dostanę do ręki 3 września, po stwierdzeniu, że stawiłam się do pracy. Pewnie, że się stawię. Już przygotowałam sobie i oficjalny strój, i co powiem swojej pierwszej wychowawczej klasie. Po 13 spotkanie z dyrektorką w sprawie nowego awansu, na sali kilkanaście osób – ja rozpoczynam staż na stopień nauczyciela kontraktowego, dostaję opiekuna stażu, a na maila nowe dokumenty: rozporządzenie o ocenie pracy zawodowej i rozporządzenie o awansie. Wszystko całkiem nowe, nie tylko dla mnie. To nowe rozporządzenia – dziewczyny i opiekunowie staży zadają mnóstwo pytań. 

Ja nie, bo właściwie nie wiem jeszcze, o co w tym wszystkim chodzi. Popołudniu w domu czytam te rozporządzenia – na razie czarna magia. Opiekunka stażu pomoże mi w opracowaniu planu rozwoju, ale dopiero po rozpoczęciu roku, bo odpowiada za akademię. Wieczorem dzwoni Karol z propozycją wyjścia do kina, ale mówię, że niestety nie mogę, bo mam mnóstwo pracy. Jest szczerze zdziwiony, bo przecież rok szkolny zaczyna się dopiero 3 września.

grafika_artykul_dzien_edukacji.jpg

12 września, środa

O punkt ósmej cotygodniowa konferencja Rady Pedagogicznej. Ciekawe, czy jest o czym mówić co tydzień? Na tej – przypomnienie regulaminu dyżurów, ustalenie nowej procedury opracowywania IPETów (kolega z prawej wyjaśnia mi, że to Indywidualny Program Edukacyjno-Terapeutyczny opracowywany dla każdego ucznia mającego orzeczenie z poradni), ustalenie dni wolnych od zajęć dydaktycznych, priorytety Ministerstwa Edukacji Narodowej na ten rok szkolny, właściwie brakuje czasu na sprawy bieżące, kiedy dźwięczy dzwonek.

Potem mam od razu trzy lekcje i dyżury. Na korytarzach nie wiem, gdzie mam patrzeć – dzieci aż się mnożą w oczach, mają jeszcze mnóstwo wakacyjnej energii, a ja dopiero powoli zaczynam je odróżniać. Potem na szczęście mam okienko równocześnie z informatykiem, więc wyjaśnia mi wszelkie sprawy związane z dziennikiem. Po pół godzinie mam wszystko na bieżąco i mogę się zabrać za sprawy klasowe. Od dyrektorki dostaję jeszcze do przeczytania lekturę: Billa Rogersa „Trudna klasa”, tylko na kilka dni, bo potem mają ją przeczytać jeszcze inni nauczyciele. Mam nadzieję, że ciekawa , w kilka dni zdążę, ma tylko 220 stron.

Zabieram kilkoro dzieci z mojej klasy ze świetlicy i robimy w sali gazetkę klasową. Trochę rozmawiamy o ich domach, o rodzinie. Chcę dobrze poznać wszystkie dzieci z mojej klasy – na szczęście to tylko 25 osób. Miłe dzieciaki, mają swoje pasje, ciekawe zainteresowania, opowiadają mi o innych nauczycielach, czas szybko mija. Wychodzę ze szkoły przed 16, a nie jestem jeszcze ostatnia. W torbie niosę do sprawdzenia wypracowanie jednej klasy – mieli do napisania jedną stronę o sobie, swoich zainteresowaniach i planach. Chcę je sprawdzić do jutra, bo powiedziano mi, że dzieci już nazajutrz zapytają o efekty, a poza tym sama jestem ciekawa. Sprawdzam, piszę komentarze, robię sobie notatki. Cała rodzinka śpi, nawet pies posapuje cichutko skulony obok mojej nogi. A miałam jeszcze zacząć dzisiaj pisanie planu rozwoju. Zawsze zdawało mi się, że jestem świetnie zorganizowana. Ale zadania były interesujące – widać, że wszyscy się postarali. Piszą zupełnie nieźle, muszę poszukać im ciekawych konkursów. 


5 października, piątek

Po dwóch lekcjach mam okienko i czas na rozmowę z matką ucznia – przeprasza, że nie była na pierwszym zebraniu, ale pracuje od rana do wieczora. Powtarzam jej co było, daję do podpisania mnóstwo różnych zgód, loguję się do dziennika i sprawdzamy obecności i oceny syna. Potem muszę jeszcze skserować materiały na kolejną lekcję, potem uczę kolejną i następną. O 15 wychodzę ze szkoły, muszę się przygotować – po południu spotykam się z kilkoma osobami z mojej klasy z ogólniaka.


11 października, czwartek

Michałek z mojej klasy przyszedł rano jakiś dziwny, milczący i brudny. Anka głośno stwierdza, że pewnie znowu wlał mu ojciec, bo jest głupi i dostaje słabe oceny, a jego ojciec stale pije. Wysyłam go do pedagoga, a Ankę zapraszam po lekcji na poważną rozmowę. W szóstej klasie połowa klasy nie przeczytała lektury i właściwie wcale się z tym nie kryją. Antek stwierdza, że nie będzie czytać, bo to głupie, a mnie wydaje się, że on po prostu nie umie czytać. Muszę znaleźć dla niego jakiś ciekawy sposób, porozmawiam na początek z opiekunką stażu – to doświadczona polonistka, mam nadzieję, że mi pomoże. Spędzam mnóstwo czasu nad przygotowaniem się do lekcji. Ale już mi wyjaśnili w pokoju nauczycielskim, że jak teraz dobrze sobie przygotuję konspekty i materiały, to potem będę spokojnie z nich korzystać. Uczniowie też zupełnie inni niż na praktykach. Już wiem, że to dlatego, że wtedy na zajęciach byli też ich nauczyciele. Wychodzę z pracy przed 15, idę spacerem do domu. Po drodze kłania mi się kilkoro uczniów, jeden z nich mówi do idącej z nim kobiety: „Mamo, to moja nowa pani z polskiego”. Matka uśmiecha się do mnie. Pamiętam, że chłopiec ma na imię Tomasz i że jego klasa świetnie pracowała na wczorajszej lekcji. Myślę, że dobrze wybrałam zawód. Na pewno nie będzie nudno, stale dzieje się coś nowego, a dzieci są takie pełne energii i kreatywne. Uśmiecham się z satysfakcją. Jest ciepło i słonecznie.

Jutro mój pierwszy Dzień Komisji Edukacji Narodowej, potocznie zwany Dniem Nauczyciela. Upamiętnia rocznicę powstania Komisji Edukacji Narodowej w dniu 14 października 1773 roku, pierwszego w całej Europie organu o randze dzisiejszego Ministerstwa Edukacji Narodowej. Jeśli dostanę jutro jakiegoś kwiatka, ususzę go sobie na pamiątkę. A potem będę dokładać kolejne i kolejne.



Iwona Wanda Grygiel - nauczycielka dyplomowana, III stopień specjalizacji w zakresie nauczania języka polskiego, dr nauk humanistycznych, dyrektorka Szkoły Podstawowej nr 2 w Bytomiu, edukatorka z listy MEN - szkoli nauczycieli jak lepiej uczyć dzieci, ekspertka do spraw awansu zawodowego, egzaminatorka egzaminów zewnętrznych, członek Stowarzyszenia Nauczycieli Polonistów i Komisji Historycznoliterackiej Polskiej Akademii Nauk, rzeczoznawca do spraw podręczników, moderator w programach Centrum Edukacji Obywatelskiej, były doradca metodyczny języka polskiego
x

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Informacje zawarte w cookies wykorzystujemy m.in. w celach statystycznych, funkcjonalnych oraz dostosowania strony do indywidualnych potrzeb użytkownika. Dalsze korzystanie z serwisu oznacza, że zgadzasz się na ich zapisanie w pamięci Twojego urządzenia. Możesz samodzielnie zarządzać cookies zmieniając odpowiednio ustawienia w Twojej przeglądarce.
Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności.