Edukacja dla klimatu i stare lektury? To możliwe!

Kiedy byłam małą dziewczynką, uczennicą klas I-III szkoły podstawowej na początku lat 90., na przedmiocie środowisko uczyliśmy się o lesie i jego funkcjach, o rodzajach zbóż, o wioskach, miastach i ochronie zwierząt. W kolejnych klasach na biologii i geografii pojawił się termin „ekologia”, w moich szkolnych czasach ściśle powiązany z zanieczyszczeniami różnego rodzaju. Dziś w szkole także mówimy o ekologii, ale oprócz niej pojawia się jeszcze pojęcie „edukacja dla klimatu” lub „edukacja klimatyczna” związana z rosnącą świadomością na temat obecnego kryzysu klimatycznego.

Zielona humanistyka

O kryzysie klimatycznym i konieczności uczenia o nim w szkołach pisał na portalu LIBRUS Szkoła biolog i edukator ekologiczny prof. Piotr Skubała („W szkole obowiązkowo o kryzysie klimatycznym” – tutaj). W swoim tekście profesor Skubała dopomina się o to, by w szkole młodzież uczyła się o kryzysie klimatycznym, o tym czym jest spowodowany i co można już, w tym momencie dla klimatu zrobić. Do niego odsyłam po garść faktów naukowych, to dobry początek, jeśli szukacie czegoś, co wyjaśnia (bez straszenia), czym jest ten kryzys.

Jako polonistka nie mam kompetencji biologa, ale wiem, że lekcje języka polskiego także mogą stać się „klimatyczne”, a raczej „dla klimatu”. Od kilku lat w badaniach literaturoznawczych opisuje się nowy nurt – nazywa się go humanistyką ekologiczną, „zielonym czytaniem”, „zielonym pisaniem”. Istnieje także pojęcie „ekokrytyki”. Ja osobiście lubię określenie „zielona humanistyka” i tak sobie je prostymi słowami tłumaczę: to taka postawa, taki sposób myślenia, który zwraca uwagę na miejsce człowieka wśród wszystkich innych istot żywych, które są mu równe. Nie niższe, nie poddane człowiekowi – to byłaby postawa antropocentryczna, czyli stawiająca człowieka w centrum świata. Pozwólcie, że odwołam się do zapewne upraszczającego i nieco śmiesznego obrazu, który pojawia się w mojej głowie, kiedy myślę „zielona humanistyka”. Mój mózg włącza wtedy piosenkę „Życia krąg” z „Króla lwa”. Człowiek jest połączony z fauną i florą, jest elementem kręgu życia, ekosystemu, środowiska. Niestety, człowiek niekiedy podejmuje bezrefleksyjne działania, które to środowisko niszczą.

Zielone spojrzenie na stare teksty

Dobrze, jak zatem na języku polskim czytać „zielono”? Czy potrzebna jest nam do tego literatura współczesna, otwarcie podejmująca problem ekologii, zmian klimatu, degradacji środowiska? Gdyby tak było, nauczyciele poloniści wrażliwi na problemy planety, byliby nieco bezradni – wszak podstawa programowa i bez nowych lektur jest dość obfita.

Moja propozycja nie jest zbyt rewolucyjna: to „nowe” przeczytanie „starych” lektur. W tym sposobie czytania wspiera mnie Magdalena Ochwat jako autorka artykułu naukowego "(Współ)myślenie w humanistyce. Literackie ekokształcenie w epoce antropocenu”, która proponuje współczesne ekokrytyczne odczytanie fragmentów „Pana Tadeusza” czy „W pustyni i w puszczy”. Nie chcąc powielać jej propozycji, przedstawię tutaj kilka własnych pomysłów na przyjrzenie się lekturom z kanonu pod „zielonym” kątem.

Nie chodzi przy tym o to, by na siłę znajdować „nowe” treści w „starych” lekturach, ale by zapytać podczas omawiania ich – jak możemy je interpretować jako ludzie żyjący w XXI wieku, borykający się z problemem przetwarzania śmieci, nadprodukcji, zanieczyszczenia środowiska? Czy oddychamy tym samym powietrzem, co Kochanowski i Mickiewicz? Czy Czarnolas i Świteź współcześnie jest tym samym, co Czarnolas XVI i Świteź XIX wieku? Jaki jest dziś związek człowieka z naturą? To pierwsze pytania, jakie można sobie zadać podczas omawiania klasyki literatury, kiedy chce się na polskim zrobić mały krok w stronę edukacji dla klimatu.

a_klimat_LS_graf.jpg

Mickiewicz nad Świtezią w XXI wieku

Podczas omawiania obowiązkowej obecnie w szkole podstawowej ballady „Świtezianka” Adama Mickiewicza nauczyciele chętnie sięgają po krótkometrażowy film sióstr Julii i Mai Bui, w którym współczesność i czasy dawnych wierzeń  przenikają się, pokazując uniwersalność historii snutej przez poetę i to, że żyje ona w świadomości współczesnych twórców i twórczyń.

