Librus

Oficjalna aplikacja Librus

Pułapki rodzicielstwa

Obecnie mamy różne style wychowania, które mogą być niekorzystne dla dzieci i dla relacji w rodzinie. Jak mówi Jesper Juul, nie chodzi tu o żadne metody wychowawcze, ale o to, jak rodzice traktują dziecko, jak się do niego zwracają i czy są autentyczni w swoim postępowaniu. Juul nazywa to „pułapkami w wychowaniu”. O jakich pułapkach mówi?

Przede wszystkim ten znany terapeuta jest przeciwnikiem stosowania w relacjach z dziećmi jakichkolwiek metod wychowawczych. W ostatnich latach owych metod wynaleziono całe mnóstwo i nazwano je „treningami”. Mamy więc trening jedzenia, snu, odrabiania lekcji itp. Warto się zastanowić, czy naprawdę powinniśmy stosować jakieś metody czy treningi w stosunku do ludzi, których bardzo kochamy i na których nam zależy? Metody „odczłowieczają” więzi z dziećmi, ponieważ dość mocno skupiają się na efekcie, a nie całości życia rodzinnego. Nie biorą pod uwagę okoliczności, doświadczeń, intencji dziecka czy jego osobowości.

Pułapki rodzicielstwa według Juula

1. Styl neoromantyczny – harmonia ponad wszystko. Rodzice chcą, aby w rodzinie panowały ład i harmonia, aby wszyscy byli zadowoleni, szczęśliwi, a zwłaszcza dzieci. Dzieci mają:

  • Czuć się zawsze kochane i doceniane.

  • Mieć przekonanie, że świat jest przyjazny zawsze i dla wszystkich.

  • Wierzyć w harmonię i spokój jako wyraz miłości, dlatego rodzice unikają wszelkich konfliktów i odmawiania dziecku, aby nie narazić go na przeżywanie rozczarowania, niepokoju, stresu.
Rodzice nie mówią dziecku „NIE” z obawy, aby nie poczuło się niekochane czy nieakceptowane. W takich rodzinach akceptuje się tylko przyjemne uczucia, a takie jak złość czy wściekłość nie są mile widziane, ponieważ świadczą o tym, że w domu nie ma harmonii.

2. Rodzinny curling – curling to dyscyplina sportu rozgrywana na lodzie. Dwaj zawodnicy biegną przed ślizgającymi się kulami, wymiatając miotełkami wszelkie pyłki, które mogłyby stać się przeszkodą w dotarciu do celu. Rodzinny curling to metafora zaczerpnięta z tej właśnie dyscypliny sportu. Rodzice to gracze szczotkujący świat dzieciom. Bardzo dbają o dzieci i bez przerwy je obsługują, pilnują, podejmują decyzje. Tacy rodzice wszystko załatwiają za dziecko, aby osiągnęło w życiu najlepsze rezultaty. Dziecko jest pozbawiane inicjatywy podejmowania decyzji. Rodzice są zachwyceni swoim dzieckiem, jego urodą, mądrością itp. Uważają, że mają wyjątkowe dziecko, a ono rośnie przekonane o tej wyjątkowości. Pierwsze zderzenie z rzeczywistością przychodzi w momencie rozpoczęcia szkoły, kiedy odkrywa, że świat nie jest nim tak zachwycony jak rodzice. Przeżywa często rozczarowanie i bunt, a rodzice tłumaczą mu jego odczucia słowami w rodzaju: „Świat się na Tobie jeszcze nie poznał” albo „Jeszcze zobaczą, jaki jesteś zdolny, wspaniały”. Dziecko curlingowego rodzica ma dość mocno rozbuchane ambicje i przeświadczenie o swojej wyjątkowej wartości, co zwykle nie ma przełożenia na w rzeczywistość. Juul nazywa ten sposób opieki nad dzieckiem „dzieciocentryzmem”, w którym dzieci są w centrum uwagi i tylko jego potrzeby są ważne. Przeciwieństwem jest „rodzinocentryzm”, czyli każdy w rodzinie jest ważny i potrzeby wszystkich są uznawane i zaspokajane. Świat małych książąt i księżniczek legnie w gruzach po zderzeniu z rzeczywistością.

