Resocjalizacja – nowy kierunek pracy z młodzieżą

Resocjalizacja młodzieży zawsze budziła spore emocje. Balansowała między empatią a dyscypliną. Teraz znowu obiera nowy kierunek.

Resocjalizacja młodzieży stanowi dość specyficzny kierunek pedagogiki. Obejmuje małoletnich, którzy nie tylko weszli w konflikt z prawem. Zajmuje się również działaniami  zapobiegawczymi. U jej podstaw stoi przekonanie, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Dlatego coraz częściej idziemy tu w kierunku prewencji; szukania czynników ryzyka. Po co? Żeby je usunąć. Sceptycy zarzucają jej niską skuteczność, ba, nawet naiwny idealizm. Nic bardziej mylnego. Już u samego początku tworzenia się resocjalizacji nie stawiano sobie nierealnych oczekiwań. Za sukces uważano nie tylko niedopuszczenie do sytuacji przestępstwa – samo ograniczenie popełniania czynów karalnych budziło uznanie. Ciekawiło pod względem doboru skutecznych metod.

Dawne metody

Początkowo skupiano się na pracy w sposób wysoce instytucjonalny. To zakłady wychowawcze, czasami o bardzo surowym rygorze, stanowiły podstawę resocjalizacji. Z czasem zauważono, że o wiele lepsze efekty daje podejście indywidualne, a jeśli sytuacja na to pozwala, przeprowadzane w naturalnym środowisku dziecka. Wojskowy rygor i praca zostały zastąpione uczeniem rzemiosła. Zaczęto skupiać się nie na karaniu, lecz na tworzeniu warunków do rozwoju moralności. Pojawiły się eksperymentalne ośrodki wychowawcze. Wiele z nich oparło swój model resocjalizacji na koncepcji wychowawczej  Janusza Korczaka.

W okresie PRL mamy powrót do korzystania z różnych form instytucji. Resocjalizacja zyskała też wymiar ideologiczny. Musiała wpisywać się w koncepcję tworzenia nowego, postępowego, czyli socjalistycznego obywatela. Dominowały metody autorytarne i przymus. Ale były też pozytywne strony zmian. To wtedy zaczęto na ogromną skalę wykorzystywać w resocjalizacji sport. Z kolei wszystkie narzucane aktywności kolektywne, choć raziły brakiem poszanowania dla indywidualizmu, okazywały się dość skuteczne. Sami młodzi określali je jako atrakcyjne, dające chwilowo poczucie wspólnoty.

Po transformacji ustrojowej wraz z kapitalizmem przyszły nowinki z Zachodu. W tym pedagogiczne i psychologiczne. Zaczęto akcentować prawa dziecka, indywidualne podejście, korzystanie ze zdobyczy psychologii rozwojowej. Zaczęto wykorzystywać w terapii sztukę. Starano się opracowywać metody przywracające młodocianych do społeczeństwa, integrować ich na różne sposoby.

Nowy kierunek

Obecnie stopniowo odchodzi się od instytucjonalnej formy resocjalizacji. Postulat zmniejszenia ilości ośrodków, a przynajmniej liczby wychowanków w nich przebywających,  jest powolną, lecz stale wdrażaną praktyką. W potocznym odbiorze zamknięte ośrodki wychowawcze są postrzegane jako swoiste „więzienia” dla młodych sprawców. Środowisko sąsiedzkie, szkolne, a nawet rówieśnicze pobyt w takiej placówce odbiera jako formę kary za popełnione czyny. Ograniczenie swobody i podstawowych praw ma być niejako zadośćuczynieniem za wyrządzone zło w formie przestępstwa. Już same te przekonania i stereotypy nie ułatwiają procesu resocjalizacji w takich ośrodkach. W założeniu są one nowym środowiskiem dla małoletniego, gdzie ma wzrastać moralnie, korygować swoje postępowanie, a nade wszystko na nowo scalić się ze społeczeństwem żyjącym wedle określonych norm. Można to obrazowo przyrównać do nadania kurateli przez sąd. Kurator nie jest dozorcą, a jego urząd formą karania poprzez zwiększenie kontroli nad młodocianym. Ma on za zadanie pomóc wytrwać młodemu człowiekowi na nowej drodze, wskazywać mu właściwy kierunek i wspierać.

