Nie ma chyba takiego nauczyciela, który lubi moment wystawiania oceny z zachowania. Bo jak ocenić indywidualnie każdego ucznia? Są kryteria dla poszczególnych ocen, często bardzo precyzyjne, ale świat nie jest przecież czarno-biały… Czy uczeń, który z natury jest cichy i przyjmuje wszystko za dobrą monetę, zasługuje na ocenę wzorową w większym stopniu niż ten, który walczy ze swoimi słabościami i czasami wychodzi mu to lepiej, a czasami gorzej? Czy uczeń, którego rodzice angażują się w każdą klasową akcję, chętnie pieką pierniczki i przynoszą ozdoby na charytatywny kiermasz, bardziej zasługuje na dobrą ocenę niż ten, którego rodzice są zapracowani i którego mama nie zawsze pamięta, żeby przygotować mu strój galowy na uroczystości? Czy chłopiec, który uderzył innego ucznia, bo nie mógł już patrzeć, jak znęca się nad koleżanką, i nie miał innego pomysłu, żeby go powstrzymać, zasługuje na obniżenie oceny z zachowania? Co więcej – wypadnie przez to gorzej od dziewczyny, która sprawia w szkole wrażenie aniołka, a drugą twarz pokazuje w mediach społecznościowych, gdzie wyzywa i obraża? Myślę, że chyba kkażdy nauczyciel przed wystawieniem oceny śródrocznej lub końcoworocznej staje przed takimi lub podobnymi dylematami. Sposoby na poradzenie sobie z nimi, a tym samym na poprawę zachowania uczniów, są różne. Są szkoły, które decydują się na wprowadzenie w klasach systemu punktowego.
Przyznaję, że osobiście nie jestem zwolenniczką takiego systemu. Wprowadziłam go wiele lat temu w swojej klasie jako eksperyment. Wydawał mi się wtedy genialnym w swojej prostocie rozwiązaniem. Niestety, szybko okazało się, że bywa zwodniczy.
Zrezygnowałam z niego i przyznałam się do błędu przed rodzicami (którzy początkowo byli tą innowacją zachwyceni i gratulowali mi pomysłu!) po tym, jak musiałam wstawić po minus dwadzieścia punktów dwóm chłopcom za agresywną bójkę (zgodnie z systemem oczywiście) i wychodząc ze szkoły, zobaczyłam tych samych chłopców, jak z ironicznymi uśmiechami… grabią liście na boisku. Nasz system punktowy przewidywał plus pięć punktów za aktywne włączenie się w porządkowanie szkoły.
– Będziemy grabić jeszcze cztery dni. I po punkcikach! – uśmiechnął się ironicznie jeden z chłopców, wesoło mi machając, bo najwyraźniej praca nie była trudna. Wtedy dotarło do mnie, że to nie ma sensu.
Pełną agresji, celowo wywołaną bójkę można „wygumkować” grabieniem liści przez pół godziny dziennie… To nie uczy niczego prócz kombinowania i wymigiwania się od ponoszenia konsekwencji za swoje czyny.
Na kolejnym zebraniu ogłosiłam porażkę systemu punktowego i wróciłam do tradycyjnego oceniania, choć oczywiście ono też nie jest pozbawione wad.
Myślisz o systemie punktowym w swojej klasie? Przemyśl to jeszcze
Punkty, szczególnie ujemne, to koncentracja na zajściu i jego konsekwencjach, a nie na przyczynie. Nauczyciel korzysta z łatwości, jaką daje ten system, i często ocenę incydentu ogranicza do poinformowania uczestników, ile za niego przysługuje punktów („Rzuciłeś w kolegę zeszytem? Minus dwa punkty”; „Podniosłeś głos w rozmowie z nauczycielem? Masz minus jeden punkt” itd.). Tymczasem ideą oceny zachowania jest przede wszystkim zapytanie o przyczyny, np.: „Co się takiego stało, że postanowiłeś rzucić zeszytem w kolegę?”; „Dlaczego podniosłeś głos w rozmowie z nauczycielem?”; „Czy byłeś wyjątkowo czymś zirytowany?”; „Czy to było związane z tą osobą, czy z czymś zupełnie innym, np. ogólnie twoim nastrojem w ciągu dnia?”; „Czy możesz jakoś zapobiec podobnym wybuchom w przyszłości?”.
Punkty minusowe (i w ogóle wszelkie systemy egzekwowania posłuszeństwa poprzez koncentrację na karach) wzbudzają u karanego cały wachlarz negatywnych emocji – od frustracji po poczucie niesprawiedliwości, złość, gniew, chęć odwetu. A przecież nam jako nauczycielom chodzi o moderowanie zachowań pozytywnych, a nie wzmacnianie negatywnych.
Powtarzalność kary sprawia, że traci ona moc. Jeśli uczeń wie, że za palenie e-papierosa w szkole „jest minus dziesięć punktów” i tych punktów zbierze już minus sto, kolejne go nie przerażają. Godzi się z tym, że jest, jaki jest. Gorszy.
O wiele lepszym sposobem moderowania zachowania, a później jego oceniania, jest
wspólne tworzenie z uczniami kodeksów klasowych. W pracy indywidualnej z uczniem przyjmuje to czasami formę kontraktu.

Zasady tworzenia dobrego kodeksu klasowego
Dobry kodeks klasowy zawsze jest współtworzony przez uczniów (choć
moderowany przez nauczyciela, bo w klasie mogą zdarzyć się uczniowie-żartownisie czy osoby, które nie do końca zrozumieją to zadanie, i przez to na tablicy zostaną zapisane zachowania, których nauczyciel niekoniecznie sobie życzy).
