Zdarza się, że jako osoby dorosłe nie reagujemy w sytuacji dostrzeżenia niepokojących objawów w zachowaniu oraz samopoczuciu dzieci i młodzieży, ponieważ pojawia się u nas niepokój, iż nie posiadamy wystarczających umiejętności i wiedzy, aby zrobić to dobrze. Martwimy się, że nasza niedoskonała reakcja tylko pogorszy sytuację. Tymczasem z rozmów w telefonie zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111 Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że bierna postawa dorosłych i brak reakcji na alarmujące sygnały po stronie młodego człowieka wywołują poczucie niedostrzeżenia, lekceważenia i pominięcia. Zmniejszają zaufanie do świata dorosłych i budują przekonanie, że nie warto otwarcie prosić o pomoc, bo wiąże się to z odrzuceniem. Przed uruchomieniem dyżurów specjalistycznych w telefonie zaufania 116 111 zapytaliśmy młodych ludzi w social mediach: „Z jakim specjalistą chciałbyś(-abyś) porozmawiać w telefonie zaufania?”. Najczęściej powtarzającą się odpowiedzią było, że obojętnie, jaki będzie to specjalista – oby była to osoba, która wysłucha i nie oceni. Tylko tyle i aż tyle. Jest to jasny sygnał ze świata młodych ludzi, że wsparcie od dorosłych nie musi być idealne, a wystarczająco dobre, oparte na szacunku i otwartości. Z gotowością do stworzenia przestrzeni, poświęcenia czasu i empatii.
„Zasada trzech zet”
W rzeczywistości szkolnej od pokoleń znana jest „zasada trzech zet” – zakuć, zdać, zapomnieć. Dzisiaj chciałam zaproponować
alternatywną „zasadę trzech zet” – model użyteczny do wdrożenia, jeżeli chcemy nie być obojętni wobec dziecięcego cierpienia. Otóż:
zauważ,
zareaguj,
zapytaj.
W
pierwszej kolejności ważne jest, aby
być uważnym na zmiany w zachowaniu młodych ludzi, w ich samopoczuciu, sposobie funkcjonowania, ale też relacjach społecznych – przede wszystkim z rówieśnikami, ale też kadrą nauczycielską, rodzicami, innymi dorosłymi. Oczywiście nie każda zmiana świadczy o kryzysie. To naturalne, że z upływem czasu w zachowaniu, myśleniu i emocjonalności młodych ludzi zachodzą zmiany – często nawet burzliwe. Jest to efekt procesu rozwojowego, kształtowania się indywidualności. W tym momencie warto podkreślić dwie rzeczy. Po pierwsze nawet normatywne zmiany, właściwe z punktu widzenia psychologii rozwojowej, potrafią być obciążające, mogą dostarczać cierpienia, poczucia samotności i kłopotów w radzeniu sobie z rzeczywistością. W takich momentach młody człowiek także zasługuje na wsparcie. A po drugie – nawet jeżeli nasza reakcja będzie nadmiarowa i okażemy zainteresowanie oraz troskę wobec stanu, który nie świadczy wcale o kryzysie… właśnie, co złego wtedy się stanie? W oczach młodego człowieka zaprezentujemy się jako ludzie, którym zależy, którzy są gotowi przyjść z pomocą, którzy są wrażliwi. W sprawie okazania troski i uwagi drugiemu człowiekowi zawsze lepiej popełnić „występek” nadmiernego zaangażowania, niż dopuścić się lekceważenia w sytuacji, kiedy reakcja była konieczna, a jej brak wywołał katastrofalne skutki.