a_resocjalizacja_nowy_kierunek_pracy_z_mlodzieza_LS_graf.jpg

Jeśli chodzi o instytucje pomocowe, które zapobiegają niedostosowaniu społecznemu, to nie budzą one większych kontrowersji. Dyskusje toczą się nad ośrodkami wychowawczo-opiekuńczymi. Zdaniem wielu w placówkach tego typu dominuje spora dyscyplina formalna. Przy dużej grupie wychowanków bardzo trudno indywidualizować resocjalizacyjne zabiegi. Z kolei zaś sama izolacja dziecka od reszty naturalnej grupy powoduje, że nie nabywa ono podstawowych kompetencji społecznych. Nie ma też jak trenować nowych, właściwych umiejętności. Nawyki i przekonania budowane w zakładzie wychowawczym mogą się tam świetnie sprawdzać, ale nie da się ich dokładnie przełożyć na życie poza ośrodkiem, w rzeczywistych warunkach. Tacy badacze jak Andrzej Bałandynowicz czy Dariusz Holub podkreślają, że motywacja do zmiany musi być wewnętrzna i osadzona w indywidualnym kontakcie z podopiecznym. Inaczej podporządkowanie się panującym zasadom jest chwilowe, warunkowane na przykład potrzebą uniknięcia kary. Sama terapia wychowanków skierowanych do ośrodka jest również mocno ograniczona. A przypomnijmy, że typowy profil nieletniego dokonującego przestępstwa to dziecko z deficytami poznawczymi, problemami osobowościowymi oraz deficytami w sferze emocji. Często mające bardzo trudny dom rodzinny i trudną przeszłość. Tymczasem terapia, by być skuteczną, już w swoich podstaw zakłada dobrowolność, chęć i otwartość na zmiany. W instytucjach jest ona rodzajem nakazu. Dlatego obecnie resocjalizacja zaczyna być ukierunkowana na tworzenie ośrodków otwartych lub półotwartych. Dodatkowo instytucje mają być zastępowane przez specjalne programy wychowawcze, terapeutyczne i profilaktyczne. Wśród nich szczególnie programy wspierania rodzin niewydolnych wychowawczo, programy działające na gruncie rodziny rozwijające odpowiedzialne rodzicielstwo, pomoc asystencka w wywiązywaniu się z zadań rodzinnych.

Zmiana języka

O resocjalizacji zaczyna się mówić nie tylko inaczej, ale i innym językiem. Pozornie wydaje się to kosmetyką, wdrażaniem komunikacji poprawnej politycznie. Tymczasem za innym doborem słownictwa stoi zmiana mentalna, mająca źródło w postępie naukowym, badaniach i eksperymentalnie praktykowanych modelach. Samo słowo „resocjalizacja” oznacza socjalizację na nowo, ponowne uspołecznienie. I faktycznie głównym zadaniem resocjalizacji jest ponowne włączenie jednostki do ogółu. Ma się to odbyć poprzez zmianę dotychczasowych zachowań oraz wykształcenie prawidłowej postawy. Tymczasem w naukowej  literaturze anglojęzycznej używa się terminu „rehabilitacja”. Rehabilitacja to przywracanie sprawności. Oznacza, że dana osoba była w posiadaniu danej sprawności, ale ją zatraciła. Popatrzmy, jak to zmienia pryzmat. Rehabilitacja w ujęciu resocjalizacyjnym będzie zatem akcentować, że człowiek jest z natury dobry, praworządny i prospołeczny. To w wyniku określonych okoliczności zatraca tę pierwotną zdolność.

Obecnie coraz częściej na gruncie polskim zastępuje się termin „resocjalizacja” zamiennikami typu „praca socjalna”, „reintegracja społeczna”, „edukacja inkluzywna”. Wymienione tu terminy kładą nacisk na inne aspekty funkcjonowania kogoś, kto dokonał czynu zabronionego. Odnoszą się w niewielkim stopniu do przyczyn niedostosowania społecznego i jego samego. Pokazują raczej pracę na zasobach człowieka.  Określają cel, jakim jest przywrócenie dziecka do społeczeństwa po wcześniejszym wykluczeniu albo marginalizacji. Podkreślają potrzebę ponownej integracji z grupą. W dalszej kolejności odzwierciedlają różnorodność metod i środków pracy. Kojarzą nam się przecież raz za razem a to z opieką, a to z animowaniem.

Podsumowując, możemy stwierdzić, że w obecnych działaniach resocjalizacyjnych przede wszystkim skupiamy się na zasobach ucznia. Zasobach  do budowania przystosowania się do norm społecznych. Ta adaptacja ma przebiegać nie pod groźbą kary, ale zachęty do zmiany i towarzyszeniu dziecku na tej nowej drodze, udzielaniu wsparcia.





Patrycja Karwicka-Bogusz
Innowatorka (ministerialne stypendium), pedagożka, wykładowczyni w Wyższej Szkole Kształcenia Zawodowego, absolwentka szkoły praw człowieka przy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dziennikarka specjalizująca się w tematyce oświatowej, redaktorka naukowa (certyfikat), twórczyni nagradzanych projektów edukacyjnych (ogólnopolskie konkursy grantowe), laureatka ogólnopolskich konkursów literackich.


Interesuje Cię ta tematyka? Przeczytaj również:

Najbardziej aktualne artykuły: