Nie ma wątpliwości, że każdy z nas, nauczycieli, stara się wykonywać swoją pracę jak najlepiej i wystrzegać błędów. A jednak błądzenie jest rzeczą ludzką i my też nie jesteśmy od błędów wolni. Pół biedy, jeśli na lekcji języka angielskiego zapomnimy dopisać „a” przed rzeczownikiem w liczbie pojedynczej i sprytni uczniowie (chwała im za to!) natychmiast nam na to przeoczenie zwrócą uwagę. To świadczy tylko o tym, że wytworzyliśmy z uczniami więź na tyle silną, że nie obawiają się dzielić swoimi wątpliwościami i nie traktują nas jak autorytet na piedestale. Znacznie trudniejsze do wyłapania (a tym samym do skorygowania) są błędy wychowawcze, które czasem popełniamy nawet po wielu latach pracy i które niestety mogą mieć negatywne skutki dla naszych uczniów w dłuższym horyzoncie czasowym. Czym jest błąd wychowawczy? Antonina Gurycka w książce „O sztuce wychowania” napisała, że jest to „takie zachowanie wychowawcy, które stanowi realną przyczynę (lub ryzyko) powstania szkodliwych dla rozwoju wychowanka skutków, wpisując się na trwałe negatywnie w jego pamięć”.
Jakie błędy uczniowie zauważają u swoich nauczycieli
O tym, gdzie konkretnie zdarza nam się popełniać błędy, porozmawiałam z uczniami, bo nikt lepiej niż oni nie widzi obszarów, nad którymi warto popracować, jeśli chcemy nieustannie doskonalić się w sztuce bycia pedagogiem. Ankieta, o której wypełnienie poprosiłam uczniów ósmej klasy szkoły podstawowej i pierwszej klasy szkoły średniej, była oczywiście anonimowa, bo wytknąć błąd w sferze stosunków międzyludzkich w rozmowie twarzą w twarz jest trudno nie tylko młodym ludziom. Myślę, że stanowiłoby to wyzwanie dla nas wszystkich.
Dlatego tym cenniejsza wydaje się możliwość „przejrzenia się” w słowach tych, z którymi bezpośrednio pracujemy i którzy bywają na nasze potknięcia najbardziej narażeni.
Jakie błędy uczniowie zauważali u swoich nauczycieli najczęściej? - Granie kogoś, kim się nie jest. To pułapka, w którą najczęściej wpadają młodzi (czy to stażem, czy wiekiem) nauczyciele. Klasa szkolna w swojej masie i różnorodności, nierzadko bardzo głośna, bywa obezwładniająca. W pierwszym momencie może się wydawać, że nie zapanujemy nad nią inaczej niż… podchodząc do klasy jak treser w stosunku do dzikich zwierząt – obłaskawiając je. A jak najłatwiej obłaskawić „stado” młodych ludzi? Wydawać by się mogło, że rozwiązaniem jest zniżenie się do ich poziomu i przymykanie oczu na zachowania, których nie aprobujemy. Droga pozornie wydaje się słuszna, lecz wiedzie niestety wprost na manowce.
Uczniowie mają dziwny radar do wyłapywania nieautentyczności i trudno im uwierzyć, że człowiek w wieku ich taty (albo starszy) czuje się ich „ziomem”, a nauczycielka o wyglądzie ich mamy mówi do nich: „Spoko, nic się nie stało”. Criiinge ;-). Wbrew pozorom młodzi ludzie nie szukają w nas przyjaciół. Przyjaciół potrzebują wśród rówieśników. Owszem, oczekują od nauczyciela wyrozumiałości, życzliwości, uważności na ich indywidualność, czasami właśnie nam chcą opowiedzieć o tym, co przeżywają, ale to nie jest tożsame z traktowaniem nas jak kumpli. I dobrze.
W społeczeństwie każdy ma przypisaną rolę: rodzica, nauczyciela, mentora, przyjaciela, kolegi… I niedobrze, kiedy te role się zacierają. Powoduje to zaburzenie poczucia bezpieczeństwa młodych ludzi, a przecież nie od dziś wiemy, że świat bezpieczny to świat z jasno ustanowionymi granicami. Nawet jeśli napisy na koszulkach naszych uczniów mówią coś innego.
- Przenoszenie własnych problemów życiowych czy emocjonalnych na pracę. Komu z nas nie zdarzyło się przyjść do szkoły we wściekłym nastroju po kłótni ze małżonkiem albo sąsiadem na parkingu? Kogo nigdy nie zirytował hałas w klasie? Kto z nas nie był przeziębiony i przez to bardziej drażliwy? Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem… Jesteśmy przecież tylko ludźmi i wszystkim zdarzają się gorsze dni. Albo nawet gorsze tygodnie. Pamiętajmy jednak, że pracujemy z bardzo delikatną materią – żywym człowiekiem, który każdą naszą emocję chłonie jak gąbka. Dlatego warto być wobec młodych ludzi uczciwym. Czujemy, że trudno jest nam na lekcji zachować spokój? Powiedzmy to na głos.
Pamiętam nauczycielkę, którą bardzo szanowaliśmy, bo była merytoryczna, nie robiła „osobistych wycieczek” na lekcji i potrafiła bez trudu (i bez agresji) utrzymać dyscyplinę w klasie. I właśnie ta nauczycielka pewnego dnia przyszła do klasy i powiedziała szczerze: „Miałam dziś bardzo zły poranek. Zdenerwowała mnie klasa, z którą miałam lekcje przed wami. Mówię o tym dlatego, że nie chcę, żeby moje negatywne emocje, którym nie jesteście winni, przeniosły się na was. Bądźmy dziś na siebie uważni”.
Dodam, że zwykle na lekcjach tej nauczycielki byliśmy raczej cicho – tym razem cisza była jak makiem zasiał.
Traktujmy uczniów jak ludzi, a odpłacą nam tym samym.
- Gaszenie pożaru benzyną, czyli agresja w odpowiedzi na agresję. Jaki jest pierwszy odruch osoby, która chciałaby uciszyć głośną klasę? Spróbować ją przekrzyczeć. Tylko że to droga donikąd. Każdy, kto tę „metodę” wypróbował, wie, że nie działa. Uczniowie zachowują się wtedy coraz głośniej, a nauczyciel coraz usilniej próbuje ich przekrzyczeć… W efekcie powstaje jeden wielki harmider, który co wrażliwszych uczniów przyprawia o ból głowy, a nauczyciela o ból gardła. Jedyną skuteczną metodą w takiej sytuacji jest ściszenie głosu albo umilknięcie na chwilę, aby opadły emocje.
Dokładnie tak samo jest w przypadku konfliktu. Jeśli emocje sięgają zenitu i uczeń krzyczy: „Pani jest niesprawiedliwa!”, głośna odpowiedź: „Co?! Ja niesprawiedliwa?! Masz nieodpowiednie zachowanie, jak w banku!” nie zadziała jak czarodziejska różdżka. Sprawi tylko, że uczeń jeszcze bardziej się zacietrzewi, a sytuacja zaogni.
Zamiast tego lepiej poprosić ucznia, żeby został chwilę po lekcji, dając tym samym i sobie, i jemu czas na ochłonięcie, a do tego zapewniając bezpieczną, sprzyjającą porozumieniu i wolną od kibicujących świadków przestrzeń.
- Brak precyzyjnych kryteriów ocen, również nieformalnych. Choć po obserwacji uczniowskich pokoi i szafek można dojśc do wniosku, że chaos jest ich największą miłoścą, jest to tylko złudzenie. Jak już wspominałam, uczniowie kochają jasne reguły. Przedstawienie zasad na początku roku szkolnego i następnie stosowanie się do nich przez cały okres nauki gwarantuje, że pod koniec semestru, nie wspominając o końcu roku, pod klasą nie ustawi nam się rządek „poprawkowiczów”. Uczniowie będą wiedzieć, w jakich granicach mogą się poruszać, jeśli jasno je nakreślimy i przedstawimy.
- Porównywanie uczniów między sobą – zamiast porównywania wyników ucznia w stosunku do tego, co umiał wcześniej. Niestety, choć tyle się mówi o indywidualizacji nauczania, niektórym nauczycielom wciąż „wymyka się”: „To nie może być takie trudne. Przecież Staś i Basia dostali piątki!”. Takie słowa absolutnie w żadnym stopniu nie motywują. Uczeń nie przeskoczy swoich możliwości, a poczucie, że jest gorszy od mitycznego Stasia czy Basi, tylko utwierdzi go w niskim poczuciu własnej wartości, a przecież nie o to nam chodzi.
Zamiast porównywać dzieci między sobą, lepiej powiedzieć: „Widzę, że tego działu do końca nie zrozumiałeś, bo z poprzedniego sprawdzianu dostałeś trzydzieści procent więcej”. Jeśli do tego dojdzie oferta pomocy („Czy możesz przyjść do mnie na godzinę dostępności, żebym jeszcze raz wytłumaczyła ci ten materiał?”), wypowiedź nabierze zupełnie innego wymiaru, nie będzie poniżająca i rzeczywiście pomoże dziecku.

Czy to już wszystkie błędy, które możemy popełnić jako nauczyciele? Oczywiście, że nie. Jak kilkakrotnie już pisałam, jesteśmy „tylko” lub „aż” ludźmi. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli udało Ci się zauważyć wśród wymienionych zachowań swoje, to znaczy, że masz wysoki stopień samoświadomości i chęć poprawy, a to już jest bardzo dużo.
Nie ustrzeżemy się błędów, lecz zawsze warto nad sobą pracować i zachęcać do tego naszych uczniów. Nie dążmy jednak przy tym do niszczącej perfekcji. Jak napisał pewien poeta: „Byliby doskonali, lecz wad im zabrakło”.
Źródła: - Antonina Gurycka, „O sztuce wychowania”, wyd. CODN, Warszawa 1997
- ks. Jan Twardowski, „Bliscy i oddaleni”
Lilka Poncyliusz-Guranowska Autorka jest anglistką, nauczycielem dyplomowanym, egzaminatorką i autorką wielu pozycji (w tym czterech książek) z zakresu metodyki nauczania języka angielskiego i komunikacji międzyludzkiej. W marcu 2023 r. ukazała się jej nowa książka, poradnik dla nastolatków z zakresu komunikacji społecznej: „Być nastolatkiem i przetrwać. Psychologia komunikacji”. Prywatnie jest mamą siedemnastolatki i czternastolatka.