W
drugim kroku ważne jest, aby
zareagować – zainicjować rozmowę. W dalszej części artykułu opiszę bardziej precyzyjnie, jak to zrobić, bo wiem, jak przydatne są praktyczne wskazówki. Teraz chciałam tylko zaznaczyć, że kluczowe jest, aby w sytuacji dostrzeżenia kryzysu po stronie młodego człowieka impuls do rozmowy wyszedł z naszej strony. Każdy z nas (nie tylko dzieci) posiada ograniczone wewnętrzne zasoby. Stale toczy się o nie rywalizacja. W stanie kryzysu, kiedy silne, negatywne emocje pochłaniają większość wewnętrznych zasobów, trudno jest znaleźć energię potrzebną do rozpoczęcia rozmowy na temat własnych przeżyć, przygniatającej samotności, bezradności czy poczucia zagubienia. Kiedy taka rozmowa jest inicjowana przez drugą (zwłaszcza dorosłą) osobę, o wiele łatwiej jest skorzystać z takiego zaproszenia i pozwolić wreszcie emocjom i przeżyciom się uzewnętrznić.
Ostatnie zet jest dla
zapytaj. Zdarza się, że rezygnujemy z rozmowy o trudnościach, bo sami nie wiemy, co moglibyśmy doradzić albo jaka reakcja z naszej strony byłaby pomocna. Tymczasem inni ludzie przeważnie nie oczekują od nas rad, a trafnie zadanych pytań, wysłuchania, wspólnego naradzenia się w atmosferze życzliwości. Istotne jest, aby młodych ludzi traktować podmiotowo i pytać ich wprost, co w tej sytuacji mogłoby dla nich być pomocne. Co moglibyśmy dla nich zrobić? Co dotychczas pomagało im w podobnych sytuacjach? W jaki sposób do tej pory radzili sobie z tym, o czym właśnie rozmawialiśmy? Poprzez tak zadane pytania można przykładowo dowiedzieć się, że młody człowiek wie, co mogłoby mu pomóc, ale boi się lub nie wie, jak po tę pomoc sięgnąć. Wiemy to z kolei my i dzięki temu możemy się spotkać w atmosferze akceptacji wzajemnych potrzeb i możliwości.

Jak rozmawiać o trudnościach
Obiecałam zaprezentować krótki, praktyczny schemat rozmowy o trudnościach. Oto on:
- Otwarcie zwróć uwagę na zachowanie, które Cię niepokoi. Odnoś się do faktów, nie oceniaj, nie wyrażaj opinii.
- Wskaż emocje, jakie to w Tobie wywołuje np. „martwię się o ciebie”, „niepokoi mnie to”.
- Zapewnij dziecko, że zasługuje na wsparcie.
- Zaproś je do rozmowy.
- Nie dopytuj o przyczyny.
- Zapytaj o potrzeby.
- Zaakceptuj wybór dziecka co do zaangażowania i kierunku rozmowy.
- Zatroszcz się o siebie i dziecko.
- Bądź!
Inaugurując rozmowę, warto odnosić się do faktów, a nie do opinii czy diagnoz. Z faktami się nie dyskutuje, opinię każdy może mieć inną. Trudno zaprzeczyć komunikatowi: „Zauważyłam ślady na twoich rękach” lub „Widzę, że płaczesz”, gdy są one odzwierciedleniem rzeczywistości. Odniesienie do realiów warto wesprzeć informacją o emocjach, jakie w nas wywołuje. Właściwa będzie wypowiedź: „Martwię się o ciebie” czy „Niepokoi mnie to”, ponieważ wskazuje nasze ukierunkowanie na troskę o dziecko. Istotne jest, aby nie przytłaczać w tym momencie dziecka swoimi trudnymi emocjami związanymi z jego stanem.
Jednym ze stałych objawów kryzysu psychicznego jest niskie poczucie własnej wartości, nieuzasadnione poczucie winy, a co za tym idzie – przekonanie o niezasługiwaniu na wsparcie. Stąd tak kluczowe jest, aby w komunikacji z młodym człowiekiem padła informacja o tym, że jest godnym wsparcia z samego faktu bycia człowiekiem. Że każdy z nas miewa gorsze dni i że świat dorosłych jest po to, aby wspierać. Następnie można zaprosić młodego człowieka do rozmowy. Ale właśnie – zaprosić, a nie zmusić. Odpowiedzią na przymus bardzo często jest opór. Może to brzmieć tak: „Jeżeli tylko będziesz chciał(-a) o czymś porozmawiać to pamiętaj, że jestem gotowy(-a), żeby cię wysłuchać i wesprzeć”.
Jeżeli miałabym dać jakąś wskazówkę na tym etapie, to powiedziałabym, że lepiej nie dopytywać o przyczyny, za to warto zapytać o potrzeby. Dzieci często nie wiedzą, z jakiego powodu czują się tak, jak się czują. Nasze pytanie o przyczyny utwierdza je w przekonaniu, że powinny znać na nie odpowiedź. Często pojawiają się wtedy myśli, że nie mają prawa czuć się źle, bo nie ma przyczyny dla takiego stanu. Zwrotnie wpływa to na zwiększenie nieuzasadnionego poczucia winy za swój kryzysowy stan. Zachęcam do zamiany pytań rozpoczynających się od „dlaczego” (swoją drogą, pytania rozpoczynające się od „dlaczego” od razu brzmią, jakbyśmy byli wypytywani o coś, co zrobiliśmy źle, prawda?) na pytania: „Co mogę dla ciebie zrobić w tym momencie?”, „Czego byś potrzebował(-a)?”, „Jak uważasz, co byłoby dla ciebie wsparciem?”.
Kolejny krok jest być może najtrudniejszy – zaakceptowanie wyboru dziecka co do zaangażowania i kierunku rozmowy. Bardzo trudno jest porzucić zamiar rozmowy z dzieckiem, kiedy widzimy jego cierpienie. Warto mieć jednak w pamięci, że dziecko może być w danym momencie zaskoczone naszą propozycją rozmowy. I nie być do niej emocjonalnie i poznawczo przygotowane. Jeżeli potraktujemy dziecko podmiotowo i damy mu przestrzeń do tego, żeby odmówiło rozmowy, deklarując równocześnie naszą chęć do dialogu, jak tylko poczuje się gotowe, zwiększamy prawdopodobieństwo, że w komfortowej dla niego chwili otworzy się przed nami. Dwie istotne uwagi uzupełniające. Sprawdzi się tutaj metoda zdartej płyty, czyli częste powtarzanie informacji o naszej gotowości do rozmowy – aby dziecko miało pewność, że nadal dla niego jesteśmy i czekamy. I po drugie: wyjątkiem są oczywiście sytuacje zagrożenia zdrowia i życia młodego człowieka. Tutaj musimy reagować natychmiast, bez względu na gotowość dziecka. Ważne jednak, aby i w takich sytuacjach mieć na uwadze cel, jakim jest wsparcie młodego człowieka.
Gdzie po pomoc
Dwa ostatnie punkty miękko łączą się ze sobą. Będąc osobą dorosłą, również mamy prawo wielu rzeczy nie wiedzieć, robić je po raz pierwszy, popełniać błędy. Wspierając młodych ludzi, sami możemy potrzebować profesjonalnego poradnictwa. I to zarówno w aspekcie merytorycznym, jak i emocjonalnym. Pomocą mogą służyć bezpłatne i anonimowe telefony dla dorosłych w sprawie bezpieczeństwa dzieci (np. 800 100 100, prowadzony przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę).
I jeszcze na koniec – fakt, że młody człowiek korzysta ze wsparcia specjalistycznego, nie oznacza, że nasza pomoc, obecność, zainteresowanie nie są mu potrzebne. Aby wychodzić z kryzysów, trudnych momentów w życiu, potrzebujemy ciepła, uważności i bliskości drugiego człowieka. Często powtarzam, że życia osobie w kryzysie nie ratuje specjalista, lecz osoba, która dostrzegła drugiego człowieka w cierpieniu i sprawiła, że u tego specjalisty się znalazł.
Katarzyna Talacha Z wykształcenia prawniczka i psycholożka. W Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę koordynatorka zespołu konsultantów, odpowiedzialna za wsparcie psychoedukacyjne młodych ludzi, a także konsultantka telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111.