Maj i czerwiec to czas rozmaitych egzaminów, a przy okazji pytań o równie rozmaite postacie. Ciekawe, jak wyglądałyby odpowiedzi na tytułowe pytanie, gdyby sentencję Chilona ze Sparty potraktować poważnie. Bo zdanie „de mortuis aut bene aut nihil” (o zmarłych dobrze lub wcale) przypisujemy właśnie żyjącemu w VI wieku p.n.e. Chilonowi, a więc funkcjonuje ona w ludzkiej świadomości ponad 2500 lat. Sporo. I ma ona spory sens. Mówienie o kimś dobrze lub – przeciwnie – zapomnienie o jego wadach, działają na zmarłego podobnie jak kadzidło, czyli raczej nie pomagają. Jak mówić o zmarłych?
W kontekście nauki mówienie o zmarłych ociera się o kontrowersję, bo jak pisać o dyktatorach, wojnach czy zbrodniach? Dobrze czy wcale? Na tym przykładzie widać, że dosłowne rozumienie tej sentencji jest absurdalne. Jednak zanim przejdziemy do żywych, zamknijmy kontekst pierwszy, czyli sprawę ze zmarłymi. Im jest już co prawda wszystko jedno, ale po zmarłym zostają rodzina i przyjaciele. Wypominanie zmarłemu wad może być trudne dla jego bliskich. Jaki więc sens ma dobijanie ludzi w żałobie?
Czyżby ślubna sentencja „zamilknij na wieki” miała sens? Też nie, ale nie w stosunku do wszystkich. Wydaje się więc, że oceniać rzetelnie i bez taryfy ulgowej możemy tylko tych zmarłych, którzy sami sobie tego za życia „zażyczyli”. Sami o to „poprosili”. Skąd ten cudzysłów? Jak można było o negatywną ocenę po śmierci poprosić za życia?
- Kiedy osoba zmarła była osobą publiczną i podejmowała decyzje dotyczące życia innych ludzi: polityczne, wojskowe, społeczne. Jeśli ich skutki okazały się negatywne, mamy prawo o tym mówić. To dość oczywiste. Inaczej nie moglibyśmy oceniać dyktatorów, fatalnych dowódców czy zwyczajnych przestępców.
- Kiedy osoba zmarła pouczała nas publicznie, wytykała błędy, kreowała się na autorytet etyczny czy moralny, a sama żyła zupełnie inaczej. Ta zasada dotyczy także żywych.
Ale, jak pisał poeta Asnyk, „trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe”. Ruszmy więc naprzód z żywymi i sięgnijmy po relacje z nimi.

Jak mówić o żywych?
Przywołam tu wydarzenie z własnego życia, które stało się inspiracją do tego artykułu. I na zawsze zmieniło moje podejście do wygłaszania opinii. By było jasne – opinii o żywych. Na pewnej konferencji plotkowaliśmy ze znajomym o wykładowcy. Bezczelnie robiliśmy to w trakcie jego wykładu – dosyć słabego niestety. Rozmawialiśmy szeptem i po cichutku, by nie przeszkadzać innym. Przyznaję się bez bicia: wiem, że to wstyd. To nie było eleganckie, raczej godne potępienia. Tłumaczy nas jedynie fakt, że to wystąpienie naprawdę było kiepskie. Po kilku dniach dostałem od tego wykładowcy bardzo przykry e-mail: „Jeśli masz coś do mnie, powiedz mi to prosto w oczy, a nie opowiadaj innym w kuluarach”. Było mi strasznie wstyd, bo wykładowca miał rację. A to, że się słabo przygotował, wcale nie poprawiało mojego samopoczucia.
Po bardzo uważnym przeanalizowaniu sytuacji okazało się, że mam szczęście. Mówiłem o nim tylko raz – właśnie temu znajomemu, i to na ucho. Ktoś siedzący za nami podsłuchał i niestety przekazał dalej. Przeprosiłem, ale poprosiłem, by sprawdził, czy osoba, od której się tego dowiedział, słyszała to na pewno ode mnie. Może czegoś nie zrozumiała? Może nie usłyszała dokładnie? Bo ja – tu skłamałem częściowo – nigdy czegoś takiego publicznie nie mówiłem. Częściowo, bo choć mówiłem, to jednak nie zrobiłem tego publicznie.
Dostałem e-mail, że chyba rzeczywiście ktoś czegoś nie dosłyszał, coś przekręcił. Uf! Udało się! Ale wstyd tej całej sytuacji pozostał we mnie do dziś. I decyzja na całe życie. Oto ona –
O żywych dobrze albo wcale! Chodzi o to, że osoba, która sama wyraża się o kimś niepochlebnie, czasem nawet nas trochę prowokując, może potem nasze słowa powtórzyć dalej. Czy są nam potrzebne kłopoty? Po co robić sobie wrogów? Jaki to ma sens?
Kiedy ktoś wymusza na mnie ocenę kogoś trzeciego – odmawiam. Na naciski odpowiadam: „Do ołtarza z nim nie idę, firmy z nim nie zakładam. Skoro więc nie planuję bliskich relacji emocjonalnych ani wspólnego biznesu – po co mam tego człowieka oceniać? Fajny facet i już”. To zupełnie wystarczy. Nie zawsze musimy zająć jakieś stanowisko. Wiem, to wygodne. I niełatwe jednocześnie. Ale polecam.
Na szkoleniach (na przykład z wystąpień publicznych) ludzie często oczekują od trenera informacji zwrotnej. To naturalne. Więc jej udzielam, ale wyłącznie wzmacniającej, podkreślającej mocne strony. Na naciski typu: „Powiedz też, co zrobiłem źle, co mam poprawić”, odpowiadam: „Najpierw wzmocnij to, co już powiedziałem, rozwijaj swoje mocne strony, a potem wrócimy do tych słabszych”.
To tzw. efekt „klombu z kwiatami”. Jedni skupiają się na eliminowaniu chwastów i mają w konsekwencji rachityczne kwiatki. Inni dbają o same kwiatki, podlewają, nawożą, rozwijają, aż te zadbane kwiatki zagłuszą chwasty. I mają piękny klombik. I o to chodzi!
Pamiętajcie proszę – o żywych tylko dobrze, o żywych! Powodzenia!

Marek Skała Trener warsztatowy, coach, mówca inspiracyjny. Właściciel firmy szkoleniowej MEGALIT – Instytut Szkoleń. Od 25 lat prowadzi projekty szkoleniowe i rozwojowe dla największych polskich i światowych koncernów. Napisał cztery bestsellery: „Psychologia Zmiany”, „Manipulacja Odczarowana”, „Skuteczność góra!” oraz „77 Historii, które mogą dać Ci kopa w życiu i biznesie”. Współzałożyciel Polskiej Izby Firm szkoleniowych i członek ICF. W 2019 otrzymał nagrodę Złotego Pióra w Wiedniu.