Ja proponuję jeszcze inny kontekst współczesny. Sięgnijmy po Mapy Google i zobaczmy, jak jezioro Świteź wygląda obecnie. Jednym kliknięciem przenosimy się na Białoruś i wyświetlamy zdjęcia powiązane ze Świtezią.

Mickiewicz pisze o „dzikich brzegach jeziora”. Takiej dzikości, jakiej poeta był świadkiem, nie zobaczymy  na zdjęciach. Próżno też szukać "dzikiej drogi", którą do domu powraca strzelec. Sądząc po bliskości trasy asfaltowej, która jest widoczna z plaży nad Świtezią, trudno także nad tymi brzegami o ciszę, opisaną w „Świteziance”:

"Cisza wokoło, tylko pod nogą
Zwiędła szeleszcze gałązka”.

Dziś nad brzegami Świtezi jest droga P5, przystanek autobusowy, budki z gastronomią, łódki, kajaki, mnóstwo plażowiczów, miejsca do biwakowania. Na zdjęciach widać, że ktoś robi grilla, ktoś inny zajada drugie śniadanie w przejrzystej wodzie. Zapewne i współcześnie nad brzegami tego jeziora można znaleźć bardziej odludne miejsca, widać jednak, że główna plaża to popularne miejsce wypoczynku.

A gdzie są ludzie, tam są także śmieci. Na zdjęciach nikt ich nie uwieczni, ale pójdźmy o krok dalej. Wpiszmy w wyszukiwarkę internetową frazę „śmieci nad jeziorem”. Przejdźmy do grafiki. Niestety, nie zabraknie tam zdjęć nielegalnych leśnych składowisk śmieci, porzuconych wokół śladów po ogniskach butelek czy plastikowych opakowań… Ludzie z jakiegoś powodu lubią zostawiać za sobą takie niechlubne ślady. Zastanówmy się razem z uczniami, jak wyglądałby dziś spacer młodzieńca z dziewczyną po lesie czy nad brzegami jeziora. Być może trzeba by zmienić wersy wieszcza na

„Cisza wokoło, tylko pod nogą,
z plastiku szeleści butelka”?

Zastanówmy się wspólnie, co o można zrobić z problemem zaśmiecania naszej najbliższej okolicy. Zdaję sobie sprawę, że takimi pytaniami odchodzimy od romantycznego tekstu, ale za to zbliżamy się do problemów początku XXI wieku. I nie jest to abstrakcyjny dla wielu kryzys klimatyczny, tylko coś, co niestety możemy obserwować na co dzień.

Kochanowski w relacji z naturą

O dbałości o najbliższą okolicę można rozmawiać także omawiając niektóre utwory Jana Kochanowskiego, zwłaszcza fraszkę „Na lipę” oraz Pieśń Panny XII z „Pieśni świętojańskiej o Sobótce”. Opisana przez Kochanowskiego wieś jest spokojna, pełna harmonii, piękna. Człowiek w takim otoczeniu czuje się bezpiecznie, ma szanse na odpoczynek od naglących bieżących spraw. Porozmawiamy z uczniami o tym, jak na nich działa kontakt z przyrodą. Czy lubią spędzać czas na tzw. łonie natury? Co im to daje? Czy faktycznie uspokaja i wycisza? Może wspomnijmy o opisanym przez Richarda Louva w „Ostantnim dziecku lasu” zespole deficytu natury? (Więcej: „Trzy książki, które warto przeczytać na wiosnę”). Zwróćmy uwagę na współczesną tęsknotę wielu ludzi za domkiem w lesie bądź domem z ogródkiem gdzieś poza miastem. Skąd ona się bierze? Czy w naszych miastach jest wystarczająco dużo miejsc zielonych, w których jesteśmy w stanie poczuć kontakt z naturą? A może zalewając kolejne place i rynki betonem (tutaj wpiszmy w wyszukiwarkę hasło „betonoza”), nie działamy wcale na swoją korzyść? To problemy, które warto podjąć, wybierając się na wycieczkę do literatury XVI wieku.

Podczas omawiania Pieśni Panny XII jest też miejsce na przyjrzenie się, jak wyglądała gospodarcza strona wsi z czasów Kochanowskiego, a jak wygląda obecnie. W arkadyjskim świecie wykreowanym przez poetę gospodarz orze ziemię i zbiera plony z pola, jest posiadaczem sadów, pasieki, owiec; łowi ryby, poluje na zwierzynę leśną. Gdzie dziś ujrzymy takie gospodarstwo? Jeśli hodowla zwierząt, to raczej przemysłowa. Jeśli ktoś profesjonalnie hoduje krowy czy owce, raczej już nie jest dostawcą jabłek lub ziemniaków. Nieco inaczej wyglądają współczesne gospodarstwa-przedsiębiorstwa, ale raczej nie znajdziemy ich obrazów w literaturze. Zobaczmy, w jaką stronę rozwinęły się gospodarstwa wiejskie od XVI wieku do dziś. Jak dużo (za dużo!) produkujemy żywności, ile jej wyrzucamy. Nietrudno dotrzeć do takich danych. Można też porozmawiać o problemie marnowania żywności w domu i sposobach na jego uniknięcie. Pomocna tutaj będzie strona internetowa inicjatywy badawczej PROM. PROM to skrót od Program Racjonalizacji i Ograniczenia Marnotrawstwa Żywności.

Zachwycić się naturą

Śmieci wokół nas, chęć ucieczki z zabetonowanego miasta, zmiany w gospodarstwach wiejskich, marnowanie jedzenia… To wszystko ważne tematy, ale także – mówiąc delikatnie – niezbyt wesołe. A tymczasem potrzebujemy w życiu pozytywnych wzmocnień, dobrych przykładów i… tekstów, które pokażą nam, jak można zachwycić się przyrodą. A od zachwytu do miłości i potrzeby ochrony tego, co kochane, już niedaleka droga. Czytając teksty pokazujące dobre relacje człowieka z naturą, mamy szansę wykształcić osoby, które będą dbały o środowisko – i to najbliższe, i to trochę dalsze.

Tutaj doskonale sprawdza się "Tajemniczy ogród” Frances Hodgson Burnett. Książka pokazuje pozytywny wpływ natury na człowieka i człowieka na naturę. Jej omawianie to także doskonała okazja do wyjścia ze szkolnej ławki, do zorganizowania spaceru po najbliższej okolicy lub choćby obserwacji przyrody na boisku szkolnym.

Do przyglądania się naturze i do zachwytu nad nią zachęca też Ania Shirley („Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery). Powieściowe opisy przyrody zwykle nie kojarzą się uczniom zbyt dobrze, ale mogą stać się świetnym punktem wyjścia do kształcenia innego, być może uważniejszego, patrzenia na przyrodę wokół nas, do doceniania tego, czego na co dzień być może uczniowie nie dostrzegają. Może to być drzewo na terenie szkoły, trawnik, krzewy za oknem… Proste rzeczy, ale wyobraźmy sobie, co by było, gdyby ich nie było? Czy nie doskwierałby nam brak zieleni? Tutaj wracamy do tego, że człowiek i natura są połączeni, a co za tym idzie, o tę naturę warto dbać, chronić ją i zapobiegać jej degradacji.

Zachęcam do własnych literacko-ekologicznych poszukiwań, do odkrywania „zielonej” strony zarówno prozy, jak i poezji, której także nie brakuje w podstawie programowej z języka polskiego. Zadbajmy o naszą i uczniowską wrażliwość na przyrodę wokół nas, zrobimy wtedy mały krok w stronę lepszego klimatu, nie tylko w znaczeniu przenośnym.

Warto zajrzeć tutaj:





Karolina Starnawska (de domo Jędrych)
Doktor literaturoznawstwa, pracownik Katedry Dydaktyki Języka i Literatury Polskiej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach oraz Szkoły Społecznej (ZOSS STO) w Bytomiu. Zaangażowana w uczenie tego, jak nauczać języka polskiego. W swojej pracy dydaktycznej – zarówno ze studentami jak i z młodzieżą – sięga po różne metody, które opisuje na swoim nauczycielskim blogu (lekcjepolskiego.com). Autorka książki „Portret dziewczynki, dziewczyny i kobiety w powieściach Marii Krüger. Interesuje ją związek wychowania i rozwoju dzieci z naturą, literatura dla młodego czytelnika, w szczególności dla dziewcząt oraz podróże. Marzy o wyprawie na Wyspę Księcia Edwarda.
x

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Za ich pomocą zbierane są informacje, które mogą stanowić dane osobowe. Wykorzystujemy je m.in. w celach statystycznych i funkcjonalnych. Korzystając z serwisu bez zmiany konfiguracji przeglądarki, wyrażasz zgodę na zapisanie plików cookies w pamięci Twojego urządzenia. Możesz samodzielnie zarządzać cookies zmieniając odpowiednio ustawienia w Twojej przeglądarce. Więcej informacji o zasadach przetwarzania Twoich danych osobowych oraz przysługujących Ci prawach znajdziesz w Polityce prywatności.