Przed stworzeniem kodeksu
nauczyciel koniecznie powinien wytłumaczyć uczniom, że tworzą zbiór zasad, których celem jestlepsza współpraca i poprawienie atmosfery w klasie, a nie stworzenie spisu przewinień, za które nauczyciel ma uczniów karać! To klasowy kodeks zachowania (pożądanego), a nie kodeks karny.
Kodeks klasowy powinien zawierać pozytywne sformułowania, np. jeśli uczeń mówi: „Nie lubię, kiedy ktoś mi przerywa”, nauczyciel zapisuje: „W jednym momencie mówi zawsze jedna osoba”.
Koniecznie ustalcie
konsekwencje za naruszenie zasad kodeksu. To bardzo ważne dla uczniów, którzy lubią czytelne, transparentne reguły.
Nie koncentrujcie się jednak na wymyślaniu kar (np. wpisanie uwagi do dziennika). W wielu przypadkach konsekwencją naruszenia zasady będzie wyłącznie przeproszenie. Przecież nawet w świecie dorosłych rzadko musimy zrobić coś innego, niż po prostu powiedzieć: „Przykro mi, nawaliłam, przepraszam”. Po co tworzyć sztuczne światy?
Zaplanujcie czas na omówienie kodeksu. Czy wszystkie zasady są czytelne? Czy wszyscy uważają, że są ważne, i czy się na nie zgadzają? Czy z jakiegoś powodu któraś zasada jest dla kogoś nie do przyjęcia?
Koniecznie o tym porozmawiajcie i wspólnie zastanówcie się, czy można ją zmodyfikować, lub czy osoba, która zgłasza wątpliwości, mogłaby jednak ją zaakceptować, a jeśli tak, to w jaki sposób.
Specyficznym typem kodeksu jest
kontrakt wychowawczy, potocznie zwany
kontraktem uczniowskim. Tworzymy go zwykle wtedy, gdy wiele innych metod i technik pracy z uczniem (lub grupą uczniów) zawiodło, choć nic nie stoi na przeszkodzie, by zawrzeć takie umowy wcześniej, jako element procesu wychowawczego w klasie.
Zasady tworzenia dobrego kontraktu uczniowskiego
Kontrakt nie jest karą. Jest metodą pracy i uczeń, który decyduje się go podpisać, powinien być tego w pełni świadomy. Niedopuszczalna jest sytuacja, gdy nauczyciel mówi: „Jeśli nie poprawisz swojego zachowania, podpiszemy kontrakt”. To nie może być straszak!
Kontrakt powinien być precyzyjny. Bardzo trudno wyegzekwować zapisy w rodzaju: „Uczeń zobowiązuje się do poprawy swojego zachowania”. Wypiszmy, jakie zachowania wymagają poprawy i
w jaki sposób uczeń tej poprawy dokona. Podsuńmy mu te rozwiązania w rozmowie!
Z moich wieloletnich obserwacji pracy w szkole wynika, że więcej nieakceptowalnych zachowań uczniów wynika z czynników zewnętrznych i że oni naprawdę nie mają pomysłu, jak daną rzecz zmienić. Na przykład, ktoś często się spóźnia do szkoły, bo rodzice są słabo zorganizowani i sami często budzą się za późno, żeby zdążyć na czas. Warto porozmawiać z takim uczniem i wspólnie zastanowić się, co może zrobić, żeby przychodzić do szkoły wcześniej. Może mógłby budzić się sam, bez oglądania się na rodziców, ustawić przypominacz w telefonie i zwiększyć głośność sygnału?
Pamiętajmy (i uświadommy to uczniowi i jego rodzicom), że
kontrakt nie jest ostateczny. Każdą umowę można renegocjować.
A jeśli nie kodeks klasowy i nie kontrakt, to co? Mamy do dyspozycji cały wachlarz narzędzi, które możemy wykorzystać w pracy z klasą. Są takie, które działają lepiej (np. proste i czytelne zasady, konsekwencja, pozytywne dyscyplinowanie, rozmowy indywidualne z uczniami, natychmiastowa i adekwatna do sytuacji reakcja bezpośrednio po zdarzeniu), są też takie, które sabotują procesy wychowawcze i na które w naszych klasach nie ma miejsca (zwracanie uwagi przy klasie, krzyki i groźby, agresywny ton wypowiedzi, koncentracja na karach, zawstydzanie, etykietowanie).
Bez względu na to, co wybierzemy, pamiętajmy, że nie jesteśmy demiurgami. Dzieci, które przychodzą do naszej klasy, nie są
tabula rasa. Mają swoją historię i swój bagaż, który codziennie przynoszą do szkoły. Możemy sprawić, żeby było im i nam lżej, ale nie na wszystko mamy wpływ. Róbmy, co możemy i najlepiej jak możemy. To często wystarczy.
Lilka Poncyliusz-Guranowska Autorka jest anglistką, nauczycielem dyplomowanym, egzaminatorką i autorką wielu pozycji (w tym czterech książek) z zakresu metodyki nauczania języka angielskiego i komunikacji międzyludzkiej. W marcu 2023 r. ukazała się jej nowa książka, poradnik dla nastolatków z zakresu komunikacji społecznej – „Być nastolatkiem i przetrwać. Psychologia komunikacji”. Prywatnie jest mamą siedemnastolatki i czternastolatka.