Jak zachowują się curlingowi rodzice

  • Oddają się niejako „w służbę” dziecku, swoje potrzeby, granice, marzenia, plany i cele spychają na drugi plan. Tu najważniejsze jest dziecko.

  • Ciągle usługują dziecku, lekceważąc swoje potrzeby, a w efekcie stając się niejako niewidzialni dla dziecka, które nie ma szansy dostrzec, że wokół niego są też inni ludzie ze swoimi potrzebami, prawem do swoich marzeń czy granic.

  • Rodzicom w którymś momencie zaczyna brakować energii i przestają być w stanie obsługiwać dziecko i spełniać jego zachcianki kosztem własnych potrzeb. Rodzice często cierpią fizycznie i emocjonalnie, ponieważ ich wyobrażenia o tzw. „doskonałym dzieciństwie” spełzły na niczym. Dzieci zwykle zachowują się coraz bardziej nieznośnie, często prowokacyjnie, jakby swoim zachowaniem krzyczały „zabroń mi wreszcie”, czyli bądź dorosły, bądź moim przywódcą.
3. Linia najmniejszego oporu to są rodzice, którzy tak naprawdę nie interesują się losem swoich dzieci. Nie mają żadnej refleksji o tym, jak chcieliby traktować dzieci i jakimi wartościami mogliby kierować się w relacji z nimi. Zwykle brak refleksji powoduje, że w wychowaniu naśladują własnych rodziców, bez względu na to, czego sami doświadczyli w dzieciństwie. Tacy rodzice zwykle podporządkowują się życzeniom i zachciankom dziecka. Kiedy jednak uznają, że miarka się przebrała i próbują mówić „NIE”, okazuje się, że doprowadza to do konfliktów, których nie chcą, więc szybko się wycofują. Mogą to też być rodzice mocno pochłonięci swoimi sprawami (zawodowymi, osobistymi czy zdrowotnymi). Dzieci w takich rodzinach czują się mocno zdezorientowane, ponieważ mają wszystko, czego pragną, ale niekoniecznie dostają to, czego tak naprawdę potrzebują.

4. Totalna kontrola – czyli helikopterowe rodzicielstwo, o którym pisałam obszernie w innym artykule. Zachęcam do lektury. 

5. Dziecko projekt – czyli rodzice, którzy mają bardzo dokładnie sprecyzowane plany i poglądy na temat przyszłości swoich dzieci. Robią wszystko, aby tylko to zrealizować. Kiedy pytam w gabinecie rodziców o przyszłość dziecka, są tacy, którzy po namyśle mówią: „Chcę, żeby było po prostu szczęśliwe”. Są jednak też tacy, którzy podkreślają: „Moje dziecko to urodzony sportowiec, robię wszystko, aby został zawodowym tenisistą”. Inni mówią: „Chcę, żeby moje dziecko było prawnikiem, lekarzem, informatykiem...”. Rodzice, mając taki projekt w głowie, próbują skłonić dziecko do jego realizacji. Stosują różne metody – nagrody, kary, przemoc emocjonalną. Dziecko, które jest projektem, nie jest podmiotem, lecz przedmiotem w rękach rodziców i w którymś momencie swojego życia będzie przechodzić poważny kryzys egzystencjalny. Kim jestem? Co chcę robić? Co sprawia mi radość?

Oczywiście, że każdy rodzic ma prawo do marzeń związanych z przyszłością dziecka. To naturalne i to jest OK. Te marzenia stają się problemem wówczas, kiedy przestają być tylko marzeniami, a stają się projektem.

Inne pułapki rodzicielstwa

  • Tygrysia mama – termin powstał po publikacji dość kontrowersyjnej książki pt. „Bojowa pieśń tygrysicy”. Jej autorka Amy Chua mówi o swoim rodzicielstwie w relacji z najstarszą córką. Jest ono oparte na surowych zasadach, dyscyplinie, zajęciach dodatkowych, na które dziecko musi uczęszczać, ponieważ tylko w ten sposób może mieć zapewniony „dobry start”.

  • Rodzicielstwo wolnego wybiegu – swoje początki miało w latach 70. i 80. ubiegłego wieku i jest do dziś preferowane przez wielu rodziców, którzy pozwalają dzieciom na większą samodzielność, niż są one w stanie udźwignąć. Nie martwią się, że dziecko po szkole wraca samo do pustego domu, w którym jest kilka godzin bez jakiegokolwiek kontaktu z dorosłymi, a ma dopiero 7–8 lat.
Oddzielnym zjawiskiem jest „sharenting parent”. Dotyczy zwykle rodziców mniejszych dzieci, którzy nie mają większych oporów, żeby dzielić się na forach społecznościowych każdą chwilą życia malucha. Publikują zdjęcia czy filmy często ukazujące dziecko w sytuacjach dość intymnych, naruszając tym samym jego prywatność.

a_pulapki_rodzicielstwa_LR_graf_1.jpg

Rodzic towarzysz

Mikołaj Marcela wskazuje na jeszcze jeden rodzaj stylu rodzicielskiego. Jest nim rodzic towarzysz, który wchodzi w rolę pomocnika i przewodnika. Swoim zachowaniem i traktowaniem dziecka daje mu zaufanie i wsparcie. Wierzy w dobre intencje dziecka, lubi spędzać z nim czas, uczyć go nowych rzeczy i jest ciekawy, jak wygląda świat jego oczami. Jest to rodzic otwarty na uczucia dziecka, jego myśli i słowa. Rodzic towarzysz używa następujących słów:

  • Widzę, że chcesz tego spróbować. Jestem przy Tobie.
  • Chętnie ci pomogę, jeśli tylko tego chcesz.
  • Widzę, że trudno Ci pogodzić się z moją decyzją.
  • Jak chciałbyś to zrobić?
  • Jaki masz na to pomysł? Jak to widzisz?
  • Jak chciałbyś zaplanować sobie zajęcia?
Taki rodzic mówi do dziecka: „Doświadczaj życia, popełniaj błędy, ucz się na nich, a ja tu jestem i będę Cię wspierał”.

Jak mówi Jesper Juul: „Dzieciństwo jest jak maraton. My, dorośli, możemy stać na trasie, kibicować, podawać napoje i jedzenie, ale dzieci muszą pobiec same. Nie możemy zrobić tego za nie ani zanieść je na metę na rękach”.




Źródła:
  • Jesper Juul, „Rodzic jak przywódca stada”, Wydawnictwo MiND, Podkowa Leśna 2017.
  • Mikołaj Marcela „Jak nie spieprzyć życia swojemu dziecku”, Wydawnictwo Muza, Warszawa 2020.


Marzena Jasińska
Trener, dyplomowany coach, doradca rodzinny. Od lat wspiera rodziców w konsultacjach indywidualnych oraz warsztatach psychoedukacyjnych. Swoją pracę opiera na filozofii Jespera Juula, założeniach Rodzicielstwa Bliskości oraz Porozumienia Bez Przemocy. Specjalizuje się w zakresie neurodydaktyki oraz uczenia się uczniów. Ekspert rozwoju osobistego, komunikacji, negocjacji. W swojej pracy zajmuje się także tematyką mediacji szkolnych, procesów grupowych, zarządzania zmianą w organizacji i zarządzania zespołem. Prywatnie mama dwóch dorosłych synów.


Interesuje Cię ta tematyka? Przeczytaj również:

Najbardziej aktualne artykuły: